piątek, 24 kwietnia 2015

Sezon 2 Rozdział VII

~Rodzinna więź~


Zauroczyłem tą ofiarę i kazałem wrócić do miasta zając się sobą, a my wraz z Loganem pozbieraliśmy zabawki i ruszyliśmy szybko w stronę ołtarza:

Damon:Dam sobie serce przebić ,że Oni już zdążyli znaleźć kolejnego idiotę do poświęcenia
Logan: Jakoś to mnie najmniej martwi w tym momencie -spojrzał na Damona z wyraźnie zmieszanym wyrazem twarzy.
Damon: Nie martw się, nie wierzę by Ją mieli, nawet sensu to nie ma, po co by im była martwa? Nie to musi być pomyłka
Logan: Obyś miał rację, jesteśmy prawie na miejscu..gotowy? -spojrzał na Damona, przeładowując nerwowo broń.
Damon: No dobra ale co chcesz zrobić Rambo? Chcesz tak po prostu wpaść i wszystkich porozwalać?
Logan: A masz inny pomysł? 
Damon: Yy...nie, jednak nie, podoba mi się ten...uwaga 3..2..1...teraz!


Ledwo zdążyłem się dobrze rozpędzić gdy już dotarło do mnie ,że ołtarz jest pusty, dookoła ani wiewiórki. Przyznam ,że byliśmy bardzo zdezorientowani ,a Logan zrobił się cały czerwony z nerwów. Najgorszy był fakt ,że nie mieliśmy zielonego pojęcia gdzie ich szukać i czy już zrobili to co chcieli. Usiedliśmy na ziemi obok ołtarza, Logan wyczarował z plecaka piersiówkę z odrobiną Whiskey ,którą zmoczyliśmy obeschłe usta. Byłem na siebie cholernie zły ,jednocześnie przerażała mnie myśl o tym do czego mogłaby im posłużyć Ava. Siedzenie w jednym miejscu nic nam nie da więc musiałem szybko wpaść na jakiś pomysł. Kazałem czekać Loganowi tutaj ,a ja wróciłem do miasta po tego ,którego uratowaliśmy wcześniej, zauroczyłem go jeszcze raz po czym jak najszybciej wróciłem do Logana wraz z nim.

Logan: I to jest twój plan? Po to siedziałem tutaj tyle czasu? -przeskakiwał wściekłym spojrzeniem z Damona na zahipnotyzowanego faceta oczekując nerwowo wyjaśnień
Damon: Spokojnie, już wyjaśniam. Nasz kolega był tak miły ,że postanowił nam spłacić dług wdzięczności i przekonałem go by wybrał się na polowanie w te rejony ,a gdyby nasz cel się zjawił..zadzwoni, a my w tym czasie wrócimy do domu i dowiemy się czy to prawda co mówił i twoja żona pomoże nam wraz z sabatem zlokalizować kapłanów. Nie mów ,że źle to wykombinowałem bo się załamię, poświęciłem wszystkie szare komórki na ten plan przez co nie kupiłem nic do picia.

-Logan spojrzał na Damona po czym westchnął i wzruszywszy ramionami, zabebrał rzeczy po czym dodał:

Logan: Lepszego nie mam. W drogę bo czasu nie mamy.
Damon: Wiedziałem ,że się spodoba

Zostawiliśmy naszego informatora w lesie i ruszyliśmy do domu, całą drogę licząc na to ,że Ava jest bezpieczna ale to było oczywiste ,że się tylko okłamujemy. Gdy dotarliśmy na miejsce, grób był rozkopany. Udaliśmy się od razu do domu Avy by wyjaśnić sytuację jej mamie ale Ona już wiedziała. Po krótkiej naradzie, Miriam pobiegła wezwać resztę czarownic, a my przygotowywaliśmy rzeczy potrzebne do walki. Szczerze mówiąc, tylko grając w ''kamień.papier'' moglibyśmy dojść do tego kto z nas dwojga jest bardziej wściekły. Logan nerwowo mieszał składniki jakie zostawiła mu żona ale widoczne było gołym okiem ,że ledwo panuje nad emocjami. Widząc to trochę mu zacząłem współczuć co nie jest u mnie codziennością. 



Logan: Ja tylko chcę by była bezpieczna...nie ważne czy wśród nas czy po drugiej stronie. - westchnął załamującym się powoli głosem.
Damon: Wiem stary, też chcę by była bezpieczna.....

