niedziela, 31 sierpnia 2014

Rozdział VI

~Człowieczeństwo~

Dotarłem do końca lasu, ale po tatuśku ani śladu. Poszedłem się rozejrzeć, chodź głupio to brzmi mając na wzgląd to ,że otacza mnie dosłownie mleko, musiałem kierować się słuchem. Wreszcie przez tą gęstą mgłę zaczęła przebijać się jakaś sylwetka mężczyzny. Szedłem ostrożnie w jego stronę ale gdy zrobiłem następny krok, poczułem jakby moja głowa paliła się żywcem. Upadłem na kolana, nie byłem w stanie nic zrobić, najwyraźniej mi się nie po farciło i wszedłem prosto pod rękę Kilianowi. Z tego co zdążyłem zobaczyć to tylko jego głupi uśmiech.

Kilian: No, no zdawało mi się ,że zamknęliśmy Cię razem z córeczką Logana..widzę ,że znalazł swój swego ale tutaj chyba koniec twojej współpracy z jej córeczką.
Damon: Agh, aa...nie koniecznie, jeżeli uda mi się dosięgnąć do twojego karku..aa!
Kilian: Hahaha zabawne, a myślałem ,że wampiry są jak zombie bez mózgu. No nic, miło było Cię poznać.

Zdawało się ,że zaraz mój mózg będzie wyglądać jak płuca tamtego ,którego spotkałem na początku ale nagle rozległ się huk strzału z broni, pocisk trafił Kiliana w rękę co przerwało smażenie się mojego mózgu. Skorzystałem z okazji i uciekłem ,kierując się w stronę strzału. Niby głupi pomysł ale ucieszyłem się gdy zobaczyłem ojca Avy siedzącego z bronią za autem po drugiej stronie ulicy.

Damon: Dzięki za ratunek..huh, już myślałem.....właściwie nie myślałem bo to za bardzo bolało.
Logan: Nie pora na pogawędki, gdzieś tutaj jest moja żona i córka. Pilnują jej wampiry, Kilian chciał mnie złapać. Musimy bardzo szybko do nich dotrzeć i odbić je z rąk Kiliana zanim je zabije.

Ojciec Avy wyskoczył na przód, celując na wszystkie strony bronią. Ja mogłem tylko nasłuchiwać bicia serc.
Przeszliśmy kawałek ale nic z tego, wtedy przypomniał mi się ten bar w ,którym przesiadywały wampiry.

Damon: Chyba wiem gdzie mogą je trzymać, ale musimy zrobić tak jak ci powiem.
Logan: Nie jestem pozytywnie nastawiony do tego pomysłu ale zgadzam się.

Gdy doszliśmy do baru, kazałem Loganowi wejść od przodu i ściągnąć na siebie uwagę. Ojciec Avy wziął to zbyt dosłownie, wpadł do baru i zestrzelił od razu kilka wampirów więc nie czekając dłużej, użyłem wampirzej prędkości by złapać dziewczyny i wyciągnąłem je na zaplecze. Kazałem im się nie ruszać i wróciłem do środka. Ku mojemu zaskoczeniu, gdy wszedłem na salę, z gromady wampirów została tylko kupa mięsa ,która leżała po wszystkich stołach i poniekąd na ścianach.


Damon: Musze przyznać ,że ten wystrój mi bardziej odpowiada.
Logan: Co z dziewczynami? 
Damon: Są na zapleczu. Nic im nie jest.

Gdy Logan zajmował się swoją rodziną, ja nieustannie myślałem o Avie. Cały czas miałem przed oczami jej uśmiech. Ostatni raz czułem coś takiego gdy poznałem Katherine. Tęsknię za nią ale Ava... nie wiem jak to możliwe ale sprawiła ,że.....to nie jest możliwe, Ja i coś takiego? Hahaha po Stefanie można by się tego spodziewać ale nie po mnie. Rozmyślałem i rozmyślałem aż poczułem szturchnięcie.

Logan: Heh dziękuje, myślałem ,że wampiry nie mają serca ani sumienia.
Damon: Czy cała wasza rodzina uważa tak samo? 
Logan: A spotkałeś kiedyś wampira ,który wolał pogadać z kimś zamiast zabijać?
Damon: .....Dobra pkt dla Ciebie ale tylko dlatego ,że boli mnie łeb i nie mogę myśleć. A teraz bardzo szybko trzeba dotrzeć do waszego domu, tam czeka na nas Ava.

Zebraliśmy się i ruszyliśmy w kierunku domu. Gdy dotarliśmy na miejsce, przed domem stała grupka wampirów ,a wśród nich Kilian trzymający Ave. Przyznam ,że serce mi silniej zabiło, miałem ochotę rozwalić mu łeb i po raz pierwszy nie dla przyjemności. Usłyszałem jego durny śmiech po czym krzyknął:

Kilian: Loganie, przyjacielu umawialiśmy się.. miałeś pomóc mi zlikwidować te wszystkie szkodniki, a Ty nie dość ,że zwracasz się przeciw mnie to jeszcze współpracujesz z jednym z nich.
Logan: Puść moją córkę! Możesz zabrać mnie ale ją zostaw!
Kilian: Niestety, twoja córeczka uszkodziła moją maszynę dlatego teraz Ona idzie ze mną ,a jeżeli chcesz by żyła, musicie mi do jutra dostarczyć nowe lustra, a Ty wykonasz powierzone Ci zadanie. W przeciwnym wypadku, zostanie Ci tylko jedna córka.
Ava: Tato! Mną się nie martwcie, pomóż Damonowi i zabierzcie stąd Mamę i Sophi!

Kilian zniknął z częścią wampirów, a druga część została by pilnować wejścia do lasu. Widziałem jej przerażony wzrok, to sprawiało ,że czułem się jeszcze dziwniej niż przedtem, chciałem ją ratować ale nic nie mogłem zrobić. Wróciłem z nimi do domu. Logan usiadł i zamyślony patrzył w podłogę.


Damon: Co chcesz zrobić?
Logan: On zabrał moją córkę, muszę ją ratować, ale Ona też prosiła bym pomógł Tobie. Kiedyś zrobiłem coś przez co bardzo mnie znienawidziła, nie chcę by znów mnie znienawidziła. Nie wiem co robić.

