środa, 10 grudnia 2014

Sezon 2 Rozdział V

~Ołtarz~


Nie wiem nawet w ,którym momencie urwał mi się film ,ale spanie na twardym krześle odebrało mi wszelkie chęci na dalszą podróż. W tej chwili  jedyne o czym marzyłem to gorąca kąpiel i masaż. Już zacząłem sobie wyobrażać piękną, długonogą blond dziewczynę ,która powoli od ramion zaczyna wprowadzać mnie w stan.....no i w tym momencie Logan musiał mi przypomnieć ,że od mojego marzenia dzieli mnie kilkuset kilometrowy las. Powoli i ociężale podniosłem się próbując rozciągnąć obolały kręgosłup, rozejrzałem się dookoła i niestety odkryłem ,że to nie jest koszmar. Logan bawił się ze swoją bronią, a ja postanowiłem się rozejrzeć po okolicy. Doszedłem do brzegu strumienia płynącego nieopodal chaty, przykucnąłem i wziąłem głęboki wdech po czym zanurzyłem twarz w lodowatej wodzie. Nie ma nic lepszego niż przemycie twarzy zimną wodą, tylko wydaje mi się ,że to powiedzenie przewiduje czystą wodę w kranie ,a nie syf w lesie, ale jak się nie ma co się lubi. W odbiciu wody zobaczyłem Ave, to poprawiło mi znacznie nastrój:


Damon: Znów podglądasz przy myciu?
Ava: Eeeh. tym razem na nic się nie załapałam- zaśmiała się delikatnie
Damon: Za chwilę ruszamy
Ava: Tak..wiem. Proszę bądźcie ostrożni, nie chcę byście zbyt szybko do mnie dołączyli
Damon: Heh to może Ty dołączysz do nas?
Ava: Damon, już o tym rozmawialiśmy
Damon: Tak wiem....a już miałem dobry humor. No nic, w drogę. Zakończmy to w końcu
Ava: Damon przepraszam...
Damon: Okej rozumiem, zasady...trzymaj kciuki

Udawałem ,że rozumiem lecz wcale tak nie było, ale wciąż nie mogłem jej przekonać.
Wróciłem do chaty po Logana i ruszyliśmy dalej. Wnioskując z mapy, byliśmy już nie daleko.
Minęło pół dnia odkąd ruszyliśmy, nogi wchodziły mi do....leśnego bagna, a po Loganie nie było widać ani trochę by to mu przeszkadzało, wręcz można rzec ,że czół się jak ryba w wodzie.

Damon: Widzę ,że dobrze się bawisz? -westchnąłem, stawiając ociężale krok za krokiem.
Logan: Właściwie....takie wyprawy robiliśmy sobie razem z Avą gdy miała 12 lat. Wybieraliśmy się w długie podróże i po drodze wymyślaliśmy różne historie, czasem udawaliśmy odkrywców...- spojrzał za siebie, tracąc uśmiech


Nie trudno było zauważyć ,że nie pogodził się z decyzją Avy, z resztą nie tylko On...

Damon: Nie wyobrażam sobie Ciebie w roli Kolumba, masz bardzo złą orientacje w terenie, nawet trafienie do celi w piwnicy zajmowało ci sporo czasu...
Logan: To nie była wina orientacji tylko problem ze znalezieniem wspólnego języka ze strażnikami, ale dotarłem na czas.

Wreszcie dotarliśmy na miejsce. przed nami ukazało się duuża pusta przestrzeń, a na środku stał kamienny stół czy ołtarz, jak kto woli. Zniszczenie go chyba nie sprawiłoby wielkiego problemu, gdyby to był zwykły kawałek kamienia na bezludziu, ale gdy spróbowałem się do niego zbliżyć, poczułem jak moja skóra zaczyna płonąc żywym ogniem, a twarz cała parzyła od promieni słońca. Pierścień nic nie dawał, a ołtarz stał w samym środku padającego światła od słońca. Najwyraźniej było zabezpieczone magią. Logan spojrzał na mnie poważnym wzrokiem, po czym ruszył w kierunku ołtarza. Udało mu się do niego podejść ,ale wiedziałem ,że coś jest nie tak, było zdecydowanie za cicho. Nagle Logan upadł i zaczął się dusić ,a dookoła nas pojawiły się jakieś postaci w płaszczach i dziwacznych maskach na twarzy. Mamrotali coś pod nosem, a Logan powoli tracił przytomność. Nie miałem innego wyjścia. Rozpędziłem się, złapałem Logana i wybiegłem z kręgu słońca nim mnie całkiem spaliło, jednak to było wszystko co mogłem zrobić bo gdy próbowałem się z nim oddalić, cały czas wracałem do tego kręgu. Pierwszy raz spotkałem się z czymś takim i szczerze mówiąc za 3 podejściem już miałem dość.


Damon: Dobra, załapałem, nie puścicie nas to może chociaż się ,któryś z was odezwie?
Kapłan: Czego chcecie od ołtarza?
Damon: Wybraliśmy się na mała podróż ,ale byłem już wykończony łażeniem po tym lesie, a zobaczyliśmy ten wygodny kamyk więc stwierdziłem ,że sobie tutaj odpoczniemy
Kapłan: Nie kpij tylko mów czego wampir i łowca może chcieć od ołtarza ofiarnego?

-Niespełna sił, Logan stanął na nogi i powiedział, jednocześnie próbując odzyskać w pełni oddech-

Logan: Pewien czarownik chcę użyć stołu do przywrócenia do życia kogoś kto zabija niewinnych ludzi...
Kapłan: Kiliam...
Damon: Tak! To jeden z nich...byłbyś dobry w teleturniejach..
Kapłan: Nie jest to pierwszy raz gdy Kiliam staje się naszym problemem, ale sądziliśmy ,że udało się nam go usidlić mimo straty wielu naszych bliskich.
Damon: No widzisz, teoretycznie to udało się nam go pozbyć, a praktycznie to jest ktoś kto chcę go przywrócić do życia i podobno ten kamyk ma mu w tym pomóc tak więc...jak go zniszczyć?
Kapłan: Nie możecie go zniszczyć ponieważ jest to nasz święte miejsce dlatego też ktokolwiek chcę z niego skorzystać, nie zrobi tego bez naszej wiedzy i zgody.
Logan: Oni tutaj niebawem dotrą, mamy rozumieć ,że dacie sobie z nimi radę?- spojrzał z niedowierzaniem na kapłana
Kapłan: Tylko Kiliam zbliżył się do tego stołu ale nie zdobył go więc i z tym sobie poradzimy.
Damon: Hmm....Ok, mnie to pasuje, w takim razie nic tutaj po nas, chodź Logan, mam ochotę się przebrać i umyć po tej wycieczce..

-Logan odwrócił głowę i szepnął do Damona-

Logan: Serio wierzysz mu? Wiesz co będzie jeżeli się im nie uda, albo okaże się ,że kłamią i są od niego..
Damon: Tak tak wiem ,że nie możesz pić ale nie martw się, zaopiekuje się Tobą -
spojrzał znaczącym wzrokiem na Logana, dając mu do zrozumienia ,że wie co robi

Odeszliśmy od nich i udało nam się wyjść z tej Rzymskiej pułapki drogowej. Oddaliliśmy się wystarczająco daleko ,że byliśmy bezpieczni jednocześnie mając oko na te teren. Logan podszedł do mnie i mruknął niezadowolony:

Logan: Masz zamiar tutaj spędzić kolejną noc? W dodatku nawet ogniska nie możemy rozpalić nie zdradzając swojej obecności
Damon: Wydaje mi się ,że nie musimy, a nasz czarujący prześladowca już tutaj jest. Nigdy nie spotkałem się z tym by zakon puszczał wolno po odkryciu swojej kryjówki. Najwyraźniej oni dotarli tu przed nami ale nie zdążyli go ukryć więc zablokowali tylko dostęp do niego.
Logan: W takim razie jak chcesz ich pokonać i zapobiec temu?
Damon: Ile masz nabojów do tej broni?

-Logan spojrzał ze zdziwieniem na Damona-

Logan: Około dwadzieścia...co zamierzasz?
Damon: Gdy zaczną się zbierać przy ołtarzu, odciągnę ich uwagę, a Ty się przygotuj..Gdy odkryje się nasz Czarownik, celuj w głowę i serce, resztą postaram się zająć. Jakbym nie dał rady to po prostu wystrzelaj tyle ile zdołasz i zmyj się stąd.


