piątek, 26 września 2014

Sezon 2 Rozdział II

~Tracąc zmysły cz.II~


Nie miałem kompletnie ochoty na ciąg dalszy tych przygód, wystarczyły mi przeżycia z ostatniego tygodnia, ale czemuż to miałby być koniec mojej udręki. Spakowaliśmy z Loganem, najpotrzebniejsze rzeczy do auta i pojechaliśmy wpierw, jak najszybciej w stronę lasu. Gdy już dojeżdżaliśmy, zobaczyliśmy jakichś dwóch typów idących w stronę wejścia do lasu. Nie wyglądali na policjantów ,a las po ostatnim wybuchu, został zamknięty. Spojrzałem na Logana i powiedziałem:

Damon: Daj mi proszę 2 fiolki z werbeną..
Logan: Co chcesz z nimi zrobić?
Damon: Rzucić w nich zanim wylądują na masce auta
Logan: A co jak to zwykli ludzie?
Damon: Właśnie dlatego rzucę wpierw w nich fiolkami, jeżeli to ludzie to najwyżej udam nawalonego i zwalę winę na Ciebie.

Logan podał mi fiolki ,a ja wychyliłem się przez okno i rzuciłem w nich z całej siły, ale nie wampirzej, bo jeśli to ludzie to miałbym na sumieniu dwóch klaunów. Trafiłem tylko jednego ale przeczucie mnie nie myliło, natychmiast po rozbiciu się fiolki na jego plecach, zaczął dymić i wrzeszczeć jak małpa w klatce, co pasowało to jego gustownego stroju. W tym momencie nie zastanawiałem się ani chwili, tylko wcisnąłem gaz i wbiłem się w tą dwójkę. Wyglądnąłem przez okno by tylko upewnić się ,że długo nie wstaną i ruszyłem do lasu. 

Logan: Oby ich było tylko dwóch
Damon: Też mam taką nadzieje, zniszczyli mi lusterko i światło w moim najdroższym autku.
Logan: Czy ty się dobrze czujesz? 
Damon: No co? Jedni mają rozwrzeszczane kobiety, ja mam tą ślicznotkę z ,którą dogaduje się bez słów.
Logan: Im dłużej z Tobą spędzam czas ,tym bardziej czuje ,że na starość zgłupieje.
Damon: To Ty jeszcze nie jesteś stary? Ahh przez tą wampirzą nieśmiertelność, kompletnie nie znam się na procesie starzenia.

Zatrzymaliśmy się dopiero pod samym wejściem do lasu, wysiedliśmy powoli, dobrze rozglądnąwszy się dookoła, Logan wziął broń i poszliśmy w stronę wejścia do jaskini. Wszędzie było pełno rozrzuconych odłamków skał, drewna i zwierzęcych odchodów. Scena jak z filmach o końcu świata. Dotarliśmy do w połowie przysypanego wejścia. Miejsca było nie wiele ale dało się przecisnąć. Kazałem wpierw iść Loganowi, ja chciałem się upewnić ,że nikt za nami nie pójdzie. Porobiłem kilka prostych pułapek z wykorzystaniem kołków z połamanych patyków ,które leżały dookoła. Może to nie zatrzyma ich ale spowolni. Zeszliśmy w dół i ruszyliśmy w stronę miejsca gdzie wcześniej stała maszyna.
 To wszystko wyglądało zupełnie inaczej niż wcześniej co utrudniało trochę zlokalizowanie celu ale jakoś daliśmy radę. Po godzinie spędzonej na odkopywaniu pomieszczenia w ,którym Kiliam trzymał mapę, w końcu ją mieliśmy. Okazało się ,że miejsce w ,którym ma dokonać swojego wielkiego powrotu ,leży nie dość ,że cholernie daleko to jeszcze w górach gdzieś głęboko w lesie. 