Spojrzałem na Matkę i siostrę Avy. Były przerażone i wykończone. Z jednej strony zginie tysiące ludzi w tym Ja i może nawet mój brat. Z drugiej strony On zabije Ave...Chyba nie miałem innego wyjścia.

Damon: Posłuchaj, uratujemy Ave. Gdy to się już stanie, zabierzesz je stąd ,a ja postaram się jakoś zniszczyć tą maszynę. Mam czas do następnego wschodu.
Logan: Dlaczego pomagasz nam, zamiast ratować siebie i swoich?
Damon: Bo chodź ciężko mi to przyznać, też byłem kiedyś człowiekiem.

Wyraz twarzy Logana był bardzo dziwny. Widać to co powiedziałem musiało wywołać niezłe zaskoczenie, z resztą nie dziwie mu się, sam byłem zaskoczony ,że to powiedziałem. Uśmiechnął się i powiedział:

Logan: Teraz rozumiem zachowanie Avy. Heh nawet gdy trzymał ją Kilian, wciąż patrzyła na Ciebie...przygotujmy się bo to będzie bardzo trudne.

Bardzo zaskoczyło mnie to co powiedział Logan. Poczułem się....miło. Odwróciłem się plecami do Logana by ukryć swoją twarz. Nie wiem czy odruchowo nie pojawił się na mojej twarzy jakiś głupi uśmiech więc wolę nie ryzykować.

 Poszedłem rozglądnąć się po kuchni po czym spytałem:

Damon: Mam nadzieje ,że masz coś do picia.
Logan: My nie trzymamy w domu krwi
Damon: Miałem na myśli alkohol...przestań trzymać się stereotypów bo to boli.


sobota, 30 sierpnia 2014

Rozdział V

~Kimkolwiek jestem, cokolwiek czuje~


Leży już o 10 min nieprzytomna. Nie wiem co zrobić, te ściany są solidne, nie przebije się własnymi siłami, a kraty zabezpieczone są werbeną, i za cholerę nie wiem jak to zrobił. Ehh.. muszę poczekać aż się wybudzi, może Ona coś wymyśli..Cholera, już więcej nie zatrzymuje się w takich miejscach, zaczynam doceniać większe miasta, nawet smrody uliczne to byłby pikuś przy tym. Dobra chyba już schizuje, a czas się kończy.

Damon: Hej złośnico, wstawaj! Nie mamy czasu na spanie...Helloł!
( Dziewczyna uchyliła oczy i wymamrotała kilka słów próbując się podnieść )
Dziewczyna: Stul dziób! Co się stało?Ałł, Cholera!
Damon: Noo, cała i zdrowa, charakterek też się ma dobrze. Jakieś pomysły?
Dziewczyna: Wyrwij kraty ,albo przebij się przez ściany, przecież masz wampirzą siłe.
Damon: Na tyle też potrafiłem wpaść, a przynajmniej nie słyszałem twoich złośliwości. Musimy pomyśleć nad czymś innym.
Dziewczyna: Ehh...jestem w połowie czarownicą, może coś mi się uda.
Damon: Łowczyni wampirów i czarownica w jednym? To da się tak?
Dziewczyna: Mój ojciec jest tak naprawdę moim ojczymem, szkoli mnie ale geny mam po mamie,a ona jest czarownicą. Stąd w domu księgi jakbyś nie zauważył.
Damon: Dobra to mamrotaj co trzeba, bo czas nas goni.
( Dziewczyna usiadła naprzeciw krat i zaczęła wypowiadać zaklęcia )

Przyznam ,że wystraszyłem się troszkę kiedy nie wstawała, to było dość dziwne. Zbyt długie przebywanie w pobliżu kobiety, która na dodatek jest interesująca, wywołuje u mnie jakieś ludzkie skutki uboczne. Przyznam ,że jest bardzo ładna, mimo tego złośliwego charakterku. W końcu mój gust: niższa, wysportowana,  długie czarne włosy, piwne oczy i ten latynoski kolor skóry. Charakterek taki ,że nigdy bym się nie nudził, poza tym zawzięta i zaradna... eh gdybym trafił na taką zanim spotkałem Katherine, zanim zrobiła ze mnie to czym jestem. Wow chyba mi odbiło, ja na prawdę świruje.........

Dziewczyna: Chyba już.
Damon: Chyba? A co wyczarowałaś?
Dziewczyna: Teoretycznie teraz możesz chwycić kraty, które dzielą nasze cele, a u mnie już będziesz w stanie wyrwać je, moje są mniej zabezpieczone bo On wie ,że nie mam żadnych mocy Łowcy.
Damon: Dobra to odsuń się na wszelki wypadek.
( Damon chwycił kraty i energicznym ruchem wyrwał część z nich )
Damon: Dobra teraz przygotuj się bo na pewno będzie tutaj sporo wampirów, trzymaj się mnie.
Dziewczyna: Nie mam pięć lat.
Damon: Po twoim zachowaniu trudno stwierdzić...idziemy

Udało nam się wydostać i na oślep szliśmy przez korytarze. O dziwo nie trafiliśmy po drodze na żadnego wampira. W pewnej chwili usłyszałem coś, brzmiało tak jakby ocieranie kamienia o kamień. Zapewne byliśmy blisko wyjścia ale to nie tego szukaliśmy. 


Damon: Jesteśmy tutaj gdzie byliśmy gdy rozdzielaliśmy się z twoim ojcem, pójdziemy tą drogą co wcześniej ale tym razem skręcimy w tą z ,której przyszedł Kilian.
 
Byliśmy coraz bliżej, w pewnym momencie poczułem się strasznie słaby, to miejsce było zabezpieczone nie tylko magią ale i duużą ilością werbeny.

Dziewczyna: Hej, co ci jest?
( Damon upadł na jedno kolano łapiąc się za skronie )
Damon: To miejsce jest za dobrze zabezpieczone, dam radę przejść jeszcze kawałek ale potem chyba będziesz musiała tam wejść sama. 

Przeszliśmy jeszcze kawałek, lecz gdy weszliśmy do komnaty, nie byłem w stanie iść dalej, ta komnata była pełna werbeny. Będę musiał ją puścić samą co mi się wcale nie widzi.