Nie mogłem poprzeć w pełni jego zdania, nie chciałem by została tam po drugiej strony dlatego trochę cieszyłem się ,że taka sytuacja zaistniałą, bo może będzie szansa by Ją sprowadzić z powrotem. Wiem ,że to egoistyczne i powiedziałem jej ,że rozumiem, ale kogo Ja chcę oszukiwać, błąkam się już od dawna sam, Katherine już nie odzyskam, Stefan wolał żyć z daleka  ode mnie, a Ona mimo wszelkich moich wad, jakoś mnie akceptuje...nie mogę stracić i jej. Podszedłem do Logana i próbując go uspokoić, położyłem rękę na jego ramieniu

Damon: Daje słowo ,że Ją znajdziemy i odbijemy, będzie bezpieczna...

-Logan odłożył wszystkie rzeczy, spojrzał na mnie, z wymuszonym uśmiechem i odparł:

Logan: Masz rację....dobrze śpieszmy się, Miriam zaraz będzie z sabatem.

Gdy już było wszystko przygotowane, zjawił się sabat wraz z żoną Logana, stanęły dookoła stołu i zaczęły odprawiać te swoje czary mary. Po chwili zobaczyliśmy ten sam las w ,którym byliśmy jednak to nie było dokładnie to samo miejsce. Widocznie skryli się wyżej i przygotowywali. Wtedy zobaczyliśmy ciało Avy. Była bezpieczna jednak obok Niej, leżało również Ciało jakiegoś człowieka i szczątki prawdopodobnie Kiliama. Zauważyłem kilka szczegółów ,które pomogą nam zlokalizować miejsce. Spakowaliśmy się szybko i ruszyliśmy do auta i w tym momencie stało się coś nieoczekiwanego.

Miriam:  Jadę z wami! -powiedziała stanowczym głosem
Damon: Co? Żartujesz?
Logan: Miriam, nie możesz, a nasza młodsza córka?
Miriam: Zostanie z Sabatem, widziałam swoją drugą córkę w rękach tych gnojków, myślisz ,że będę tak sobie siedzieć i czekać, jednocześnie martwiąc się czy z Tobą jest wszystko ok? -spojrzała pewnym siebie, wzrokiem na Logana
Damon: Rozumiemy co czujesz i w ogóle ale...
Logan: Nie...niech jedzie z nami, załatwimy ich we troje, mam już plan.

Przyznam ,że to była jakaś kumulacja niespodzianek, ale nie mogłem już dalej próbować, więc się godziłem. Obawiałem się tylko na co mógł wpaść Logan...


poniedziałek, 5 stycznia 2015

Sezon 2 Rozdział VI

~Powrót~

Odczekaliśmy pewien czas by upewnić się co do pozycji i tego ,że nasz uciążliwy cel dotarł na miejsce, oczywiście nie myliłem się. Logan miał ten głupi wyraz twarzy ,który mówił '' cholera miałeś racje'' co mnie trochę podniosło na duchu. Ruszyłem w stronę ołtarza mając na względzie ,że tam droga się moja zakończy bezpowrotnie bo za cholerę nie miałem pojęcia jak damy radę, Logan może miał broń ale już raz wydawało nam się ,że zabiliśmy Drake'a ,a jednak wierzga i utrudnia nam sytuację już wystarczająco popieprzoną. Dotarłem do ołtarza jednak wpierw chciałem wyłapać odpowiedni moment na moje wejście. Zebrali się wokół ołtarza, a na ołtarzu zdawało się ,że ofiara czekała, prawdopodobnie jakiś niewinny mieszkaniec miasta, a może zagrali na zapałki i poświęcą jednego ze swoich tak czy siak nie było różowo. Z Loganem miałem kontakt tylko na znaki bo tylko Ja go mogłem usłyszeć. Dostrzegłem w końcu wśród nich Drake'a. Zrzucił kaptur z głowy po czym podszedł do stołu ze sztyletem i uniósł go nad nieprzytomnego ochotnika. Myślę ,że innej okazji nie będzie:

Damon: Nie znam się na tym ,ale nie powinieneś zacząć czegoś mamrotać w między czasie gdy reszta powinna podskakiwać dookoła i wykrzykiwać coś do nieba klepiąc się po głowie? Ahh wybacz, pomyliłem to z przywoływaniem deszczu, tyle tych różnych obrządków ,że już nie wiem nawet jak indyka przyrządzać w święto dziękczynienia, pamiętam jak ze Stefanem raz próbowaliśmy haha uśmiejesz się...

Drake: Z każdym spotkaniem coraz bardziej zaczynam dochodzić do wniosku ,że jesteś najgłupszym wampirem jakiego miałem przyjemność spotkać.