Logan spojrzał na mnie z wyraźnym niezadowoleniem ale nie mieliśmy innego wyjścia i oboje o tym doskonale wiedzieliśmy, teraz zostało nam już tylko modlić się o to by się udało. 

poniedziałek, 10 listopada 2014

Sezon 2 rodział IV

~Polowanie na cień~

Pomijając bardzo niekomfortową sytuację w jakiej się znalazłem i z tego co widzę, raczej nie skończy się szczęśliwie, musiałem szybko wykombinować coś, cokolwiek by chronić Logana. Szczerze mówiąc nie miałem żadnych pomysłów i prawdopodobnie właśnie byłbym w drodze na drugi świat gdyby nie to ,że mój przyjaciel ma bardzo mocny instynkt samozachowawczy i postanowił mnie najwyraźniej śledzić bo usłyszałem tylko odbijające się od ścian zwłoki sługusów Drake'a. Przyznam ,że cieszyłem się jak małe dziecko, ale zastanawiałem się jak mu się uda załatwić czarownika. Po kilku minutach, wypełnionych jękami konających wampirów nastała cisza. Wpatrywałem się z niecierpliwością w drzwi, lecz Logana ani śladu, chwilę później nasz odważny czarownik postanowił samodzielnie zbadać teren oczywiście musiał sobie dodać otuchy odwracając się do mnie i patrząc na mnie tym swoim zabójczo poważnym wzrokiem po czym rzekł:

Drake: Dokończymy nasze sprawy gdy już pozbędę się twojego kolegi- powoli otworzył drzwi, rozglądając się na boki
Damon: Zabawne, twój wujek też był taki pewny siebie, szkoda ,że biedak wącha teraz kwiatki od spodu..
-Drake spojrzał na Damona mściwym wzrokiem po czym ruszył w jego kierunku-
Drake: Załatwię wpierw Ciebie, po co odwlekać nieuniknione..

Tylko tak mogłem wykupić trochę czasu Loganowi, problem w tym ,że nie miałem pewności czy mój wybawiciel wyrobi się na czas, co oznacza ,że chyba nie będzie happy endu. Drake złapał za wiadro z werbeną i wziął rozmach ale w momencie coś go zatrzymało. Nie mam pojęcia z czym walczył ale widać było ,że był w równie wielkim szoku jak Ja. Po chwili zjawił się Logan, ładując mu w plecy 2 strzały z kuszy, a Drake upadł jak kłoda. Ja położyłem się, łapiąc oddech i czekałem aż Logan mnie rozkuje. To było dość dziwne ale domyśliłem się ''co'' ,a raczej ''kto'' Go zatrzymał. Natychmiast gdy Logan mnie wyswobodził, sprawdziliśmy czy nasz ''problem'' żyje, ale nie było tętna ,a z tego co wiem, czarownice i czarownicy nie są nieśmiertelni więc zamknęliśmy na wszelki wypadek cele i uciekliśmy stamtąd. Nie mieliśmy czasu by zniszczyć ciało bo już w korytarzach było słychać nadciągające posiłki. Zatrzymaliśmy się dopiero przy jakiejś opuszczonej chacie leśniczej by złapać oddech i ogarnąć to co się stało. Weszliśmy do chaty, Ja zablokowałem drzwi ,a Logan zajął się oknami, zbliżała się noc ,a my nie byliśmy w stanie walczyć dalej, poza tym nie mieliśmy pojęcia ile ich by się tutaj zwlekło więc postanowiliśmy to przeczekać. Usiadłem sobie przy stoliku, sprawdzając czy oparzenia z werbeny już zniknęły, a Logan z głupim uśmiechem westchnął po czym dorzucił do tego kilka złośliwości:


Logan: Oj Damon, Damon, Damon....
Damon: Jakbym słyszał matkę....zaraz, to by tłumaczyło twoją nadopiekuńczość 
Logan: Nie mów ,że teraz będziesz na to narzekać, uratowałem ci tyłek
Damon: Ja Tobie również ale powiedzmy ,że nie jesteś tego jeszcze świadom....heh dzięki
Logan: Nie ma sprawy,,,, mów lepiej czego chciał -spojrzał z zaciekawieniem
Damon: Szukali mapy i o mały włos by jej nie zdobyli, bawi mnie tylko pewna ironia
Logan: To znaczy?
Damon: Jego staruszek był takim egoistą ,że rzucił na mapę zaklęcie maskujące co uratowało nam obojgu tyłki
Logan: Heh sam sobie utrudnił chciwością, ale co teraz zrobimy?
Damon: Myślałem ,że wiesz mamusiu, jesteś taka przewidująca - zaśmiał się, przeciągając ze zmęczenia

Logan: Bardzo śmieszne... Na mapie nie ma żadnej chaty ,ale po drodze minęliśmy potok. Sugerując się prądem wody, płynie ona z północy co oznacza ,że jesteśmy jakieś 10-15 km od celu.
Damon: Więcej chodzenia po lesie? Ehh czemu to zawsze musi być las? Czy nie mogliby chodź raz, schować czegoś w piwnicy jakiegoś pięknego domu, z oknem wychodzącym na jezioro i mini barem w salonie? -westchnął zawiedziony
Logan: Jesteś strasznie rozpieszczony, teraz wiem czemu widzisz w moim zachowaniu matczyny instynkt

Damon:Hej, ranisz...no dobra, może trochę...Dobra trzeba się przespać przed wielką wyprawą. Trzymaj broń w pogotowiu w razie gdyby ktoś nas postanowił odwiedzić..

Usiadłem sobie w jakimś starym, lekko zniszczonym fotelu i rozłożyłem się na nim wygodnie, Logan wybrał dość ciekawsze miejsce na podłodze przy oknie. Już powoli mi się fajnie zaczynało przysypiać gdy poczułem czyiś wzrok na sobie. Uchyliłem lekko powieki i zobaczyłem Ave uśmiechniętą od ucha do ucha:

Ava: Oddałabym wręcz życie by wiedzieć co spowodowało ,ze zacząłeś się ślinić przez sen haha..
Damon: Heh i pomyśleć ,że duchy mają tak wielkie poczucie humoru i dystans do siebie
Ava: Nie zapominaj ,że jestem jedyna w swoim rodzaju- zaśmiała się znowu
Damon: To Ty mnie ocaliłaś od wiadra wody z werbeną prawda?
Ava: Nie musisz dziękować, spodziewałam się ,że nie można was zostawić samych
Damon: A mogę wiedzieć jak to możliwe?
Ava: W sumie...sama nie wiem, po prostu poczułam ,że muszę Cię ratować i odruchowo chciałam wyrwać mu wiadro i tak jakoś...
Damon: Heh...

Ava: Co się stało? -spojrzała na niego, tracąc powoli uśmiech
Damon: Jutro tam dotrzemy i będzie po wszystkim.....wciąż nie chcesz? ..tak wiem, złote zasady czarownic ale.....ehh nie możesz ten jeden raz zrobić wyjątku? Dla mnie? 

-Ava opuściła wzrok, starając się powstrzymać łzy, które napierały na powieki-

Ava: To nie tak...Ja, chcę ale...zrozum, nie mogę, one...inne czarownice się na to nie zgodzą, to wbrew zasadom.....przykro mi Damon - odwróciła się upuszczając kilka łez
Damon: Chcesz się poddać tylko dlatego ,że ktoś uważa inaczej? Masz prawo być szczęśliwa, to nie był twój czas...to ja powinienem wtedy oberwać! To musi mieć jakieś znaczenie..
Ava: Nie dla nich....Damon Ja.....Ehh Ja muszę już iść, nie mogę w nieskończoność być w takiej postaci....jutro postaram się wam też towarzyszyć.
Damon: Zaczekaj....

