~Zaufaj sercu~
Muszę przyznać ,że ostatnio coś szczęście się mnie trzyma, zdążyłem w samą porę. Schowałem się za głazem stojącym zaraz obok wejścia do jaskini w ,której Kiliam przygotowywał na nowo maszynę. Przed samym Kilianem zebrały się jego kukiełki i słuchały jak ich nauczyciel wygłaszał przemowę. To była moja doskonała okazja na zbliżenie się do maszyny. Minąłem kilku bez problemu, za to ciężej będzie wejść na górę, nie ściągając na siebie uwagi. Ehh uwielbiam takie sytuacje. Wróciłem się do jaskini i korzystając z zabawek Logana, zrobiłem małą pułapkę ,która mam nadzieje odciągnie na chwilę ich uwagę. Niestety nie spodziewałem się ,że nawinie się jeden ze strażników, złapałem go i właściwie już miałem skręcić kark ale wpadłem na lepszy pomysł. Biedak posłuży mi jako zahipnotyzowany ląd. Wmówiłem mu by powoli szedł w kierunku pułapki tak by stanął na lince, a ja wreszcie ruszyłem ku celu. Szło idealnie, byłem już prawie u celu, pozostał mi tylko minąć ten punkt ,który wcześniej mi utrudnił robotę i koniec. Czekałem teraz już tylko na boom. Zabawne, bo boom nie było i zastanawiałem się co się dzieje. Nagle usłyszałem donośny głos Kiliama:
Kiliam: Zdaje się ,że mamy gościa specjalnego.
Damon: Dlaczego mam dziwne wrażenie ,że chodzi o mnie.
Kiliam: Widzę ,że naprawdę chcesz poznać moją maszynę. Problem w tym ,że już zbliża się wschód ,a widownia zapewne już dotarła.
Damon: Ohh jaka szkoda...No nic to może przesuniesz pokaz ,a ja sobie ją tutaj oglądnę?
Kiliam: Wampir z poczuciem humoru...wciąż mnie zaskakujecie. Dobra koniec tego wychwalania..
( Kiliam wysunął dłoń w kierunku Damona poczym zaczął wypowiadać zaklęcie )
Damon: To chyba znaczy ,że nie dostanę VIP'a...aahagha!!
(Damon chwyta się za głowę, puszczając rusztowanie maszyny i spada )
Ból oczywiście był jak za pierwszym razem z tą różnicą ,że tym razem doszedł do tego upadek z wysokości. Przez chwilę nie czułem płuc i nie wiedziałem co się dzieje. Kilka wampirów chwyciło mnie i zaciągnęło pod dziwną ścianę jakby osobisty salon tortur. Nie byłem w stanie się w żaden sposób oprzeć im. Wyglądało na to ,że to koniec, w tym momencie nie wiedziałem czy być zły na siebie czy się cieszyć z podjętej decyzji o ratowaniu Avy. Chyba to już teraz nie ma większego znaczenia, Przypięli mnie do cholernie zimnej ściany i jakby mi było mało, polali wodą z werbeną.
Damon: Ehh...huh....widzę ,a raczej czuje ,że strasznie lubisz się znęcać nad wampirami.
Kiliam: Widzisz, współczucie to paskudna cecha. Nie pozwala czasem postępować słusznie, to morale itp. rozumiesz..
Damon: Taa.....boleśnie.
Kiliam: No nic, czas zaczynać.
(Maszyna zaczęła powoli się podnosić)
Tak, teraz już na pewno nie zdążę, Przynajmniej się nie spalę od razu bo inteligent nie połapał się ,że chroni mnie pierścień. Sufit już powoli wypełniał się promieniami słońca. Nagle z powierzchni dobiegły wrzaski. Zapewne pierwsze ofiary słońca, a ja mogłem tylko słuchać i zastanawiać się czy przypadkiem nie ma tam kogoś ,kogo nie chętnie bym chciał zobaczyć pod postacią proszku. Jak zwykle nawaliłem, nie miałem nawet pojęcia jak się wyswobodzić z tych łańcuchów. Opuściłem głowę z bezsilności. Mogłem tylko czekać i słuchać tych wrzasków. Po chwili mój wampirzy słuch wychwycił zupełnie inny dźwięk, z wyjścia jaskini poleciał tylko nieduży kłąb dymu i posypały się drobne kamyki. Już wiedziałem co to ,a raczej kto to może być ,ale udawałem ,że nic nie usłyszałem bo z tego co się zdążyłem zorientować to żaden tępak tego nie zauważył, ale trudno się dziwić, wrzaski były ogłuszające. Nie podnosiłem głowy, nie byłem w stanie, mogłem tylko sobie wyobrazić co się dzieje, wszędzie było w momencie słychać świst kul, wybuchające bombki z werbeną i jęczące wampiry ,które padały jak muchy. To mógł być tylko Logan w swojej popisowej roli. Zastanawiało mnie tylko dlaczego zostawił dla mnie Ave ,która nie była w pełni sił gdy ruszałem tutaj. Byłem słaby, nie byłem w stanie dokładnie się skupić, przez co widok jaki pojawił mi się przed oczami gdy obca dłoń uniosła moją głowę, w pewnym stopniu mnie ocucił.
