środa, 10 grudnia 2014

Sezon 2 Rozdział V

~Ołtarz~


Nie wiem nawet w ,którym momencie urwał mi się film ,ale spanie na twardym krześle odebrało mi wszelkie chęci na dalszą podróż. W tej chwili  jedyne o czym marzyłem to gorąca kąpiel i masaż. Już zacząłem sobie wyobrażać piękną, długonogą blond dziewczynę ,która powoli od ramion zaczyna wprowadzać mnie w stan.....no i w tym momencie Logan musiał mi przypomnieć ,że od mojego marzenia dzieli mnie kilkuset kilometrowy las. Powoli i ociężale podniosłem się próbując rozciągnąć obolały kręgosłup, rozejrzałem się dookoła i niestety odkryłem ,że to nie jest koszmar. Logan bawił się ze swoją bronią, a ja postanowiłem się rozejrzeć po okolicy. Doszedłem do brzegu strumienia płynącego nieopodal chaty, przykucnąłem i wziąłem głęboki wdech po czym zanurzyłem twarz w lodowatej wodzie. Nie ma nic lepszego niż przemycie twarzy zimną wodą, tylko wydaje mi się ,że to powiedzenie przewiduje czystą wodę w kranie ,a nie syf w lesie, ale jak się nie ma co się lubi. W odbiciu wody zobaczyłem Ave, to poprawiło mi znacznie nastrój:


Damon: Znów podglądasz przy myciu?
Ava: Eeeh. tym razem na nic się nie załapałam- zaśmiała się delikatnie
Damon: Za chwilę ruszamy
Ava: Tak..wiem. Proszę bądźcie ostrożni, nie chcę byście zbyt szybko do mnie dołączyli
Damon: Heh to może Ty dołączysz do nas?
Ava: Damon, już o tym rozmawialiśmy
Damon: Tak wiem....a już miałem dobry humor. No nic, w drogę. Zakończmy to w końcu
Ava: Damon przepraszam...
Damon: Okej rozumiem, zasady...trzymaj kciuki

Udawałem ,że rozumiem lecz wcale tak nie było, ale wciąż nie mogłem jej przekonać.
Wróciłem do chaty po Logana i ruszyliśmy dalej. Wnioskując z mapy, byliśmy już nie daleko.
Minęło pół dnia odkąd ruszyliśmy, nogi wchodziły mi do....leśnego bagna, a po Loganie nie było widać ani trochę by to mu przeszkadzało, wręcz można rzec ,że czół się jak ryba w wodzie.

Damon: Widzę ,że dobrze się bawisz? -westchnąłem, stawiając ociężale krok za krokiem.
Logan: Właściwie....takie wyprawy robiliśmy sobie razem z Avą gdy miała 12 lat. Wybieraliśmy się w długie podróże i po drodze wymyślaliśmy różne historie, czasem udawaliśmy odkrywców...- spojrzał za siebie, tracąc uśmiech


Nie trudno było zauważyć ,że nie pogodził się z decyzją Avy, z resztą nie tylko On...

Damon: Nie wyobrażam sobie Ciebie w roli Kolumba, masz bardzo złą orientacje w terenie, nawet trafienie do celi w piwnicy zajmowało ci sporo czasu...
Logan: To nie była wina orientacji tylko problem ze znalezieniem wspólnego języka ze strażnikami, ale dotarłem na czas.

Wreszcie dotarliśmy na miejsce. przed nami ukazało się duuża pusta przestrzeń, a na środku stał kamienny stół czy ołtarz, jak kto woli. Zniszczenie go chyba nie sprawiłoby wielkiego problemu, gdyby to był zwykły kawałek kamienia na bezludziu, ale gdy spróbowałem się do niego zbliżyć, poczułem jak moja skóra zaczyna płonąc żywym ogniem, a twarz cała parzyła od promieni słońca. Pierścień nic nie dawał, a ołtarz stał w samym środku padającego światła od słońca. Najwyraźniej było zabezpieczone magią. Logan spojrzał na mnie poważnym wzrokiem, po czym ruszył w kierunku ołtarza. Udało mu się do niego podejść ,ale wiedziałem ,że coś jest nie tak, było zdecydowanie za cicho. Nagle Logan upadł i zaczął się dusić ,a dookoła nas pojawiły się jakieś postaci w płaszczach i dziwacznych maskach na twarzy. Mamrotali coś pod nosem, a Logan powoli tracił przytomność. Nie miałem innego wyjścia. Rozpędziłem się, złapałem Logana i wybiegłem z kręgu słońca nim mnie całkiem spaliło, jednak to było wszystko co mogłem zrobić bo gdy próbowałem się z nim oddalić, cały czas wracałem do tego kręgu. Pierwszy raz spotkałem się z czymś takim i szczerze mówiąc za 3 podejściem już miałem dość.