-zniknęła zostawiając Damona, złego i smutnego-

Damon: To jest nie fair...Dajcie jej żyć, jakim prawem decydujecie o jej szczęściu....yghh

Usiadłem wściekły w fotelu. Miałem ochotę coś rozwalić. Dobrze ,że Logan wciąż spał. Ahh to jest popieprzone, nie mogę nic zrobić, a w dodatku teraz nie zasnę, heh i nawet nie mam przy sobie ani kropli Bourbonu. To życie jest do dupy, jutro skończymy to wszystko ale co dalej? Ehh to nie może się tak skończyć.


czwartek, 23 października 2014

Sezon 2 Rozdział III

~Zagubieni~

Wszedłem do pokoju, lekko zagubiony w myślach, o Niej. Niestety mój drogi przyjaciel szybko sprowadził mnie na ziemie swoim dość wyszukanym komentarzem:


Logan: Jest jedno łóżko tak więc....którą stronę bierzesz? - parsknął śmiechem, rozkładając pościel
Damon: Jesteś pierwszą osobą ,która bez randki ,ani nawet drinka, włazi mi do łóżka
Logan: Spokojnie przystojniaku, nie gustuje w umarlakach - spojrzał na Damona próbując utrzymać powagę
Damon: Po tej rozmowie będę mieć koszmary....jeżeli dojdzie do tego chrapanie idę spać do auta.

Gdy już położyliśmy się do spania, patrzyłem w sufit, nie mogąc pozbyć się z głowy smutnego wyrazu twarzy Avy, walczyłem w środku sam ze sobą. Byłem jednocześnie na nią zły ,że mając szansę i wiedząc co czuje i co Ona czuje, rezygnuje z tego ale z drugiej strony szanowałem jej zdanie. Moje myśli przerwało pytanie Logana ,które wprawiło mnie w lekkie zakłopotanie:

Logan: Co masz zamiar zrobić gdy już zakończymy tą całą chorą sytuacje? Widzę ,że nie jest Ci łatwo o Niej zapomnieć..

Damon: Nie wiem..nie mam pojęcia co dalej. Chciałbym Ją sprowadzić z powrotem ale Ona tego nie chce.....nie rozumiem dlaczego
Logan: Sam po części tego nie rozumiem ale wdała się w matkę więc nie dziwię się ,że podejmuje właściwe decyzje. To przykre ale jestem Ojcem więc powinienem być z niej dumny.

Słysząc te słowa, spojrzałem na wyraz twarzy Logana. Jedyne co zdążyłem ujrzeć nim się obrócił plecami do mnie, życząc mi dobrej nocy, to łza ,która spłynęła mu po policzku, lądując na poduszce, która wcale jej nie skryła. Wiedziałem ,że jego również bardzo to boli, dlatego byłem podwójnie zły. Po chwili sam zasnąłem, zmęczony emocjami jakie we mnie grały z powodu tej dziewczyny i całej tej chorej sytuacji.
Nazajutrz , spakowaliśmy się szybko do mojego auta, Logan coś przegryzł w między czasie, wypiliśmy po szklance Bourbona na przebudzenie i ruszyliśmy poza miasto. Trasa przed nami była cholernie długa, a Ja nie miałem pomysłów na temat rozmowy ,ale to chyba nie przeszkadzało Loganowi bo całą prawie podróż spędził na oglądaniu świata za szybą.
Zaczęło się ściemniać, a my byliśmy dopiero w połowie drogi, ale praktycznie dotarliśmy do miasta położonego najbliżej punktu na mapie więc postanowiliśmy zrobić tam postój na noc ,a z samego rana ruszyć do celu. Na skraju miasteczka stał niewielki motel więc zatrzymaliśmy się tam, Logan od razu poleciał do pokoju, ale Ja jeszcze nie czułem się zmęczony, więc wybrałem się na mały spacerek w celu obadania terenu. Znalazłem jakąś przytulną knajpkę, w sam raz dla mnie.
Usiadłem przy barze, zamówiłem sobie szklankę whiskey i rozglądałem się po sali. Muszę przyznać ,że jak na tak małe miasteczko, sporo osób okupowało tą miejscówkę. Kończyłem pierwszą szklankę, myśląc o następnej kolejce gdy usłyszałem jakby szept wprost do ucha: '' uciekaj, oni tutaj są...Damon wiej!'' . W tym momencie do baru wpadło kilka typków i ruszyło w moją stronę, a u dwóch z nich, zauważyłem broń. Nie było innej opcji jak ucieczka, przecisnąłem się przez tłum i wbiegłem na zaplecze, w tym momencie oberwałem w nogę drewnianą kulą. Nie byłem w stanie uciekać, banda ,która mnie ścigała musiała być bardzo dobrze przygotowana skoro obstawiła nawet zaplecze. Gdy starałem się dźwignąć z ziemi, przed sobą zobaczyłem jakiegoś faceta w równie gustownym stroju co jego wesoła kompania. Jego twarz mi kogoś przypominała, ale nie byłem pewny dopóki nie nie wypowiedział swojej proroczej gadki:



Nieznajomy: Nie mieliśmy jeszcze przyjemności, ale z tego co wiem, poznałeś już mojego wujka...zdaje się ,że masz jego własność, gdzie jest mapa? -przeleciał wzrokiem po Damonie
Damon: Jeżeli twój wujek to Kiliam, to szczerze współczuje, wasz urok rodzinny jest strasznie irytujący. -uśmiechnął się szyderczo
Nieznajomy: Uznam to za komplement, a teraz mów gdzie mapa..
Damon: To nie był komplement, a mapy nie mam

W między czasie gdy udało mi się go zagadać,powoli usunąłem z nogi, nabój. Czekałem na odpowiedni moment by zaatakować, aż wreszcie nadarzyła się okazja. Gdy jeden z jego ludzi podszedł by coś mu przekazać, bez zastanowienia skoczyłem w kierunku jednego z nich ,który miał broń, wyrwałem mu ją i szybkim ruchem przestrzeliłem szyje kilku z nich, jednak ten plan nie przewidywał ingerencji magii. Poczułem dokładnie ten sam ból jaki lubił mi zadawać Kiliam. Głowa zaczęła płonąć, broń wypadła mi z ręki ,a ja spowrotem wróciłem na ziemie. Jeden z nich, podniósł broń i wycelował we mnie, siostrzeniec Kiliama, spojrzał na mnie wesoły od ucha do ucha i powiedział:

Nieznajomy: Biedny wampirek....widać spotkanie z moim wujkiem niczego Cię nie nauczyło...gwoli ścisłości......Mam na imię Drake. - zaśmiał się po czym odwrócił się i odchodząc położył dłoń na ramieniu swojego sługi i powiedział:
Drake: Możecie się pobawić, tylko ma żyć....jeszcze mi się przyda.

Poczułem tylko jak moje nogi i ręce przeszyło kilka kul, po czym straciłem przytomność. Obudziłem się w jakiejś piwnicy, przykuty tradycyjnie do ściany, a obok stało jakieś wiadro z wodą. Leżałem na ziemi wykończony i potrzebowałem krwi, w tym momencie wszedł Drake z jednym ze swoich sługusów, który podszedł do mnie i dla przyjemności, szarpnął za łańcuchy i uśmiechając się głupio, pomachał mi przed twarzą, torebką z krwią. Drake zmierzył mnie wzrokiem po czym westchnął i powiedział:


Drake: Oj biedaku....przyniosłem ci przekąskę, nie chcemy byś nam zbyt wcześnie skonał, ale musisz nam powiedzieć gdzie jest mapa.
Damon: Taki mag, a kawałka papieru znaleźć nie możesz? -westchnął, przełknąwszy ciężko ślinę
Drake: Heh, widzisz to nie takie proste, ta mapa była tak bardzo ważna ,że mój wujek gdy ją posiadł, rzucił na nią zaklęcie maskujące jej lokalizacje, nie chciał by inni czarownicy ją znaleźli, dlatego będę wdzięczny za współpracę. 
Damon: A kto powiedział ,że będę współpracował?
Drake: No tak...w takim razie uświadomię Cię tylko ,że obok stoi wiadro z werbeną, a Ty ledwo się trzymasz. Jeżeli to wiadro wyląduje na Tobie cuż,......wyschniesz- westchnął ponownie i dodał:
Drake: To jak? Teraz zmienisz zdanie? - spojrzał na Damona oczekując odpowiedzi

Chyba nie było innego wyjścia, teraz potrzebowałem by zjawiła się Ava by jakoś ostrzegła Logana przed nimi, ale nigdzie jej nie widziałem. Ja mam zawsze pecha trafiać na ludzi ,którzy oczekują ode mnie trudnych decyzji...

piątek, 26 września 2014

Sezon 2 Rozdział II

~Tracąc zmysły cz.II~


Nie miałem kompletnie ochoty na ciąg dalszy tych przygód, wystarczyły mi przeżycia z ostatniego tygodnia, ale czemuż to miałby być koniec mojej udręki. Spakowaliśmy z Loganem, najpotrzebniejsze rzeczy do auta i pojechaliśmy wpierw, jak najszybciej w stronę lasu. Gdy już dojeżdżaliśmy, zobaczyliśmy jakichś dwóch typów idących w stronę wejścia do lasu. Nie wyglądali na policjantów ,a las po ostatnim wybuchu, został zamknięty. Spojrzałem na Logana i powiedziałem:

Damon: Daj mi proszę 2 fiolki z werbeną..
Logan: Co chcesz z nimi zrobić?
Damon: Rzucić w nich zanim wylądują na masce auta
Logan: A co jak to zwykli ludzie?
Damon: Właśnie dlatego rzucę wpierw w nich fiolkami, jeżeli to ludzie to najwyżej udam nawalonego i zwalę winę na Ciebie.