Moje oczy spotkały się z oczami Avy po raz pierwszy w takiej odległości. Przez lekko rozmazany obraz ujrzałem tylko jej uśmiech po czym puściła delikatnie mój podbródek i zajęła się łańcuchami.
Nie mam pojęcia dlaczego, ani jakim cudem udało się jej przekonać Logana do tego, przecież On by chyba aż tak nie zaryzykował.
Damon: D..dlacz..dlaczego?
Ava: Spokojnie, nie mów nic. Zaraz Cię wydostaniemy.
Damon: Zwariowaliście? Agh..uciekajcie stąd.
Ava: Nie zostawimy Cię! Zrobiłeś dla nas..dla Mnie tak wiele..za kogo Ty mnie masz?
Damon: Za samobójczynie?! Przecież nie dacie rady Czarownikowi na takim poziomie!
Ava: Mamy plan, nie ty jeden potrafisz go stworzyć.
Ava o dziwo była w stanie mnie udźwignąć, przeniosła mnie bliżej wyjścia, oparła o ścianę i wyciągnęła nadgarstek, odsłaniając go i podsuwając mi pod usta. Myślałem, że mi oczy wypadną jak zobaczyłem to, spojrzałem na nią z zaskoczeniem. Na jej twarzy nie pisał się nawet leciutki strach, stanowczym wzrokiem dawała mi do zrozumienia ,że mam się pożywić.
Damon: Ava..co Ty robisz?
Ava: Pij!
Damon: Nie ma mowy, nie zrobię tego, poradzę sobie sam.
Ava: Powiedziałam pij!
( Po policzku Avy spłynęła łza )
Ava: Masz to wypić i mi pomóc, sami nie damy rady ,a nie będę Cię dźwigać całą drogę
( Damon pochylił się delikatnie i gwałtownie zatopił kły w nadgarstku Avy )
Nie wierzę w to co się teraz stało. Może mi się to tylko śni, nie potrafię ogarnąć tego. Na szczęście byłem w stanie się powstrzymać. Widziałem ,że to ją troszkę osłabiło ale ta łza....Nawet nie wiem dlaczego się pojawiła. Zrobiło mi się tak, tak dziwnie. Spojrzałem na nią i poczułem ,że muszę otrzeć jej policzek z tej łzy. To było takie nienormalne. Położyłem na jej twarzy dłoń, zmieszany spojrzałem jej w oczy i jedyne na co byłem w stanie się odważyć to właśnie to spojrzenie. Poczułem po raz pierwszy od baardzo dawna, bicie własnego serca. Wstałem podając jej rękę i szukając wzrokiem Logana, osłoniłem odruchowo Ave.
Damon: Mam nadzieje ,że macie dobry plan.
Ava: Oto się nie martw, ja idę pomóc ojcu ,a Ty bierz się za maszynę i wynośmy się stąd.
Damon: Dobra..
Ava: Damon....
Nie zdążyłem nawet spojrzeć na nią, poczułem tylko jej usta na moich i dłonie ,które były lekko zaciśnięte na moich policzkach. Zniknął wszelki ból, przestałem słyszeć krzyki, poczułem jakby na chwilę wszystko wokół zamilkło, W końcu puściła mnie i powiedziała:
Ava: To na wszelki wypadek.. masz uważać, drugi raz nie będę Cię karmić.
I pobiegła w kierunku Logana. Ja nie mogłem skupiać się na tym co się przed chwilą wydarzyło ,a nawet gdyby to nie byłem w stanie. W mojej głowie była istna pustka. Ruszyłem ku maszynie i liczyłem ,że zdążymy kogokolwiek uratować. To co się wydarzyło....poczułem własne serce. Jak mocno bym się nie wypierał, zaprzeczał to wszystko dzieje się wbrew mnie. Chyba pora przyznać ,że coś poczułem..




Kocham, kocham, kocham! <3
OdpowiedzUsuńDawaj następny rozdział :*
Uwielbiam <3 czy to oznacza że Ty również coś poczułeś? Mam wrażenie że pisząc blog ukrywasz siebie za postacią Damona. Poczułeś serce, miłość, istnienie coś wyjątkowego?
OdpowiedzUsuń