Dziewczyna: Ale ja nie wiem jak to zniszczyć, nie mam tyle siły..
Damon: Posłuchaj mnie, pójdziesz tam i spróbujesz się dowiedzieć jak to działa, może jest coś co napędza to.
Dziewczyna: Dobra, zaraz wracam.
( Damon złapał dziewczynę za rękę w ostatnim momencie gdy wstawała. Dziewczyna spojrzała na niego ze zdziwieniem. Damon opuścił wzrok i z grymasem na ustach od bólu mruknął )
Damon: Ehh uważaj na siebie. Obiecałem twojemu ojcu ,że nic ci nie będzie..nie narób mi problemów.
( Dziewczyna spojrzała na Damona i uśmiechnęła się, wstała i spojrzała na niego przez ramie odpowiadając )
Dziewczyna: Czyżbyś się o mnie martwił? Weź się w garść, wampirowi nie wypada.

Ruszyła w kierunku maszyny. Ten uśmiech....nie wiedziałem ,że potrafi się uśmiechać. Szlak mnie trafia ,że poszła sama. Szkoda ,że nie ma tutaj teraz Stefana, pewnie pośmiałby się ze mnie i dorzucił kilka głupich tekstów. W końcu wraca..
Damon: Czego się dowiedziałaś?
Dziewczyna: Jest spora ale na górze jest zamocowany jakiś kamień, który obłożony jest werbeną i ziołami polanymi krwią. Nie mogłam go zabrać, jest zabezpieczony silną barierą magiczną. Myślę ,że to nie do końca jest zwykła jaskinia. W suficie jest dziura ,a od niej idą lustra ,które ustawione są w siebie, a ostatnie w kamień.
Damon: Widać do rzucenia zaklęcia potrzebuje słońca.
Dziewczyna: Nigdzie nie było Kiliana, chyba wyszli na zewnątrz.
Damon: Możliwe ,że poszedł szukać twojego ojca, zostało nam 30 min do wschodu. Posłuchaj, zrobimy tak, musisz tam pójść i zniszczyć lustra, zyskamy na czasie na tyle by wrócić do domu i zabrać broń. Jeżeli nie możemy ruszyć kamienia to wysadzimy jaskinię wraz z maszyną.
Dziewczyna: A co z moją matką i siostrą? Ponadto szukają mojego ojca.
Damon: Cholera! Rozdzielimy się, Ty pójdziesz po broń ,a ja poszukam twojego ojca. Czekaj na nas w domu.
Dziewczyna: Dobra!

( dziewczyna pomogła wstać Damonowi i ruszyli do wyjścia. )

To wszystko jest cholernie trudne, możliwe ,że nie damy radę ale musimy zniszczyć przynajmniej maszynę.
Gdy dotarliśmy do wyjścia, poczułem się już lepiej. Rozciąłem rękę wcierając w kamień krew by otworzyć wyjście. Dalej już normalnie biegliśmy lecz w pewnym momencie trzeba było się rozdzielić. Zatrzymaliśmy się ale nie miałem pojęcia co powiedzieć. Więc tylko spojrzeliśmy na siebie i daliśmy sobie znać ,że wiemy co robić. Odchodząc, przypomniałem sobie jedną rzecz, odwróciłem się i zawołałem:

Damon: Przez to wszystko zapomniałem nawet spytać jak masz na imię?
Dziewczyna: Heh nie tylko Ty... Mam na imię Ava. A ty?
Damon: Ava....pasuje do charakterku. Damon
Ava: Uważaj na siebie Damonie, znajdź mojego ojca i wracaj.
Damon: Taaak. Miałem jeszcze w planach wstąpić na drinka ale czego to się nie robi dla pięknych kobiet.

Uśmiechnęliśmy się oboje i ruszyliśmy. Taak wiem ,też się czuje dziwacznie, ale przynajmniej wiem jak ma na imię. Pierwszy raz spędziłem z dziewczyną tyle czasu, nie zabiłem jej ani nie... poznałem, a w dodatku nie spytałem o imię mimo iż ratowałem jej życie. Jeszcze trochę i zacznę chodzić na randki, czesać się na Stefana i zostawiać romantyczne liściki na poduszkach dziewczyn wychodząc. Nie ma czasu nad rozczulaniem się, muszę znaleźć teraz jej ojca.

Rozdział IV

~Kruk~

Nie miałem nawet czasu by dopić, wystrzeliła z domu tak szybko ,że przez chwilę myślałem ,że zatrzymam się na drzwiach. Stanęliśmy przed domem rozglądając się po całej okolicy lecz ta mgła była nie do przejrzenia, nawet barierka jakieś pół metra przed nami była ledwo widoczna.

Damon: No to co teraz?
Dziewczyna: Mnie się pytasz? Przecież to ty masz wyostrzone zmysły i zdążyłeś poznać okolice więc powinieneś dać sobie radę.
Damon: Mówił ci ktoś kiedyś ,że jesteś ZA bardzo pewna siebie?
Dziewczyna: Szczerze? Średnio mnie interesuje czyjaś opinia.
Damon: Wiesz co? W innych okolicznościach, umówiłbym się z Tobą, zamówiłbym pokój na noc..
Dziewczyna: Marz sobie dalej ,a czas leci.
Damon: Dobra, dobra..idziemy w tamtą stronę, trzymaj się blisko, nie chciałbym zgubić takiego okazu.
Dziewczyna: Nie martw się, w razie czego zdążę Cię kopnąć w tyłek.