Logan podał mi fiolki ,a ja wychyliłem się przez okno i rzuciłem w nich z całej siły, ale nie wampirzej, bo jeśli to ludzie to miałbym na sumieniu dwóch klaunów. Trafiłem tylko jednego ale przeczucie mnie nie myliło, natychmiast po rozbiciu się fiolki na jego plecach, zaczął dymić i wrzeszczeć jak małpa w klatce, co pasowało to jego gustownego stroju. W tym momencie nie zastanawiałem się ani chwili, tylko wcisnąłem gaz i wbiłem się w tą dwójkę. Wyglądnąłem przez okno by tylko upewnić się ,że długo nie wstaną i ruszyłem do lasu. 

Logan: Oby ich było tylko dwóch
Damon: Też mam taką nadzieje, zniszczyli mi lusterko i światło w moim najdroższym autku.
Logan: Czy ty się dobrze czujesz? 
Damon: No co? Jedni mają rozwrzeszczane kobiety, ja mam tą ślicznotkę z ,którą dogaduje się bez słów.
Logan: Im dłużej z Tobą spędzam czas ,tym bardziej czuje ,że na starość zgłupieje.
Damon: To Ty jeszcze nie jesteś stary? Ahh przez tą wampirzą nieśmiertelność, kompletnie nie znam się na procesie starzenia.

Zatrzymaliśmy się dopiero pod samym wejściem do lasu, wysiedliśmy powoli, dobrze rozglądnąwszy się dookoła, Logan wziął broń i poszliśmy w stronę wejścia do jaskini. Wszędzie było pełno rozrzuconych odłamków skał, drewna i zwierzęcych odchodów. Scena jak z filmach o końcu świata. Dotarliśmy do w połowie przysypanego wejścia. Miejsca było nie wiele ale dało się przecisnąć. Kazałem wpierw iść Loganowi, ja chciałem się upewnić ,że nikt za nami nie pójdzie. Porobiłem kilka prostych pułapek z wykorzystaniem kołków z połamanych patyków ,które leżały dookoła. Może to nie zatrzyma ich ale spowolni. Zeszliśmy w dół i ruszyliśmy w stronę miejsca gdzie wcześniej stała maszyna.
 To wszystko wyglądało zupełnie inaczej niż wcześniej co utrudniało trochę zlokalizowanie celu ale jakoś daliśmy radę. Po godzinie spędzonej na odkopywaniu pomieszczenia w ,którym Kiliam trzymał mapę, w końcu ją mieliśmy. Okazało się ,że miejsce w ,którym ma dokonać swojego wielkiego powrotu ,leży nie dość ,że cholernie daleko to jeszcze w górach gdzieś głęboko w lesie. 

Damon: Ja chyba już nigdy nie wejdę do żadnego lasu. Koniec z grzybobraniem
Logan: Heheh ,a czego się spodziewałeś? 
Damon: No nie wiem, ale nie kolejnego lasu. Uwalę wszystkie ciuchy. 
Logan: Serio? Ubraniem się przejmujesz teraz?
Damon: Ej przecież to Ermenegildo
Logan: Że co?
Damon: Jak możesz nie znać tej marki..eh
Logan: Dobra bierzmy się stąd bo przed nami długa droga.

Wróciliśmy do auta i pojechaliśmy do mojego mieszkania w hotelu. Bez sensu było budzić rodzinę Logana, a w dodatku mój hotel był bardziej po drodze. Poszedłem wziąć prysznic. Zdarzały mi się różne sytuacje z dziewczynami w roli głównej ale Ava potrafiła pobić wszystkie normy, wychodząc spod prysznica prawie zawału nie dostałem gdy wyciągnąłem twarz z ręcznika i zobaczyłem ją stojącą przede mną. Oczywiście trudno było nie zauważyć, że przeleciała mnie wzrokiem od góry do dołu. Podszedłem do umywalki i wycierając się do końca spytałem szeptem:


Damon: Co ty robisz? Wiesz ,że jest tutaj twój ojciec.
Ava: Przecież nas nie przyłapie, tylko ty mnie widzisz...a ja Ciebie -zaśmiała się nie ukrywając ekscytacji widokiem nagiego Damona
Damon: W normalnych okolicznościach może bym się ucieszył ale teraz czuję się dziwnie zważywszy ,że jesteś duchem. Tam po drugiej stronie musi być strasznie nudno skoro tak często wracasz, chyba dobrze ,że żyje wiecznie.
Ava: To nie tak, jak tak jakby nie mogę przejść jeszcze na drugą stronę, wiesz nie załatwione sprawy itp.
Damon: Czyli mam rozumieć ,że teraz będziesz mnie codziennie podglądać pod prysznicem tak? 
Ava: Masz coś przeciwko? - zaśmiała się delikatnie
Damon: Hmm...nie, pod warunkiem ,że się zrewanżujesz
Ava: Ehh niestety, dzieli nas śmierć - westchnęła nie przestając się uśmiechać
Damon: To można zmienić, jeżeli zgodzisz się na powrót
Ava: Już ci tłumaczyłam, że nie moge..
Damon: Czemu ty się nimi tak przejmujesz, zwalisz winę na mnie, przecież to ja miałem zginąć, powiedz im ,że kogoś im tam w zamian podeśle.
Ava: Ehh... Co masz zamiar teraz zrobić, macie mapę więc rozumiem ,że jutro wyjeżdżacie?
Damon: No w końcu po to zostałem
Ava: Uważajcie na siebie, nie wiem czy uda mi się wam towarzyszyć.
Damon: Damy radę ale teraz chciałbym się wyspać
( Damon spojrzał na Ave zamieniając uśmiech w powagę )
Damon: Chciałbym móc teraz cię pocałować. To nie fair...
Ava: Dasz radę, taki narcyz i egoista nie poddaje się ludzkim uczuciom co nie?
Damon: Czasami mu się zdarza, ale tylko w wyjątkowych chwilach
( Ava również posmutniała )
Ava: Muszę już iść...zobaczymy się może jeszcze przed wyjazdem ale nie obiecuje.

I zniknęła... Powoli szedłem do pokoju i zastanawiałem się co by było gdyby. Ona na prawdę jest niezwykła i nie chodzi tu o aureolę i jasną poświatę, chciałbym móc zrobić cokolwiek by wróciła.

piątek, 19 września 2014

Sezon 2 rozdział I

~Tracąc zmysły cz.I~

Gdy wróciłem do hotelu, nie było chyba nic czego nie pragnąłbym bardziej niż zimnej szklanki bourbonu. Jeżeli nie schłodzę trochę mózgu to oszaleje, nie wiem co o tym wszystkim myśleć. Dopiero co godziłem się z Jej odejściem ,a teraz będę Ją wszędzie widywał, na dodatek te ostatnie słowa.. Chyba na dziś dość wrażeń, dopije drinka i walnę się w łóżko, a jutro zabieram się stąd zanim zacznę drapać ściany i mówić do siebie.