Damon: Dobra, załapałem, nie puścicie nas to może chociaż się ,któryś z was odezwie?
Kapłan: Czego chcecie od ołtarza?
Damon: Wybraliśmy się na mała podróż ,ale byłem już wykończony łażeniem po tym lesie, a zobaczyliśmy ten wygodny kamyk więc stwierdziłem ,że sobie tutaj odpoczniemy
Kapłan: Nie kpij tylko mów czego wampir i łowca może chcieć od ołtarza ofiarnego?

-Niespełna sił, Logan stanął na nogi i powiedział, jednocześnie próbując odzyskać w pełni oddech-

Logan: Pewien czarownik chcę użyć stołu do przywrócenia do życia kogoś kto zabija niewinnych ludzi...
Kapłan: Kiliam...
Damon: Tak! To jeden z nich...byłbyś dobry w teleturniejach..
Kapłan: Nie jest to pierwszy raz gdy Kiliam staje się naszym problemem, ale sądziliśmy ,że udało się nam go usidlić mimo straty wielu naszych bliskich.
Damon: No widzisz, teoretycznie to udało się nam go pozbyć, a praktycznie to jest ktoś kto chcę go przywrócić do życia i podobno ten kamyk ma mu w tym pomóc tak więc...jak go zniszczyć?
Kapłan: Nie możecie go zniszczyć ponieważ jest to nasz święte miejsce dlatego też ktokolwiek chcę z niego skorzystać, nie zrobi tego bez naszej wiedzy i zgody.
Logan: Oni tutaj niebawem dotrą, mamy rozumieć ,że dacie sobie z nimi radę?- spojrzał z niedowierzaniem na kapłana
Kapłan: Tylko Kiliam zbliżył się do tego stołu ale nie zdobył go więc i z tym sobie poradzimy.
Damon: Hmm....Ok, mnie to pasuje, w takim razie nic tutaj po nas, chodź Logan, mam ochotę się przebrać i umyć po tej wycieczce..

-Logan odwrócił głowę i szepnął do Damona-

Logan: Serio wierzysz mu? Wiesz co będzie jeżeli się im nie uda, albo okaże się ,że kłamią i są od niego..
Damon: Tak tak wiem ,że nie możesz pić ale nie martw się, zaopiekuje się Tobą -
spojrzał znaczącym wzrokiem na Logana, dając mu do zrozumienia ,że wie co robi

Odeszliśmy od nich i udało nam się wyjść z tej Rzymskiej pułapki drogowej. Oddaliliśmy się wystarczająco daleko ,że byliśmy bezpieczni jednocześnie mając oko na te teren. Logan podszedł do mnie i mruknął niezadowolony:

Logan: Masz zamiar tutaj spędzić kolejną noc? W dodatku nawet ogniska nie możemy rozpalić nie zdradzając swojej obecności
Damon: Wydaje mi się ,że nie musimy, a nasz czarujący prześladowca już tutaj jest. Nigdy nie spotkałem się z tym by zakon puszczał wolno po odkryciu swojej kryjówki. Najwyraźniej oni dotarli tu przed nami ale nie zdążyli go ukryć więc zablokowali tylko dostęp do niego.
Logan: W takim razie jak chcesz ich pokonać i zapobiec temu?
Damon: Ile masz nabojów do tej broni?

-Logan spojrzał ze zdziwieniem na Damona-

Logan: Około dwadzieścia...co zamierzasz?
Damon: Gdy zaczną się zbierać przy ołtarzu, odciągnę ich uwagę, a Ty się przygotuj..Gdy odkryje się nasz Czarownik, celuj w głowę i serce, resztą postaram się zająć. Jakbym nie dał rady to po prostu wystrzelaj tyle ile zdołasz i zmyj się stąd.


Logan spojrzał na mnie z wyraźnym niezadowoleniem ale nie mieliśmy innego wyjścia i oboje o tym doskonale wiedzieliśmy, teraz zostało nam już tylko modlić się o to by się udało.