Ta dziewczyna była bardziej naładowana testosteronem niż nie jeden facet, to było strasznie wkurzające ale i męczyła mnie ciekawość skąd u niej taka zaborczość. Przez całą drogę chciałem cholernie dowiedzieć się czemu taka jest ale oczywiście nie było nawet sekundy, być może to co się tutaj działo, było bardziej poważne niż sobie zdawałem więc by jej pomóc i sobie musiałem szybko się skupić i wymyślić coś bo ta mgła nie była zwykłą gęstą mgłą jaką się spotyka zazwyczaj. Im bardziej się zbliżaliśmy do lasu, tym bardziej zawodziły moje zmysły,

Damon: Dobra, mam dobrą i złą wiadomość.
Dziewczyna: Dobra?
Damon: Zazwyczaj ludzie zaczynają od złej by poprawić sobie nastrój tą dobrą.
Dziewczyna: Nie mam na to czasu, mów!
Damon: Jesteśmy bardzo blisko lasu, być może nawet już w nim jesteśmy..
Dziewczyna: Być może?!
Damon: Ta mgła mgła musi być naszpikowana jakimiś zaklęciami, moje zmysły zawodzą.
Dziewczyna: To się może zgadzać, dzięki temu wampiry nie będą w stanie wyjść z lasu zanim pojawi się bariera.
Damon: Dobra to co teraz?
Dziewczyna: Nie mam pojęcia. Mogłabym użyć kompasu by nas pokierować gdybym wiedziała gdzie leży wejście jednak nie zdążyłam go znaleźć.
Damon: Ja wiem gdzie jest ale nic nie widzę więc nie mam jak nas skierować.
Dziewczyna: Super, nawet Ty się stajesz bezużyteczny!
Damon: Ej! Ranisz wiesz?
Dziewczyna: Wybacz, myślałam ,że wampir nie ma serca.
Damon: Jak trafimy na jakiegoś to ci pokażę. Dobra, trzeba coś szybko wymyślić..

Stanęliśmy w miejscu i nie mieliśmy pojęcia co dalej, Ona nerwowo łaziła w kółko co powoli doprowadzało do obłędu, miałem ochotę ją zahipnotyzować ale nie mogłem. Jakby tego było mało, nad moją głową siedziało durne ptaszysko ,które darło się jak opętane. Oni chyba tutaj je tresują by nie odstawały z charakterem od mieszkańców..........wow czasem sam siebie zaskakuje.

Damon: Mam!
Dziewczyna: Znów jakiś durny dowcip?
Damon: Nie tym razem, trzeba jakoś zwabić tego ptaka.
Dziewczyna: Czy ty się dobrze czujesz?
Damon: Zaufaj mi, bardziej pokręcony niż Ty od tego pomysłu nie będę.

Znów zmierzyła mnie tym swoim dziwacznym wzrokiem po czym nie mam pojęcia skąd, wyciągnęła kawałek zakrwawionej skóry. Nigdy nie spotkałem się z łowcami ale to jest co najmniej chore.

Damon: Współczuje twoim dzieciom.
Dziewczyna: To jest przynęta ,którą mój ojciec stosuje na wygłodniałe wampiry, sam zapach krwi ich nie przekonuje czasem więc nosimy kawałek skóry, to się zawsze sprawdza.
Damon: Tylko na pierwszaki
Dziewczyna: nie ważne, leci..

Nie wiem jakim cudem ale jej się udało, nie przypuszczałem ,że da się zwabić kruka padliną ale jak widać te tutaj są dość oryginalnie żywione. Złapałem go szybko i spojrzałem w oczy, ptaki nie mają rozumu takiego jak człowiek i nie rozumieją ludzkiej mowy więc musiałem wejść mu do głowy i ''wgrać'' wspomnienia w ,których istnieje głównie ja jako ktoś pozytywny, dałem mu fałszywe wspomnienia w ,których go karmie i szkolę. Powoli go postawiłem na ziemi i dałem jakieś okruszki by pokazać ,że nie ma czego się bać. To była chyba najszybsza tresura zwierząt w historii. Kazałem mu przelecieć się nad lasem i zatrzymać nad skałą ,którą zapamiętałem.Ptak ruszył od razu i minęło niespełna kilka minut jak zobaczyłem jak krąży kilkaset metrów wgłąb lasu nad drzewami. Mgła może była gęsta ale do pewnej wysokości. Dotarliśmy na miejsce ale musieliśmy być ostrożni, baardzo ostrożni. Usłyszałem przed sobą bicie serc, kazałem jej schować się za drzewem i czekać, a ja poszedłem to sprawdzić. Przy włazie stało dwóch osiłków, prawdopodobnie, ochroniarze tego terenu. Nie mogłem ich zabić bo nie byłem w stanie tam wejść. Przyznam ,że im dłużej przebywałem z tą dziewczyną, tym bardziej traciłem wiarę w swoją błyskotliwość. Wychyliłem się zza drzewa i zobaczyłem jak podchodzi do tych dwóch i zaczęła gadać z nimi jak gdyby nigdy nic:

Dziewczyna: Chcę się widzieć ze swoim ojcem.
Wampir: Może trochę grzeczniej
Dziewczyna: Marzyciel...zawołaj mojego ojca albo mnie do niego zaprowadź.
Wampir: Niestety ale tylko dwie osoby potrafią wejść i wyjść z jaskini i to nie jestem ja. Jeżeli chcesz spotkać się ze swoim tatuśkiem, musisz poczekać na Kiliana.
Dziewczyna: A kiedy ma się zjawić?
Wampir: Właściwie...już jest.

Zaraz za plecami dziewczyny pojawiła się postać w czarnym płaszczu, którą śledziłem.

Damon: Teraz zobaczę jak on tam włazi, z góry średnio widać co on tam grzebał przy nim.
Kilian: Witaj, co sprowadza tutaj córkę naszego przyjaciela?
Dziewczyna: Chcę się widzieć z moim ojcem.
Kilian: Jest zajęty, trenuje. Ty byś mogła zrobić to samo i wesprzeć ojca w końcu jesteś jego uczennicą.
Dziewczyna: Wpierw chcę z nim pomówić. Zabierz mnie do niego.
( Kilian spojrzał na swoich podwładnych i dał znak by odeszli, jednak przed tym, podszedł do jednego z nich i potajemnie zranił, spuszczając trochę jego krwi, zabierając ją ze sobą )
Kilian: Nie będziesz miała wiele czasu, lepiej dobrze go wykorzystaj.

Ten cały Kilian, jedynie czego używał do usunięcia głazu to wampirza krew, a ja się siłowałem z nim jak głupi, mogłem po prostu urwać któremuś łeb i wylać na kamyk.......czasem to jest na prawdę irytujące jak wiele myślisz nad rozwiązaniem ,które okazuje się dziecinnie proste. Zniknęli w jaskini po czym kamień wrócił na swoje miejsce i wampiry również. Teoretycznie, osiągnęła co chciała jednak nie miałem zamiaru siedzieć tutaj i patrzeć w niebo.