Nazajutrz, spakowałem się, zszedłem do auta by wrzucić rzec To nie było normalne zważywszy ,że wróciłem autem do domu i wypiłem jedynie ,a potem poszedłem spać. Następnego dnia, spakowałem rzeczy i poszedłem znieść je do auta. Chciałem  jak najszybciej wpakować je do bagażnika i zabrać się już z tego miasta, ale nigdzie nie mogłem znaleźć kluczyków. Myślałem ,że mnie szlak trawi, wszystko ale nie kluczyki od auta. Przeszukałem dom, rzeczy i nic. Klucze nie mogą tak po prostu sobie znikać. Miałem już tego dosyć tego, byłem pewny ,że to sprawka Avy chodź wiem ,że to głupio brzmi. Postanowiłem to zakończyć ale jedyny pomysł jaki przychodził mi do głowy była matka Avy, z resztą miałem Ją ostrzec. Poszedłem w dość nieciekawym nastroju ale musiałem się hamować bo jutro ma odbyć się pogrzeb Avy. Gdy dotarłem pod dom, zobaczyłem Ją znów, tym razem w oknie. Tego było już za wiele, musiałem coś z tym zrobić tylko nie miałem pojęcia jak. Zapukałem do drzwi i szczęśliwym trafem, otwarła Miriam. 

Damon: O dobrze się składa, chyba nie obędzie się bez pani pomocy.
Miriam: Nie rozumiem..
Damon: Pani córka albo chcę bym stał się nałogowym alkoholikiem, albo cholernie chcę czegoś.
Miriam: Powiedz co się stało? Widziałeś ją znów?
Damon: Nie tylko widziałem ale i słyszałem
( Miriam spojrzała na Damona, wyraźnie zaskoczona )
Miriam: Co powiedziała?? 
Damon: To była ,krótka wiadomość i przerwana jej efektywnym zniknięciem. Kazała mi tylko panią ostrzec i dodała coś o Kiliamie..
( Miriam pobiegła do jednego z pokoi i zaczęła gorączkowo przeszukiwać swoją bibliotekę )
Damon: Yyy...mogę spytać czego szukasz?

Miriam: Posłuchaj, Kiliam to potężny czarownik, jeżeli Ava była w stanie przekazać Ci tą informację to możesz domyślić się czego można spodziewać się po Nim. Trzeba znaleźć jego ciało i pozbyć się go, ale przedtem będę zmuszona spróbować przywołać Ave by powiedziała to czego Tobie nie zdążyła inaczej będziemy tylko na ślepo działać.
Damon: Mam rozumieć ,że będziemy się bawić w hokus pokus i wywoływać duchy w kółeczku?
Miriam: Heh, i mówi to chodzący trup narcyza..
Damon: Jednak miałem racje...wasz charakterek jest dziedziczny
Miriam: Mam! Teraz trzeba ściągnąć jak najszybciej Logana i wszystko przygotować. Na wszelki wypadek poproszę moją przyjaciółkę, czarownice by mnie wsparła podczas seansu.
Damon: Dobra to Ty idź po wiedźmę ,a ja poszukam Logana.
Miriam: Jest prawdopodobnie na cmentarzu.

Wychodząc z domu, odruchowo spojrzałem w okno w ,którym widziałem wcześniej Ave, ale  tym razem jej nie było. Poszedłem w kierunku cmentarza, ale nie musiałem na szczęście wlec się tak daleko, zobaczyłem jak Logan wchodzi do baru po drugiej stronie ulicy. Heh przypuszczałem ,że będzie przybity ale nie ,że aż tak. Wszedłem za nim i usiadłem koło niego zamawiając nam dwóm po piwie. Spojrzał tylko na mnie witając się wzrokiem lecz od razu opuścił go, wpatrując się w pusty kieliszek stojący przed nim. Nie wiedziałem nawet jak zacząć, nie chciałem go bardziej dobijać ale nie miałem wyjścia.

Damon: Jak się trzymasz?
Logan: A jak widać? Nie jest łatwo ale trzeba umieć udawać, przecież nie pokaże się tak Miriam i córce. A Ty co tutaj robisz?
Damon: Szukałem Cię. Jest coś co muszę Ci powiedzieć ,a nie wiem jak to zrobić dlatego zastanawiam się czy nie lepiej będzie jak wpierw dopijemy piwo.
Logan: Mów, gorzej być nie może.
Damon: Ava..Widziałem Ją, ale nie tak jak Ci się wydaje, na prawdę, kazała mi bym ostrzegł twoją żonę o jakiś planach Kiliama ale nie wiem o co dokładnie chodzi bo zniknęła w pół zdania.
( Logan spojrzał na Damona poważnym wzrokiem )
Logan: Czy ty zaliczyłeś już dziś wszystkie bary i puby w mieście?
Damon: Ha ha bardzo śmieszne, pogadamy w domu, bo twoja żona wysłała mnie po Ciebie, planuje przywołać Ave i spytać Ją o to co chciała mi powiedzieć,
Logan: Super...w takim stanie mam wrócić do domu?
Damon: Zdążyłeś wypić drinka i piwo, to powinno Cię trochę odstresować, a to w jakim stanie jesteś chyba jest teraz najmniej ważne..
Logan: Masz racje, chodźmy.

Wróciliśmy do domu, Logan poszedł pomóc Miriam, a mnie wysłali do drugiego pokoju po świeczki. Gdy otworzyłem szufladę , obok świeczek leżały moje klucze od auta. Teraz miałem pewność ,że to mi się nie wydawało, w takim razie cokolwiek Ava chcę przekazać, najwyraźniej chcę abym w tym uczestniczył tylko nie wiem w jakim celu. Zaniosłem im świeczki i przeniosłem się do kuchni, nie miałem czego szukać w kręgach czarownic. Gdy wszystko było już gotowe, Miriam i jej koleżanka, stanęły wokół ołtarzyka przygotowanego na przywołanie Avy i zaczęły coś szeptać. Po chwili poczułem Jej obecność.

Ava: Damonie............
( Damon rozgląda się po pokoju )
Ava: Damonie...
( Po chwili Ava pojawia się zaraz obok Damona )
Damon: Wow....Ava?
Ava: Damonie, nie mam wiele czasu, przekaż mamie ,że Kiliam chcę wrócić do żywych wykorzystując inne ciało czarownika ,którego złożą w ofierze. Kiliam także skontaktował się z kimś żyjącym ale nie wiem kto to. Wiem tylko tyle ,że chcą tego dokonać na ołtarzu ,który jest ukryty gdzieś w Indianie. Nie wiem gdzie ale podobno w ,któreś jaskini została mapa z oznaczonym miejscem, ale musicie się śpieszyć bo On już kogoś po Nią wysłał.
Damon: Dlaczego zmusiłaś mnie bym został?
( Ava spojrzała na Damona i uśmiechnęła się )
Ava: Bo chciałam móc zobaczyć Cię jeszcze raz i usłyszeć. Poza tym, moi rodzice sami nie dadzą rady.
Damon: Skoro da istnieje możliwość by On wrócił to może i jest szansa by..
Ava: Nie Damonie, nawet gdyby była, to nie mogę, jestem w połowie czarownicą i są zasady i porządki ,którym nie wolno się sprzeciwiać.


Damon: A od kiedy Ty jesteś taka podporządkowana? Ta śmierć Cię strasznie zmieniła.
( Ava zaśmiała się )
Ava: Heh, nie tylko śmierć....może jeszcze zobaczymy się...mam nadzieje.
Damon: Czekaj! 
Miriam: Z tego co słyszeliśmy, udało się więc mów co wiesz...
Damon: To nie będzie takie proste...Logan, szykuj się. Czeka nas dłuuga droga, ale musimy się śpieszyć, wyjaśnię ci po drodze....byłeś kiedyś w Indianie?
Logan: Gdzie?

Ciąg dalszy nastąpi......


niedziela, 14 września 2014

Rozdział XI

~Uśmiech przykryty cierpieniem~

Dojechałem na miejsce. Już z daleka widziałem Matkę i jej siostrę, a także uśmiech na ich twarzach, czułem już ból jaki sprawię im gdy zobaczą Ave. Nie chciałem nawet wysiadać z samochodu, sam ledwo się trzymałem lecz nie było innego wyjścia. Logan podszedł do swojej żony, Ona podbiegła do niego z uśmiechem jednak po chwili zobaczyłem jak uśmiech znika ,a zastępuje go łza i blady odcień na twarzy. Upadła na kolana i zaczęła płakać, jej siostra Avy podeszła powoli do matki i ją przytuliła ,a Logan stał tylko patrząc na nie, nie wiedząc co zrobić, nawet nie przecierał łez ,które płynęły niepohamowanie jedna za drugą. Nie wysiadłem z auta, odwróciłem się tylko i spojrzałem na Ave. Była już całkiem blada, zimna..Całą drogę łudziłem się ,że jeszcze stanie się jakiś cud i przebudzi się lecz nic z tego. Położyłem dłoń na jej zimnym policzku i po prostu mówiłem:

Damon: Dlaczego? Dlaczego im to zrobiłaś? Przecież Oni Ciebie potrzebowali, na Mnie nikt nie czeka. Co mam teraz zrobić?
( Damon uronił łzę ,która spłynęła wprost na dłoń Avy )

Wystraszyłem się gdy Logan zapukał w szybę drzwi. Szybko przetarłem twarz i przybrałem poważny wyraz twarzy. Wysiadłem powoli z auta, starając się jak najrzadziej spoglądać im w oczy. Zaskoczyło mnie to co powiedział Logan.