Damon: Ja chyba już nigdy nie wejdę do żadnego lasu. Koniec z grzybobraniem
Logan: Heheh ,a czego się spodziewałeś? 
Damon: No nie wiem, ale nie kolejnego lasu. Uwalę wszystkie ciuchy. 
Logan: Serio? Ubraniem się przejmujesz teraz?
Damon: Ej przecież to Ermenegildo
Logan: Że co?
Damon: Jak możesz nie znać tej marki..eh
Logan: Dobra bierzmy się stąd bo przed nami długa droga.

Wróciliśmy do auta i pojechaliśmy do mojego mieszkania w hotelu. Bez sensu było budzić rodzinę Logana, a w dodatku mój hotel był bardziej po drodze. Poszedłem wziąć prysznic. Zdarzały mi się różne sytuacje z dziewczynami w roli głównej ale Ava potrafiła pobić wszystkie normy, wychodząc spod prysznica prawie zawału nie dostałem gdy wyciągnąłem twarz z ręcznika i zobaczyłem ją stojącą przede mną. Oczywiście trudno było nie zauważyć, że przeleciała mnie wzrokiem od góry do dołu. Podszedłem do umywalki i wycierając się do końca spytałem szeptem:


Damon: Co ty robisz? Wiesz ,że jest tutaj twój ojciec.
Ava: Przecież nas nie przyłapie, tylko ty mnie widzisz...a ja Ciebie -zaśmiała się nie ukrywając ekscytacji widokiem nagiego Damona
Damon: W normalnych okolicznościach może bym się ucieszył ale teraz czuję się dziwnie zważywszy ,że jesteś duchem. Tam po drugiej stronie musi być strasznie nudno skoro tak często wracasz, chyba dobrze ,że żyje wiecznie.
Ava: To nie tak, jak tak jakby nie mogę przejść jeszcze na drugą stronę, wiesz nie załatwione sprawy itp.
Damon: Czyli mam rozumieć ,że teraz będziesz mnie codziennie podglądać pod prysznicem tak? 
Ava: Masz coś przeciwko? - zaśmiała się delikatnie
Damon: Hmm...nie, pod warunkiem ,że się zrewanżujesz
Ava: Ehh niestety, dzieli nas śmierć - westchnęła nie przestając się uśmiechać
Damon: To można zmienić, jeżeli zgodzisz się na powrót
Ava: Już ci tłumaczyłam, że nie moge..
Damon: Czemu ty się nimi tak przejmujesz, zwalisz winę na mnie, przecież to ja miałem zginąć, powiedz im ,że kogoś im tam w zamian podeśle.
Ava: Ehh... Co masz zamiar teraz zrobić, macie mapę więc rozumiem ,że jutro wyjeżdżacie?
Damon: No w końcu po to zostałem
Ava: Uważajcie na siebie, nie wiem czy uda mi się wam towarzyszyć.
Damon: Damy radę ale teraz chciałbym się wyspać
( Damon spojrzał na Ave zamieniając uśmiech w powagę )
Damon: Chciałbym móc teraz cię pocałować. To nie fair...
Ava: Dasz radę, taki narcyz i egoista nie poddaje się ludzkim uczuciom co nie?
Damon: Czasami mu się zdarza, ale tylko w wyjątkowych chwilach
( Ava również posmutniała )
Ava: Muszę już iść...zobaczymy się może jeszcze przed wyjazdem ale nie obiecuje.

I zniknęła... Powoli szedłem do pokoju i zastanawiałem się co by było gdyby. Ona na prawdę jest niezwykła i nie chodzi tu o aureolę i jasną poświatę, chciałbym móc zrobić cokolwiek by wróciła.

piątek, 19 września 2014

Sezon 2 rozdział I

~Tracąc zmysły cz.I~

Gdy wróciłem do hotelu, nie było chyba nic czego nie pragnąłbym bardziej niż zimnej szklanki bourbonu. Jeżeli nie schłodzę trochę mózgu to oszaleje, nie wiem co o tym wszystkim myśleć. Dopiero co godziłem się z Jej odejściem ,a teraz będę Ją wszędzie widywał, na dodatek te ostatnie słowa.. Chyba na dziś dość wrażeń, dopije drinka i walnę się w łóżko, a jutro zabieram się stąd zanim zacznę drapać ściany i mówić do siebie.