Damon: Ekhem...Przepraszam, zgubiłem się, którędy do chatki Joe?
Wampir I: Jakiego Joe?
Damon: Nie znacie Joe? Wszyscy znają Joe'a ,spoko koleś.
Wampir II: Zabieraj się stąd, tutaj nikogo takiego nie znajdziesz.
Damon: Problem w tym ,że widziałem jak moja dziewczyna tutaj schodzi ,a chciałbym z nią pogadać.
(Wampiry spojrzały podejrzliwie na Damona, po czym rzuciły się w jego kierunku)
Damon: I znów to samo...


(Damon błyskawicznym ruchem wyminął pierwszego wampira, skręcając mu kark, drugi zdążył go złapać jednak Damon, przebił jego bok kawałkiem zaostrzonego patyka ,który schował w tylnej kieszeni)
Damon: A teraz oddasz mi swoje serce...dosłownie.
( Damon wbił gwałtownie dłoń w pierś, wampira wyciągając serce )
Damon: A teraz, posłuży mi za klucz.

Wycisnąłem krew z serca na kamień, tak tak wiem mogłem delikatniej ale czemu mam sobie odmawiać odrobiny zabawy. Głaz się odsunął, dopuszczając mnie do schodów. Zszedłem na dół, pełno korytarzy, ale tylko z jednego dobiegały głosy więc powoli pokierowałem się w ich kierunku. Wyjrzałem zza ściany i zobaczyłem umięśnionego faceta, zaopatrzonego w całą jaskinie broni przeciw wampirom. Widać dziewczyna nie przesadzała, mówiąc o ilości zwabionych wampirów. Usłyszałem jak dziewczyna kłóci się z nim i prosi go by uciekał z nią, jednak ojciec zdawał się być nieugięty. Musiałem wprosić się na pogawędkę:

Damon: Przepraszam ,że przerywam tą rodzinną pogawędkę..
Ojciec: Kim jesteś? Co tutaj robisz?! Przyprowadziłaś tutaj wampira?!
( Łowca wyciągnął broń i wystrzelił w kierunku Damona kołek, lecz Damon zdążył go uniknąć, Łowca chciał użyć następnej broni lecz tym razem dziewczyna go zatrzymała )
Dziewczyna: Tato stój! On nie jest zły, jest zarozumiały ale mi pomaga.
Damon: Ja jestem zarozumiały? To ty się ciskasz całą drogę.
Ojciec: On nie ma prawa tu być ,a już przede wszystkim nie ma prawa żyć. Powinnaś była go zlikwidować, to nasze zadanie!
Dziewczyna: Wiesz dobrze ,że nie będę tego robiła, pogodziłam się już ze śmiercią Erika ale nie mam zamiaru dalej żyć i patrzeć jak giną osoby ,które wcale nie chciały być tym kim są!
Ojciec: To pomyśl ,że je uwalniamy od tego!
Dziewczyna: Erik potrafił się hamować, bardzo dobrze sobie radził ,a Ty go zabiłeś! Nie mam zamiaru już do tego wracać, teraz trzeba stąd uciekać, nawet jeżeli pomożesz mu to potem staniesz się zbędny, Ciebie też zabije!
Ojciec: Wiem o tym ale mimo to, nie mogę uciec..
Dziewczyna: Dlaczego? Co cię tutaj trzyma? Chora chęć zabijania wampirów?
Ojciec: Nie tylko.......On ma twoją matkę i siostrę.
( Dziewczyna zastygła wpatrując się z niedowierzaniem w ojca )
Dziewczyna: Przecież.....przecież one zginęły, to.. to nie prawda, On cię oszukuje..
Ojciec: Widziałem się z nimi, zawarłem z nim układ, że jeżeli wykonam co do mnie należy, wy wszystkie będziecie wolne.
Damon: Czyli mamy patową sytuacje.
Dziewczyna: Wiesz gdzie je trzyma?
Ojciec: Nie ale matka i Ja nosimy talizmany ,które wzajemnie się potrafią odnaleźć.
Dziewczyna: Zrobimy tak, Ty musisz go przekonać ,że potrzebujesz wyjść na zewnątrz, a Ja z Nim odnajdziemy je i wyciągniemy stąd.
Damon: Chwila moment, a co z tą gigantyczną pułapką? Chciałbym jeszcze pożyć, nie pozwolę by i mój Brat tutaj trafił na pewną śmierć.
Ojciec: Nie obchodzi mnie co się z wami stanie..
Dziewczyna: Tato! On mnie uratował, jeden z sługusów Kiliana, chciał mnie zabić.
(Ojciec, przetarł brodę patrząc na Damona z zastanowieniem )
Ojciec: Ehh...Maszyna, jest w dużej komnacie jednak nie wiem ,który korytarz do niej prowadzi. Nie wolno mi było tam zaglądać.
Damon: Dobra, zostały nam niespełna 2 godziny, musimy się pośpieszyć.

Ruszyliśmy powoli w stronę tuneli, gdy mieliśmy się rozdzielać Ojciec odwrócił się i powiedział:
Ojciec: Macie godzinę jak was nie zobaczę to wracam.
Dziewczyna: Spotkamy się w domu.
( Ojciec podszedł do Damona, spojrzał mu w oczy i powiedział )
Dziewczyna: Nie wiem dlaczego Ona tak bardzo was broni, ale lepiej by się jej nic nie stało, masz jej bronić.

Damon: Łooł aż mi ciarki przeszły, proszę się nie martwić, dobrze pan ją wyszkolił ,a przy mnie jest w 100% bezpieczna.

Rozeszliśmy się, teraz przynajmniej wiedziałem czemu taka jest. Jej chłopak był jak Stefan, a myślałem ,że tylko mój braciszek aż tak tęsknił za bycie człowiekiem. Dotarliśmy do rozwidlenia się korytarzy, dziewczyna wymierzyła tym talizmanem ,który zostawił jej ojciec w każdy z nich, po czym ruszyła dalej. Szło teoretycznie dobrze póki nagle nie upadła zwijając się z bólu. Z jednego z korytarzy wyszedł Kilian mamrocąc swoje czary mary ,a za nim stało kilka wampirów trzymające Kobietę i małą dziewczynkę.