Logan: Damon, dziękuje Ci za wszystko..
Damon: Ale przecież nie ochroniłem jej, nie powinieneś mi dziękować.
Logan: Źle na to patrzysz. Uratowałeś Ją i to nie raz, uratowałeś Ją od bólu w jakim żyła, odzyskałeś jej uśmiech i chęć życia, a dodatkowo dzięki Tobie, moja żona i druga córka są ze mną. Zrobiłeś więcej niż prosiłem.
Damon: Ale Ava.....
( Matka Avy złapała Damona za ramie )
Miriam: Damonie....Ava to zrobiła dla Ciebie, nie mogłeś nic poradzić, dokonała wyboru. My to rozumiemy mimo iż to boli ,że jej nie ma. Jestem czarownicą i wiem ,że jest bezpieczna. 
( Damon opuścił wzrok )
Damon: To co macie zamiar zrobić?
Logan: Pragniemy Ją pochować, mam nadzieje ,że będziesz z Nami i pomożesz Mi lecz nie nalegam.
Damon: Pomogę...
Miriam: Dziękujemy.


Wróciliśmy do domu Avy, zostawiłem ich i pojechałem do hotelu by odpocząć jednak wiedziałem ,że siedząc w nim zwariuje więc wziąłem prysznic, przebrałem się i poszedłem do najbliższego baru. Zamawiałem drink za drinkiem, nie patrzyłem nawet w dno szklanki, po prostu piłem i starałem się wsłuchać w muzykę by nie myśleć. 

Po piątym, zrobiłem na chwilę przerwę i rozejrzałem się po lokalu. Zobaczyłem dziewczynę w tłumie ,która spoglądała na mnie, dopiero po chwili dotarło do mnie ,że widzę Ave....to nie było możliwe, to musiał być efekt tych drinków jednak nie mogłem przestać patrzeć. Ona uśmiechała się, zakładając jedną ręką włosy za ucho odsłaniając znamię na policzku na ,którym nigdy tak na prawdę się nie skupiłem, dopiero teraz dostrzegłem ,że ma ono kształt księżyca. Odwróciła się i wyszła z baru. Odepchnąłem od siebie kieliszek i wybiegłem za Nią jednak gdy wyszedłem, Jej nigdzie nie było. Przetarłem twarz i wróciłem. Zapłaciłem za drinki, biorąc ze sobą całą butelkę i wróciłem do hotelu. Całą noc wyrywały mnie ze snu dziwne uczucia jakby Ona była gdzieś blisko. Kiedy już udawało mi się zasnąć, poczułem dłoń na ramieniu, odwróciłem się ,a Ona leżała na przeciw mnie, Patrzyła mi w oczy, lecz Nic nie mówiła. Ja sam nie potrafiłem nic powiedzieć.


Damon: Jakim cudem tutaj jesteś? Przecież Ty nie żyjesz...Śnie prawda?
( Dziewczyna uśmiechnęła się, wstała z łóżka i weszła do łazienki )

Powoli wszedłem zaraz za Nią lecz znów zniknęła. Już wiedziałem ,że zwariowałem. Musiałem pogadać jak najszybciej z matką Avy zanim całkowicie stracę głowę. Nazajutrz od razu pojechałem do Logana. Wszedłem do środka i nie tracąc czasu spytałem:

Damon: Jest Miriam?
Logan: Damon, co się stało? Wyglądasz na przestraszonego, to do Ciebie nie podobne..
Damon: Musze porozmawiać z Miram
Logan: Powiesz chociaż co się dzieje?

Damon: Muszę wpierw sam się dowiedzieć
Logan: Jest na cmentarzu, przygotowuje ze znajomymi czarownicami, pogrzeb
( Damon wybiegł kierując się na cmentarz )

Starałem się dotrzeć tam jak najszybciej. Będąc na miejscu, zobaczyłem na prawdę wiele osób lecz nie widziałem nigdzie Miriam. Przebiegłem cały cmentarz ,aż w końcu znalazłem ją nad strumieniem zaraz za nim. Podszedłem powoli do niej i spytałem:

Damon: Miriam, potrzebuje twojej pomocy
Miriam: Damonie, pomogę Ci ale potrzebuje teraz trochę czasu dla Siebie..
Damon: Wczoraj zobaczyłem Ave....kilka razy, a nawet była u mnie. Nie wiem co się dzieje..
( Miriam spojrzała na Damona uśmiechając się )
Miriam: My też nie możemy o Niej zapomnieć, nie dziwie Ci się.
Damon: Ale Ona w nocy, pojawiła się obok mnie w łóżku, to nie wyglądało na wytwór wyobraźni.
( Miriam spojrzała w zadumie na płynący strumień )
Miriam: Nie, to by raczej nie było możliwe...chociaż....
Damon: Mów od razu, bo nie trzymam się najlepiej, a podtrzymywanie tajemniczego nastroju teraz jest nie na miejscu.
Miriam: Duchy czasami próbują się kontaktować z żyjącymi, próbują tego tak rozpaczliwie ,że czasem zdarza się ,że żywi mają okazje zobaczyć ich, a nawet usłyszeć. Ale to są zazwyczaj osoby ,które uniknęły śmierci.
Damon: Nie wiem czy można zaliczyć do tego wampiryzm bo teoretycznie tego nie uniknąłem ale wygląda na to ,że też mi się poszczęściło tylko nie wiem dlaczego.
Miriam: Widać Ava, za Tobą tęskni tak bardzo ,że chce się z Tobą skontaktować.
Damon: Rozumiem.....w takim razie, nie zajmuję więcej czasu. Wrócę się przygotować i przyjadę pomóc.

Powoli poszedłem w kierunku auta.. nie miałem pojęcia ,że takie coś jest możliwe...To co powiedziała Miriam, zaskoczyło mnie. Nie chcę by tak było przez wieczność bo zwariuje. Wsiadłem do auta, lecz nie zapalałem go na chwile, patrzyłem przed siebie. Po chwili, poczułem znów to samo uczucie, obecności Avy i gdy się obróciłem, ujrzałem Ją obok na siedzeniu. Jednak teraz przybrało to inny obrót zdarzeń. Złapała mnie za dłoń po czym spojrzała mi w oczy i powiedziała:

Ava: Damonie ostrzeż moją matkę, Kiliam chce...
( Nagle duch Avy zniknął )
Damon: Co? Ava! Co Kiliam chce? Ava!!!


Rozglądałem się wszędzie, lecz nigdzie jej nie widziałem. Wysiadłem, próbując ją znaleźć, skupiałem się ale to na nic.....To co powiedziała, przyprawiło mnie o dreszcz. Czyżby to nie koniec niespodzianek Kiliama.....



Ciąg dalszy Nastąpi................. 

czwartek, 11 września 2014

Rozdział X

~Obietnica~

Nie potrafię uwierzyć w to wszystko co się dzieje. To takie.. takie dziwne, nie mogę się w tym odnaleźć. Wszystko wokół zdaje się żyć innym życiem, jakbym na chwilę był w równoległej rzeczywistości, mimo iż staram się uratować sytuację, nie mogę powstrzymać się od regularnego spoglądania na Ave, przyznaje...boję się samego siebie teraz. Serce mi bije tak szybko ,że dziwie się ,że jeszcze moja klatka piersiowa nie otwiera się jak bagażnik. Udało mi się dotrzeć do źródła maszyny, ale nie jestem w stanie włożyć tam ręki, wszystko jest zabezpieczone magią i werbeną. Przypiąłem ładunek zaraz pod miejscem gdzie zamocowany jest kamień. Teraz pozostaje tylko ulotnić się jak najszybciej. Zeskoczyłem z maszyny ale przede mną nagle wyrosła zgraja Kiliama.
Pozostało tylko walczyć, to nie było trudne, pozbierał samych pierwszaków. Kierowałem się w stronę Avy i Logana, z daleka widać było ,że radzą sobie o wiele lepiej niż ja. W pewnym momencie zobaczyłem jak Logan upada, łapiąc się za głowę. Już wiedziałem co się dzieje, ale musiałem ich ratować. Niestety to nie było takie proste, z daleka mogłem jedynie usłyszeć rozmowę Kiliama z Loganem:

Kiliam: A więc wolałeś mnie zdradzić..zawiodłeś mnie, ale jeszcze nic straconego.
Logan: Aaghaghaaaaa! 
Ava: Zostaw go! Puść go proszę!
Kiliam: Twój ojciec mnie zawiódł, ale jeżeli chcesz by żył, dokończysz jego zadanie.
Logan: Ava, uciekajcie! Aaghaaahga!
(Logan zwija się z bólu, zaciskając dłonie na głowie)
Ava: Dobrze...
Damon: NIE! Puść ich, ja to zrobię..

