środa, 27 sierpnia 2014

Rozdział II

~Każde miasto ma swój sekret~ 

Dotarcie z dwojgiem dobrze wstawionych ludzi gdziekolwiek jest prawie nie możliwe ,a jeżeli jest to płeć żeńska....pozostaje się już tylko modlić. Nawet alkohol nie potrafi zamknąć ust kobiecie, wielokrotne hipnotyzowanie nie wchodziło w grę bo zrobiłbym im trwałe pranie mózgu dlatego gdy tylko dotarliśmy, zamówiłem sobie dwie butelki..wody i whiskey. 
Bardzo nie chciałem tam zostać więc wypiłem z nimi jeszcze po drinku by je dobić,  padły jak kłody ,a ja mogłem wypić sobie spokojnie do końca. Korzystając z okazji, wziąłem sobie jeszcze prysznic po długiej podróży i wtedy przypomniał mi się ten wampir, w końcu to prawie zadupie więc skąd się tutaj wziął? Przejezdny? Może ktoś jeszcze sobie zrobił mały postój i nie dopilnował posiłku. 


Te dwie spały jak zabite, alkohol mnie wyręczył, mogłem spokojnie wylać wodę z butelki i napełnić ją ich krwią. Powinny mi podziękować ''Mniej krwi- mniej promili'' więc i kac mniejszy.Wyszedłem sobie na mały zwiad bo wciąż mi nie dawało to spokoju, przejechałem się po okolicy i zauważyłem jakiś bar więc wstąpiłem. Ku mojemu zdziwieniu, to co tam zobaczyłem przypomniało scenę z ''The walking death'' . Więcej życia było w szczurze ,którego minąłem przed wejściem. Trudno było nie zgadnąć ,że jest więcej wampirów ,ale to raczej nie był zlot fanów zmierzchu. Usłyszałem jakiś hałas na zapleczu więc powoli podszedłem do drzwi by posłuchać co się tam dzieje.

I głos: Posłuchaj, to miejsce wszyscy mijają zatrzymując się tylko na stacji lub w kiosku. Ten bar jest idealny.
II głos: No dobra ale jak długo ma to potrwać?
I głos: Nie mam pojęcia, myślisz ,że się mi zwierza ze wszystkich swoich planów?
II głos: Dobra nie ważne, chcę mi się pić, wróćmy do środka.

Nawet sobie nie zdajecie sprawy jak bardzo mnie cisnęło by się trochę rozerwać ale chciałem się dowiedzieć kim jest ich wielki mistrz więc zniknąłem w damskiej toalecie ( rozumiecie, wszyscy zauroczeni to żadna babka nie przyłapie mnie z piskiem ). Uchyliłem lekko drzwi i czekałem co się wydarzy. Oczywiście było widać ,że ich pan strasznie głodzi bo rzucił się na tą kobietę jak pedofil po dwuletnim poście. Nie ważne, minęło niespełna piętnaście minut i drzwi do baru się otworzyły. Wszedł jakiś koleś i machnął tylko ręką by się zbierali, wyszli i pokierowali się w stronę pobliskiego lasu. Już wiedziałem ,że to nie są Cullenowie  więc czułem ,że w tym lesie dzieje się coś ciekawego. Podążałem za nimi dobry kawałek ale przyznam ,że byłem zaskoczony gdy nagle mi zniknęli.

Damon: Gdzie oni do cholery zniknęli?
Wampir I: Zdaje się, że nas szukasz?
Damon: Nie, znajomi wysłali mi sms'a ,że robią tutaj balangę i chyba mnie wykiwali
Wampir II: Twoi znajomi chyba bardzo Cie nie lubią.
Damon: Właściwie...to nikt mnie nie lubi, taki już mój urok
Wampir I: Szkoda ,że ten urok odejdzie za chwilę w niepamięć

Widać wyczuli mnie już wcześniej, mimo to tych dwóch chuderlaków szybko wyeliminowałem.
Przeglądnąłem wszystko co mieli przy sobie jednak poza kasą i piersiówką nic nie znalazłem. Jeden z nich miał tylko dziwny symbol na karku. Walnąłem obu w krzaki i poprawiając się dodałem.

Damon: Wybacz ale mój urok jest równie nieśmiertelny jak to boskie ciało..wiedziałbyś gdybyś spytał.


To byli ci dwaj z baru, ale nigdzie nie było ani śladu tego trzeciego. Musiał się ulotnić zaraz po tym jak kazał im się mną zająć. Na wszelki wypadek zrobiłem zdjęcie tego symbolu na karku i wróciłem do motelu, zdaje się ,że to jedyne na razie bezpieczne miejsce w tym mieście. Położyłem się spać bo trochę byłem wykończony, podróż i krótki trening w lesie. 

Na drugi dzień, postanowiłem się wybrać do miasta, zdawało się ,że wszystko wróciło do normy, ludzie normalnie chodzili po mieście, bar działał jak gdyby nigdy nic. Udałem się więc do biblioteki by poszukać tego symbolu, jednak nic nie znalazłem. Zajrzałem więc do internetu i trafiłem na jakąś historyjkę o zakonie ,który wedle tego co tam pisało składał się z łowców wampirów. To dziwne bo ci dwaj byli wampirami. 
Coś mi tutaj nie pasowało. Postanowiłem wy haczyć kilka osób w mieście, zahipnotyzować by byli moimi oczami, a ja w międzyczasie poszedłem do lasu, może więcej znajdę za dnia.  

1 komentarz:

  1. Świetna muzyka.
    Świetne gify.
    Ale przede wszystkim świetna treść. Muszę przyznać, że Twój blog mnie wciągnął ;) Czekam na następny rozdział.

    OdpowiedzUsuń