Kilian: Myślałaś ,że jestem aż tak głupi? Najpierw ginie mi jeden z podwładnych, potem ty się tutaj zjawiasz, twój ojciec nagle potrzebuje wyjść? 
Dziewczyna: Aaaa! to boli, aałaa przestań!
Damon: Puść Ją!
Kilian: A ty co za jeden? Wyczuwam wampirzą naturę, to dziwne: Łowczyni i wampir współpracują.
Damon: Nie bądź taki mądry, czarodziej pracujący z własną ofiarą. 
Kilian: Hahahah oni są zahipnotyzowani, a dodatkowo zabezpieczeni magią, musiałem poznać waszą naturę by wiedzieć jak was zwabić, ale nie martw się, niebawem poznasz moich prawdziwych wojowników. 
( Czarodziej wskazał na Damona i dziewczynę, po czym wampiry skrępowali ich i zaprowadzili do lochów )

Heh najwyraźniej nie będzie tak różowo jak mi się zdawało. Mam nadzieje tylko ,że dziewczyna żyje bo inaczej nawet jeżeli zniszczę tą maszynę, jej ojciec będzie uganiał się za mną do starości. Teraz muszę szybko coś wykombinować bo czas już nam prawie się kończy. 

czwartek, 28 sierpnia 2014

Rozdział III

~Miasto we mgle~


Szwendam się po tym lesie od godziny i nic. Zatrzymałem się przy jakimś głazie i sobie usiadłem. Z nudów zacząłem nawet mówić do siebie, dobrze ,że chociaż coś zostało w butelce:

Damon: Jest tutaj tak cicho ,że nawet słyszę jak się ptaki....ehh nie ważne. Nie mam pojęcia czego nawet szukam, jest tylko jedna droga idąca blisko tego lasu i od niej szliśmy więc gdzie on mógł zniknąć, mam do czynienia z batmanem? To by było dość dziwne bo to straszne za...   

Usłyszałem kroki, problem w tym ,że nie bardzo było gdzie się schować. W tym wypadku znajomość zmierzchu i ich małpich wyczynów się przydała. Wlazłem na drzewo i czekałem. Pode mną przeszła postać ,która wczoraj mi zwiała i najwyraźniej mnie nie wyczuła. Myślałem ,że się załamie gdy zobaczyłem jak odprawia modły do głazu na ,którym siedziałem. To czego szukałem miałem cały czas pod tyłkiem ,a głupi komentarz z batmanem...cóż też się sprawdził, bo głaz się przesunął i pojawiły się jakieś schodki. Widocznie pode mną musiał być ich hotel. Zszedłem na dół i dopiero gdy przyglądnąłem się lepiej temu kamyczkowi ,zobaczyłem ,że jest na nim ten sam symbol co na karku tamtego wampira. Problem był tylko taki ,że nie dało się ruszyć tej skały. Wróciłem do miasta bo już na prawdę byłem wykończony tymi akrobacjami i chciałem też sprawić co moje oczy widziały. Po drodze zauważyłem jak jakiś koleś rozmawia w uliczce z dziewczyną. Niby nic ale przechodząc usłyszałem:

Mężczyzna: Posłuchaj to ,że twój ojciec jest przydatny, nie znaczy ,że Ty też. Jeszcze raz..
Dziewczyna: Daj mi spokój! Nie pozwolę byście wymordowali pół miasta dla zabawy!
Mężczyzna: Bardzo mnie drażnisz, chyba nie wiesz na co się porywasz..

Nie trzeba mi było wiele, wystarczyło to co powiedziała by utwierdzić się w przekonaniu ,że to jednak nie jest normalna rozmowa menela z biedną dziewczyną.

Dziewczyna: Jesteś żałosny, w ogóle się ciebie nie boje!
Mężczyzna: A powinnaś..
Damon: No faktycznie, ma rację. Sądząc po jego wyglądzie dysponuje wieloma zarazkami.
Mężczyzna: O popatrz, znalazł się żartowniś,  ciekaw jestem czy bez języka też będziesz...
( Damon błyskawicznym ruchem, pojawił się za plecami faceta, skręcając kark )

Damon: Że co? Nie dosłyszałem....a idziesz odpocząć, rozumiem.
Dziewczyna: Coś Ty narobił!
Damon: Ahh nie dziękuj mi, tak tak jestem twoim bohaterem.

Dziewczyna zmierzyła mnie i wybiegła z uliczki. Dałem jej przebiec trochę by się uspokoiła i dogoniłem ją, zatrzymując się przed jej twarzą.

Damon: Wiesz... pierwszy raz spotykam się z taką reakcją. Wytłumaczę ci, gdy przystojny nieznajomy ratu..
Dziewczyna: Możesz mi dać spokój, teraz muszę szybko wymyślić jak ratować swojego ojca zanim go zabiją. 
Damon: Ty chyba na prawdę masz coś z głową, groził ci wampir ,a teraz kłócisz się z kolejnym.
Dziewczyna: Dla mnie to bez znaczenia, straciłam już matkę i siostrę, zabij mnie jak chcesz albo daj mi spokój!
Damon: Wiesz mi ,że za ten twój niewyparzony jęzor, chętnie bym ci go wyrwał ale nie dowiem się wtedy co jest tutaj grane więc, może zawrzyjmy układ. Ja ci zostawię ten języczek, a Ty mi wytłumaczysz dlaczego w takim zadupiu jak to miasto, roi się od wampirów.
Dziewczyna: ...Dobra chodź do mnie, tam nikt nas nie usłyszy.
Damon: Wreszcie... co miałaś na myśli mówiąc ,że nikt nas nie usłyszy?
Dziewczyna: Nie pochlebiaj sobie.

Tak więc poszliśmy do niej, całą drogę nawet na mnie nie spojrzała ukradkiem, to trochę zabolało ale i bardzo zafascynowało, a bardzo rzadko się to zdarza. Gdy dotarliśmy do domu, zrozumiałem czemu była taka bojowa. W jej mieszkaniu roiło się od amuletów, broni na wampiry, książek z zaklęciami itp.