Ava: Damon nie możesz...
Damon: Spokojnie, nie raz robiłem coś czego nie powinienem. Nie ma innego wyjścia. Kiliam puść ich, zabije wszystkich ,którzy jeszcze oddychają.
Kiliam: Hmm...Czy mi się wydaje czy między młodą łowczynią ,a wampirem pojawiło się coś ludzkiego i wbrew naturze? Teraz to dopiero mnie zaskoczyłeś.
Damon: Puść ich do cholery, powiedziałem ,że to zrobię, im daj po prostu żyć.
Kiliam: Dobrze...ale nie wiem czy jeszcze ci mogę zaufać dlatego wypuszczę Ojca, ale Ava zostanie jako zabezpieczenie.

Tego nie przewidziałem, detonacja jest ustawiona na za dziesięć minut, w sam raz by dotrzeć do wyjścia poza miasto. Nie jestem w stanie obskoczyć całego lasu by mogła stąd uciec. Nie wiem co robić, na dodatek nie potrafię się skupić, wciąż patrzę w jej oczy. Pozostało mi tylko dać jej jakoś znać byśmy wspólnie go zaatakowali i uciekli stąd. Spojrzałem jej jeszcze raz w oczy. Mam nadzieje tylko ,że domyśli się o co mi chodzi..

Damon: Dobrze, niech tak będzie chodź przyznam ,że to mi zajmie ''cholernie'' dużo czasu, ale ''Ava'' nie martw się, przecież póki co ''razem'' sobie dawaliśmy radę prawda?
( Ava spojrzała na Damona, lekko skinąwszy głową na znak ,że rozumie )
Ava: W takim razie nie ma na co czekać prawda? Ruszaj..

Ava gwałtownie odskoczyła za plecy Kiliama, pociągając go za ramie dzięki czemu zwróciła go plecami do mnie, nie mogłem nie zdążyć. Użyłem wampirzej szybkości i błyskawicznie ruszyłem w Kiliama, wycelowałem rękę w jego serce. Moja dłoń przeszła szybko, wyrywając przodem serce na zewnątrz ,które zostało mi w dłoni. Szybko ją wyciągnąłem i ruszyłem do Logana, podniosłem go z ziemi i skierowałem się ku wyjściu. Myślałem ,że Ava jest wciąż zaraz za mną ale gdy dobiegłem do wyjścia z jaskini, Logan krzyknął:

Logan: Damon stój! Ava!!!!!!!!!!!!


Odwróciłem się i zobaczyłem jak z kącików ust spływają dwa cieniutkie strumyki krwi. Postawiłem Logana przy ścianie i ruszyłem do niej. Zdążyłem złapać ją w ostatnim momencie zanim upadła. W jej plecach były wbite ze dwa, trzy drewniane kołki, wyrwane z części maszyny. Zrozumiałem ,że one musiały być wymierzone we mnie, a Ona..... osłoniła mnie. Ava spojrzała na mnie, a ja nie wiedziałem co robić, Widziałem tylko jak krztusi się krwią ,a płomień w jej oczach powoli gaśnie.  

Damon: Ava do cholery coś Ty zrobiła!!! Dlaczego??
Ava: T..tt.tera.teraz jesteśmy kwita heh...
Damon: Co Ty gadasz?? Nie możesz umrzeć, musisz wypić moją krew!
( Damon przegryza delikatnie swój nadgarstek, upuszczając troszkę krwi )
Ava: Ni..nie Damonie...Dziękuje Ci ale nie mogę, nie chcę zostać wampirem. Podjęłam decyzję i nie żałuje jej.
Damon: A ja? Pomyślałaś o mnie?

( Ava delikatnie uśmiechnęła się, chodź ból gwałtownie przerwał go wywołując grymas na twarzy )
Ava: Heh..D..Damon, czy zawsze musi wszystko być jak Ty chcesz? Dziękuje ci za wszystko, cieszę się ,że Cię spotkałam, nie żałuje niczego...może jednej rzeczy. Żałuje ,że nie spędziliśmy tego czasu w innych...ahhaagh...w in..innych okolicznościach.
( Z oka Damona spłynęła łza )
Damon: Musiałaś nawet teraz postawić na swoim?
Ava: Przecież to Ci się we mnie spodobało prawda? Damon, zabierz stąd mojego Ojca i obiecaj mi jedną rzecz..
Damon: Jaką?
Ava: Że jeżeli znów poczujesz coś, nie powstrzymuj tego, nie walcz z tym. Jeżeli stwierdzisz ,że jest tego warta....agh...jeżeli będzie tego warta....walcz o Nią,,obiecujesz?
( Ava, resztkami sił dotknęła twarzy Damona po czym powoli zamknęła oczy )


Złapałem jej opadającą dłoń. Cały się trząsłem. Nie byłem w stanie zatrzymać łez. Byłem wściekły, a jednocześnie zagubiony. Jej oczy zamknęły się, a Głowa opadła mi na klatkę piersiową bezwładnie. Miałem na sobie jej krew, mimo to nie czułem głodu. Czułem ból, cholerny ból. Położyłem ostatni raz jej dłoń na mojej twarzy ,po czym wstałem i ruszyłem w stronę Logana, niosąc Ją na rękach. Logan mimo iż był ogłuszony, także nie był w stanie powstrzymać łez. Spojrzał tylko na jej twarz i pocałował ją w policzek, po czym ruszyliśmy w stronę wyjścia. Nie miałem pojęcia ,że to będzie aż tak boleć. Straciłem coś co dopiero co zyskałem. Żałuję ,że tak długo rozpatrywałem to w głowie zamiast wykonać również jakiś krok. Nienawidzę siebie i tego życia. Całą drogę spoglądałem na jej powoli blednące usta. 

Wydostaliśmy się na zewnątrz równo z wybuchem. Ziemia zasypała się w miejscu maszyny, dogrzebując ją na zawsze wraz z Kiliamem. Położyłem ją w tym samym miejscu gdzie ją zostawiłem. Obmyłem jej tylko kąciki ust od krwi i wyciągnąłem kołki. Chciałem by jej mama i siostra nie zobaczyła ją w takim stanie. Niech przynajmniej pożegnają się z nią zapamiętując Ją jako piękną dziewczynę. Oddałem ją w ręce Logana i kazałem mu iść w stronę wyjścia z lasu, a ja pobiegłem do auta. Gdy usiadłem za kierownicą, nie byłem w stanie opanować łez. Powoli odpaliłem auto i ruszyłem. Zabrałem Logana i pojechałem z Loganem i Avą po jej Mamę i siostrę. Logan siedział z tyłu trzymając na kolanach głowę Avy i wpatrywał się w jej twarz ,która powoli traciła swój promienny kolor. Ja tylko co jakiś czas spoglądałem w lusterko lecz nie byłem w stanie nic powiedzieć.