Damon: Ejj ja próbuje być tylko miły, nikt nie lubi gburków 

Drake: Heh Ty chyba nie wiesz co robisz skoro przyszedłeś tutaj i stanąłeś na przeciw całego zakonu, wydaje Ci się ,że coś zdziałasz? A gdzie twój kolega, bo chyba miał więcej oleju w głowie i wybrał właściwą decyzję.

Damon: No cóż, nie wszędzie chodzimy razem, fakt władował mi się do łóżka bez randki ,a nawet miły nie był, długa historia, lubi być upierdliwy ale...

*Drake wyciągnął rękę w kierunku Damona ,który upadł na kolana łapiąc się za głowę*

Damon: Aaaa....No wiesz, nawet aghh dokończyć nie mogę aaaa - ból stawał się coraz silniejszy

Drake: Twoje gadanie jest męczące w dodatku przerywasz bardzo ważny moment, za chwilę przywrócę wuja do życia jednocześnie odbierając twoje...

Damononowi mimo wielkiego bólu jaki odczuwał pod wpływem czarów Drake'a dał sygnał Loganowi do strzału. Po chwili rozniósł się tylko huk, po czym czarownik upadł ,a z jego boku zaczęła wyciekać krew. Damon pozbierał się najszybciej jak tylko mógł i rzucił się w stronę zdezorientowanych czarowników. Udało mu się jednemu skręcić kark po czym wyrwał gałąź z drzewa obok niego i cisną z wampirzą siłą w szyje następnego. Szybko nastąpiły kolejne 2 strzały po ,których upadł następny członek zakonu. Wydawało się ,że damy radę niestety po chwili ból wrócił, był nie do zniesienia, okazało się ,że Drake wcale nie zginął. Już myślałem ,że umrę z tego bólu kiedy usłyszałem ciąg strzałów, Logan wpakował w niego chyba z pięć kul ,które znów go na chwilę powaliły. Po chwili usłyszałem głos Logana:

Logan: Damon, nie damy rady, ale mam pomysł, zabierz z ołtarza ciało, to nie jest jeden z nich bo pamiętam z książek Miriam, takie obrzędy wymagają całego zakonu czyli to musi być niewinna ofiara. Pośpiesz się bo mam ostatnie naboje.

Nie wiele myśląc, rzuciłem się w stronę stołu, udało mi się jakoś złapać nieszczęśnika i z wampirzą szybkością ruszyłem w stronę Logana, potem uciekliśmy do chaty w ,której nocowaliśmy. Położyliśmy go na stole, Logan wyjrzał przez okno po czym pobiegł do źródła po wodę. Teraz tylko czekaliśmy aż się przebudzi. Usiadłem w fotelu i zacząłem zastanawiać się na jaki pomysł mógł wpaść Logan. Minęło kilka minut i nasz ocalały nieznajomy doszedł do siebie. Spojrzał po nas po czym ledwo mówiąc, szepnął:

Ocalony mężczyzna: Dz..dziękuje wam, nie wiem kim jesteście ale jestem waszym dłużnikiem.
Logan: Kim jesteś i jakim cudem znalazłeś się w ich rękach? - odparł Logan, oglądając mężczyzna w poszukiwaniu ewentualnych ran.

Ocalony mężczyzna: Mam na imię John, nie wiem jak to się stało, nic nie pamiętam prócz tego ,że niesiono mnie na wpół przytomnego na ołtarz, potem tylko widziałem jak tą dziewczynę przynieśli, ale ona chyba była martwa już...

Oboje byliśmy z Loganem chyba tak samo zaskoczeni jednocześnie i zaintrygowani tymi słowami.

Damon: Chwila...widziałeś tam dziewczynę?

John: Tak, ale ona już była martwa..długo bo była cała blada i taka bez ducha. Szkoda była bardzo młoda i bardzo ładna, ale nie mogłem jej pomóc.

Damon: Długo martwa......pamiętasz może jak wyglądała?

John: Czarne włosy, zdawało się ,że miała latynoską urodę trochę ale pewny nie jestem bo była taka blada...pamiętam ,że na policzku miała takie dziwne znamię ale to wszystko co pamiętam bo straciłem przytomność..

Po tych słowach osłupiałem. Nie wiem czy to możliwe ale to zgadza się z wyglądem Avy, ale nie widziałem w tym żadnego sensu. Logan musiał wpaść na to samo bo nagle zbladł i spojrzał na mnie z wyraźnym przerażeniem. Musieliśmy szybko coś wymyślić i odbić tą dziewczynę tylko wpierw mieliśmy na głowie tą ofiarę losu.