Damon: Wiesz co? Myślałem ,że to twoja heroiczna głupota mnie zaskoczyła najbardziej ale widzę ,że jesteś baardzo niegrzeczną dziewczynką.
Dziewczyna: Czy z twoich ust wyszło kiedyś coś więcej niż tylko sarkazm i przejaw narcyzmu?
Damon: Spokojnie Laro Croft, schowaj ten nastrój masowego rażenia do kabury i opowiedz co się tutaj dzieje?

Dziewczyna: To zbyt długa historia, a mamy za mało już czasu..mielibyśmy go więcej gdybyś go nie zabił.
Damon: No dobra to może zrób streszczenie tej...
( dziewczyna podeszła do okna i nagle zaczęła się ubierać )
Dziewczyna: Chyba to będzie nie możliwe, chcesz mi pomóc?
Damon: Nawet nie wiem jak? Co się dzieje?
Dziewczyna: streszczę ci to w drodze, spójrz przez okno.
Damon: Nic nie widzę, jest cholernie gęsta mgła.
Dziewczyna: No własnie, zaczął się już pierwszy etap.
Damon: Jaki etap? Nic nadal nie wiem..
Dziewczyna: stworzyli gęstą mgłę ,która ma na celu odstraszać ludzi przejezdnych i by nikt nie zauważył co się dzieje.
Damon: A co się tutaj dzieje?
Dziewczyna: Kilka lat temu ,przybył tutaj pewien czarownik, wybrał sobie to miasto ponieważ jest nie wielkie i posiada dość duży las w ,którym mógłby umieścić swój wynalazek no i pomieści tłumy wampirów. Ten wynalazek to duży wabik, który jest wspomagany magią. On chcę zwabić tutaj możliwie jak najwięcej wampirów i wybić je, rzucając zaklęcie na las by żaden wampir ,który tam wejdzie, nie był w stanie go opuścić. Zrobi to na 2 godziny przed wschodem słońca. Większość spłonie w świetle słońca, ci co pozostaną żywi ma dobić mój ojciec. Jest łowcą wampirów. Mgła zachęci je też do pojawienia się w tym mieście bo w takiej mgle mogą swobodnie polować.

Usiadłem sobie na fotelu i spojrzałem na nią z lekkim niedowierzaniem. Skoro to wabik na wampiry to i mnie to ściągnie. W tym momencie cieszyłem się ,że Stefan jest daleko stąd.

Damon: Mam jedno pytanie...jesteś jego córką i łowczynią jak widzę. Dlaczego chcesz by to się nie udało?
Dziewczyna: Bo.. to teraz bez znaczenia, musimy się śpieszyć. Wyjaśnię ci to jak będzie po wszystkim.

środa, 27 sierpnia 2014

Rozdział II

~Każde miasto ma swój sekret~ 

Dotarcie z dwojgiem dobrze wstawionych ludzi gdziekolwiek jest prawie nie możliwe ,a jeżeli jest to płeć żeńska....pozostaje się już tylko modlić. Nawet alkohol nie potrafi zamknąć ust kobiecie, wielokrotne hipnotyzowanie nie wchodziło w grę bo zrobiłbym im trwałe pranie mózgu dlatego gdy tylko dotarliśmy, zamówiłem sobie dwie butelki..wody i whiskey. 
Bardzo nie chciałem tam zostać więc wypiłem z nimi jeszcze po drinku by je dobić,  padły jak kłody ,a ja mogłem wypić sobie spokojnie do końca. Korzystając z okazji, wziąłem sobie jeszcze prysznic po długiej podróży i wtedy przypomniał mi się ten wampir, w końcu to prawie zadupie więc skąd się tutaj wziął? Przejezdny? Może ktoś jeszcze sobie zrobił mały postój i nie dopilnował posiłku. 


Te dwie spały jak zabite, alkohol mnie wyręczył, mogłem spokojnie wylać wodę z butelki i napełnić ją ich krwią. Powinny mi podziękować ''Mniej krwi- mniej promili'' więc i kac mniejszy.Wyszedłem sobie na mały zwiad bo wciąż mi nie dawało to spokoju, przejechałem się po okolicy i zauważyłem jakiś bar więc wstąpiłem. Ku mojemu zdziwieniu, to co tam zobaczyłem przypomniało scenę z ''The walking death'' . Więcej życia było w szczurze ,którego minąłem przed wejściem. Trudno było nie zgadnąć ,że jest więcej wampirów ,ale to raczej nie był zlot fanów zmierzchu. Usłyszałem jakiś hałas na zapleczu więc powoli podszedłem do drzwi by posłuchać co się tam dzieje.

I głos: Posłuchaj, to miejsce wszyscy mijają zatrzymując się tylko na stacji lub w kiosku. Ten bar jest idealny.
II głos: No dobra ale jak długo ma to potrwać?
I głos: Nie mam pojęcia, myślisz ,że się mi zwierza ze wszystkich swoich planów?
II głos: Dobra nie ważne, chcę mi się pić, wróćmy do środka.

Nawet sobie nie zdajecie sprawy jak bardzo mnie cisnęło by się trochę rozerwać ale chciałem się dowiedzieć kim jest ich wielki mistrz więc zniknąłem w damskiej toalecie ( rozumiecie, wszyscy zauroczeni to żadna babka nie przyłapie mnie z piskiem ). Uchyliłem lekko drzwi i czekałem co się wydarzy. Oczywiście było widać ,że ich pan strasznie głodzi bo rzucił się na tą kobietę jak pedofil po dwuletnim poście. Nie ważne, minęło niespełna piętnaście minut i drzwi do baru się otworzyły. Wszedł jakiś koleś i machnął tylko ręką by się zbierali, wyszli i pokierowali się w stronę pobliskiego lasu. Już wiedziałem ,że to nie są Cullenowie  więc czułem ,że w tym lesie dzieje się coś ciekawego. Podążałem za nimi dobry kawałek ale przyznam ,że byłem zaskoczony gdy nagle mi zniknęli.