wtorek, 9 września 2014

Rozdział IX

~Zaufaj sercu~

Muszę przyznać ,że ostatnio coś szczęście się mnie trzyma, zdążyłem w samą porę. Schowałem się za głazem stojącym zaraz obok wejścia do jaskini w ,której Kiliam przygotowywał na nowo maszynę. Przed samym Kilianem zebrały się jego kukiełki i słuchały jak ich nauczyciel wygłaszał przemowę. To była moja doskonała okazja na zbliżenie się do maszyny. Minąłem kilku bez problemu, za to ciężej będzie wejść na górę, nie ściągając na siebie uwagi. Ehh uwielbiam takie sytuacje. Wróciłem się do jaskini i korzystając z zabawek Logana, zrobiłem małą pułapkę ,która mam nadzieje odciągnie na chwilę ich uwagę. Niestety nie spodziewałem się ,że nawinie się jeden ze strażników, złapałem go i właściwie już miałem skręcić kark ale wpadłem na lepszy pomysł. Biedak posłuży mi jako zahipnotyzowany ląd. Wmówiłem mu by powoli szedł w kierunku pułapki tak by stanął na lince, a ja wreszcie ruszyłem ku celu. Szło idealnie, byłem już prawie u celu, pozostał mi tylko minąć ten punkt ,który wcześniej mi utrudnił robotę i koniec. Czekałem teraz już tylko na boom. Zabawne, bo boom nie było i zastanawiałem się co się dzieje. Nagle usłyszałem donośny głos Kiliama:

Kiliam: Zdaje się ,że mamy gościa specjalnego.
Damon: Dlaczego mam dziwne wrażenie ,że chodzi o mnie.
Kiliam: Widzę ,że naprawdę chcesz poznać moją maszynę. Problem w tym ,że już zbliża się wschód ,a widownia zapewne już dotarła.
Damon: Ohh jaka szkoda...No nic to może przesuniesz pokaz ,a ja sobie ją tutaj oglądnę? 
Kiliam: Wampir z poczuciem humoru...wciąż mnie zaskakujecie. Dobra koniec tego wychwalania..
( Kiliam wysunął dłoń w kierunku Damona poczym zaczął wypowiadać zaklęcie )
Damon: To chyba znaczy ,że nie dostanę VIP'a...aahagha!!
(Damon chwyta się za głowę, puszczając rusztowanie maszyny i spada )


Ból oczywiście był jak za pierwszym razem z tą różnicą ,że tym razem doszedł do tego upadek z wysokości. Przez chwilę nie czułem płuc i nie wiedziałem co się dzieje. Kilka wampirów chwyciło mnie i zaciągnęło pod dziwną ścianę jakby osobisty salon tortur. Nie byłem w stanie się w żaden sposób oprzeć im. Wyglądało na to ,że to koniec, w tym momencie nie wiedziałem czy być zły na siebie czy się cieszyć z podjętej decyzji o ratowaniu Avy. Chyba to już teraz nie ma większego znaczenia, Przypięli mnie do cholernie zimnej ściany i jakby mi było mało, polali wodą z werbeną. 

Damon: Ehh...huh....widzę ,a raczej czuje ,że strasznie lubisz się znęcać nad wampirami.
Kiliam: Widzisz, współczucie to paskudna cecha. Nie pozwala czasem postępować słusznie, to morale itp. rozumiesz..
Damon: Taa.....boleśnie.
Kiliam: No nic, czas zaczynać.
(Maszyna zaczęła powoli się podnosić)

Tak, teraz już na pewno nie zdążę, Przynajmniej się nie spalę od razu bo inteligent nie połapał się ,że chroni mnie pierścień. Sufit już powoli wypełniał się promieniami słońca. Nagle z powierzchni dobiegły wrzaski. Zapewne pierwsze ofiary słońca, a ja mogłem tylko słuchać i zastanawiać się czy przypadkiem nie ma tam kogoś ,kogo nie chętnie bym chciał zobaczyć pod postacią proszku. Jak zwykle nawaliłem, nie miałem nawet pojęcia jak się wyswobodzić z tych łańcuchów. Opuściłem głowę z bezsilności. Mogłem tylko czekać i słuchać tych wrzasków. Po chwili mój wampirzy słuch wychwycił zupełnie inny dźwięk, z wyjścia jaskini poleciał tylko nieduży kłąb dymu i posypały się drobne kamyki. Już wiedziałem co to ,a raczej kto to może być ,ale udawałem ,że nic nie usłyszałem bo z tego co się zdążyłem zorientować to żaden tępak tego nie zauważył, ale trudno się dziwić, wrzaski były ogłuszające. Nie podnosiłem głowy, nie byłem w stanie, mogłem tylko sobie wyobrazić co się dzieje, wszędzie było w momencie słychać świst kul, wybuchające bombki z werbeną i jęczące wampiry ,które padały jak muchy. To mógł być tylko Logan w swojej popisowej roli. Zastanawiało mnie tylko dlaczego zostawił dla mnie Ave ,która nie była w pełni sił gdy ruszałem tutaj. Byłem słaby, nie byłem w stanie dokładnie się skupić, przez co widok jaki pojawił mi się przed oczami gdy obca dłoń uniosła moją głowę, w pewnym stopniu mnie ocucił. 
Moje oczy spotkały się z oczami Avy po raz pierwszy w takiej odległości. Przez lekko rozmazany obraz ujrzałem tylko jej uśmiech po czym puściła delikatnie mój podbródek i zajęła się łańcuchami. 


Nie mam pojęcia dlaczego, ani jakim cudem udało się jej przekonać Logana do tego, przecież On by chyba aż tak nie zaryzykował.
 

Damon: D..dlacz..dlaczego?
Ava: Spokojnie, nie mów nic. Zaraz Cię wydostaniemy.
Damon: Zwariowaliście? Agh..uciekajcie stąd.
Ava: Nie zostawimy Cię! Zrobiłeś dla nas..dla Mnie tak wiele..za kogo Ty mnie masz?
Damon: Za samobójczynie?! Przecież nie dacie rady Czarownikowi na takim poziomie!
Ava: Mamy plan, nie ty jeden potrafisz go stworzyć.

Ava o dziwo była w stanie mnie udźwignąć, przeniosła mnie bliżej wyjścia, oparła o ścianę i wyciągnęła nadgarstek, odsłaniając go i podsuwając mi pod usta. Myślałem, że mi oczy wypadną jak zobaczyłem to, spojrzałem na nią z zaskoczeniem. Na jej twarzy nie pisał się nawet leciutki strach, stanowczym wzrokiem dawała mi do zrozumienia ,że mam się pożywić. 

Damon: Ava..co Ty robisz?
Ava: Pij!
Damon: Nie ma mowy, nie zrobię tego, poradzę sobie sam.
Ava: Powiedziałam pij!
( Po policzku Avy spłynęła łza )
Ava: Masz to wypić i mi pomóc, sami nie damy rady ,a nie będę Cię dźwigać całą drogę
( Damon pochylił się delikatnie i gwałtownie zatopił kły w nadgarstku Avy )

Nie wierzę w to co się teraz stało. Może mi się to tylko śni, nie potrafię ogarnąć tego. Na szczęście byłem w stanie się powstrzymać. Widziałem ,że to ją troszkę osłabiło ale ta łza....Nawet nie wiem dlaczego się pojawiła. Zrobiło mi się tak, tak dziwnie. Spojrzałem na nią i poczułem ,że muszę otrzeć jej policzek z tej łzy. To było takie nienormalne. Położyłem na jej twarzy dłoń, zmieszany spojrzałem jej w oczy i jedyne na co byłem w stanie się odważyć to właśnie to spojrzenie. Poczułem po raz pierwszy od baardzo dawna, bicie własnego serca. Wstałem podając jej rękę i szukając wzrokiem Logana, osłoniłem odruchowo Ave.

Damon: Mam nadzieje ,że macie dobry plan.
Ava: Oto się nie martw, ja idę pomóc ojcu ,a Ty bierz się za maszynę i wynośmy się stąd.
Damon: Dobra..
Ava: Damon....

Nie zdążyłem nawet spojrzeć na nią, poczułem tylko jej usta na moich i dłonie ,które były lekko zaciśnięte na moich policzkach. Zniknął wszelki ból, przestałem słyszeć krzyki, poczułem jakby na chwilę wszystko wokół zamilkło, W końcu puściła mnie i powiedziała:

Ava: To na wszelki wypadek.. masz uważać, drugi raz nie będę Cię karmić.

I pobiegła w kierunku Logana. Ja nie mogłem skupiać się na tym co się przed chwilą wydarzyło ,a nawet gdyby to nie byłem w stanie. W mojej głowie była istna pustka. Ruszyłem ku maszynie i liczyłem ,że zdążymy kogokolwiek uratować. To co się wydarzyło....poczułem własne serce. Jak mocno bym się nie wypierał, zaprzeczał to wszystko dzieje się wbrew mnie. Chyba pora przyznać ,że coś poczułem..