Damon: Gdzie oni do cholery zniknęli?
Wampir I: Zdaje się, że nas szukasz?
Damon: Nie, znajomi wysłali mi sms'a ,że robią tutaj balangę i chyba mnie wykiwali
Wampir II: Twoi znajomi chyba bardzo Cie nie lubią.
Damon: Właściwie...to nikt mnie nie lubi, taki już mój urok
Wampir I: Szkoda ,że ten urok odejdzie za chwilę w niepamięć

Widać wyczuli mnie już wcześniej, mimo to tych dwóch chuderlaków szybko wyeliminowałem.
Przeglądnąłem wszystko co mieli przy sobie jednak poza kasą i piersiówką nic nie znalazłem. Jeden z nich miał tylko dziwny symbol na karku. Walnąłem obu w krzaki i poprawiając się dodałem.

Damon: Wybacz ale mój urok jest równie nieśmiertelny jak to boskie ciało..wiedziałbyś gdybyś spytał.


To byli ci dwaj z baru, ale nigdzie nie było ani śladu tego trzeciego. Musiał się ulotnić zaraz po tym jak kazał im się mną zająć. Na wszelki wypadek zrobiłem zdjęcie tego symbolu na karku i wróciłem do motelu, zdaje się ,że to jedyne na razie bezpieczne miejsce w tym mieście. Położyłem się spać bo trochę byłem wykończony, podróż i krótki trening w lesie. 

Na drugi dzień, postanowiłem się wybrać do miasta, zdawało się ,że wszystko wróciło do normy, ludzie normalnie chodzili po mieście, bar działał jak gdyby nigdy nic. Udałem się więc do biblioteki by poszukać tego symbolu, jednak nic nie znalazłem. Zajrzałem więc do internetu i trafiłem na jakąś historyjkę o zakonie ,który wedle tego co tam pisało składał się z łowców wampirów. To dziwne bo ci dwaj byli wampirami. 
Coś mi tutaj nie pasowało. Postanowiłem wy haczyć kilka osób w mieście, zahipnotyzować by byli moimi oczami, a ja w międzyczasie poszedłem do lasu, może więcej znajdę za dnia.  

Rozdział I

~ W podróży... ~



Gdy za dużo czasu spędzę ze swoim braciszkiem, zawsze potem mi coś odbije, tym razem z nudów zacząłem próbować pisać pamiętnik. Dobrze ,że nikt mnie nie widzi bo chyba sam bym sobie ze wstydu wbił kołek w serce. Może jednak w trakcie tych podróży będzie to dobre zajęcie. Przynajmniej jak rano wstanę po kacu, będę pamiętał co robiłem.
Dear diary....
Ehh udaje nawet przed kartką papieru, dobra będę po raz pierwszy szczery, od rozstania ,a właściwie przymusowego porzucenia brata na stacji kolejowej minęło sporo czasu. Powinienem się nim opiekować ,a ja zabawiam się po barach z jakimiś idiotkami ,które wpadają mi do łóżka po kilku spojrzeniach i kieliszku whiskey. Wiem ,że On sobie zawsze radzi, w przeciwieństwie do mnie lecz...przyznaje, brakuje mi go i martwię się.
Przejechałem już z dobre kilkaset mil i jedyne co rozwiało tą nudę ,była guma chwycona na wlocie do Kansas. Przyznam ,że wojna chyba bardziej by mi umiliła czas. To łatwe zabijanie łapiąc ludzi na ''Dziękuje za pomoc, myślałem ,że umrę..'' już mi się znudziło, a nawet nie mam pomysłów na inne kwestie.Swoją drogą przyznam ,że ostatniej ofiary mi było szkoda, gdy tak uciekała w pewnym momencie nie wiedziałem czy wpierw ją zabić czy może po prostu zauroczyć i skorzystać z przyjemności jakie niosły jej wdzięki. Tak, jednak wygrał głód.
Ehh to głupie, dopisze to potem, właściwie to przyznam ,że nie wiem jak prowadzi się coś takiego więc zrobię to po swojemu, mój braciszek zawsze był poukładany ,a ja...hmm cóż określę się jako ''oryginalny'' . Żyjąc tyle czasu już na prawdę robię głupie rzeczy dla zabicia czasu. 


Wjechałem właśnie do miasta i liczę ,że znajdzie się wreszcie jakiś bar bo cały zapas na podróż mi wyszedł, zarówno krwi jak i burbon'u. Nie mogłem mieć większego farta, piątkowy wieczór to nic innego jak początek dobrze spędzonego weekendu jeżeli trafi się w odpowiednie miejsce ,a ja już z daleka widzę dwie panienki kołyszące się od krawężnika do ściany sklepu.
Oby tylko szło się z nimi dogadać...podszedłem do, właściwie do obu bo na ten moment były nie rozłączne, jedna drugiej robiła za poduszkę powietrzną w razie upadku.

Damon: Witam urocze panie...
Jessica: Hej przystojniaku, te drinki musiały być na prawdę mocne bo widzę przed sobą anioła.
Damon: Ujawniłaby może ,któraś z pań, aniołkowi gdzie znajdzie gospodę w ,której będę mógł także się zabawić?
Alice: To może chodź z nami, my cię chętnie obsłużymy hahah..
Damon: Hmm...
Alice: No nie daj się prosić!
Damon: W sumie....czemu nie.

Poszliśmy do jak się okazało, motelu w ,którym się zatrzymały owe damy. Wydawałoby się ,że szczęście nie tylko klei się do Stefana, ale szybko musiał to zburzyć jakiś idiota ,który jak mi się przez chwilę wydawało, był strasznie nawalony jednak....tylko mi się wydawało.
Nie mam pojęcia skąd wziął się tutaj wampir na głodzie, jednak nie miałem czasu na zastanawianie się. Wyrwałem mu serce na oczach tych dziewczyn ale nie przejmowałem się zbytnio, w końcu były tak nawalone ,że nie były w stanie uciekać, serce nieszczęśnika było i tak zniszczone ale nie raz powtarzam ''jeżeli to co sprawia ci przyjemność, stanie się nałogiem...''właściwie to patrząc na to z innej perspektywy, umierasz szczęśliwy. Nie ważne, złapałem dziewczyny i zauroczyłem je, zostawiając na pięć minut na ławce, a ja poszedłem wywalić naszego gościa wieczoru.

Nie przejąłem się zbytnio tym ,że w takim zadupiu trafiłem na wampira, jedynie lekko mi zepsuł humor. Zabrałem dziewczyny i poszliśmy do hotelu jednak było to dość dziwne...