Nazajutrz, spakowałem się, zszedłem do auta by wrzucić rzec To nie było normalne zważywszy ,że wróciłem autem do domu i wypiłem jedynie ,a potem poszedłem spać. Następnego dnia, spakowałem rzeczy i poszedłem znieść je do auta. Chciałem  jak najszybciej wpakować je do bagażnika i zabrać się już z tego miasta, ale nigdzie nie mogłem znaleźć kluczyków. Myślałem ,że mnie szlak trawi, wszystko ale nie kluczyki od auta. Przeszukałem dom, rzeczy i nic. Klucze nie mogą tak po prostu sobie znikać. Miałem już tego dosyć tego, byłem pewny ,że to sprawka Avy chodź wiem ,że to głupio brzmi. Postanowiłem to zakończyć ale jedyny pomysł jaki przychodził mi do głowy była matka Avy, z resztą miałem Ją ostrzec. Poszedłem w dość nieciekawym nastroju ale musiałem się hamować bo jutro ma odbyć się pogrzeb Avy. Gdy dotarłem pod dom, zobaczyłem Ją znów, tym razem w oknie. Tego było już za wiele, musiałem coś z tym zrobić tylko nie miałem pojęcia jak. Zapukałem do drzwi i szczęśliwym trafem, otwarła Miriam. 

Damon: O dobrze się składa, chyba nie obędzie się bez pani pomocy.
Miriam: Nie rozumiem..
Damon: Pani córka albo chcę bym stał się nałogowym alkoholikiem, albo cholernie chcę czegoś.
Miriam: Powiedz co się stało? Widziałeś ją znów?
Damon: Nie tylko widziałem ale i słyszałem
( Miriam spojrzała na Damona, wyraźnie zaskoczona )
Miriam: Co powiedziała?? 
Damon: To była ,krótka wiadomość i przerwana jej efektywnym zniknięciem. Kazała mi tylko panią ostrzec i dodała coś o Kiliamie..
( Miriam pobiegła do jednego z pokoi i zaczęła gorączkowo przeszukiwać swoją bibliotekę )
Damon: Yyy...mogę spytać czego szukasz?

Miriam: Posłuchaj, Kiliam to potężny czarownik, jeżeli Ava była w stanie przekazać Ci tą informację to możesz domyślić się czego można spodziewać się po Nim. Trzeba znaleźć jego ciało i pozbyć się go, ale przedtem będę zmuszona spróbować przywołać Ave by powiedziała to czego Tobie nie zdążyła inaczej będziemy tylko na ślepo działać.
Damon: Mam rozumieć ,że będziemy się bawić w hokus pokus i wywoływać duchy w kółeczku?
Miriam: Heh, i mówi to chodzący trup narcyza..
Damon: Jednak miałem racje...wasz charakterek jest dziedziczny
Miriam: Mam! Teraz trzeba ściągnąć jak najszybciej Logana i wszystko przygotować. Na wszelki wypadek poproszę moją przyjaciółkę, czarownice by mnie wsparła podczas seansu.
Damon: Dobra to Ty idź po wiedźmę ,a ja poszukam Logana.
Miriam: Jest prawdopodobnie na cmentarzu.

Wychodząc z domu, odruchowo spojrzałem w okno w ,którym widziałem wcześniej Ave, ale  tym razem jej nie było. Poszedłem w kierunku cmentarza, ale nie musiałem na szczęście wlec się tak daleko, zobaczyłem jak Logan wchodzi do baru po drugiej stronie ulicy. Heh przypuszczałem ,że będzie przybity ale nie ,że aż tak. Wszedłem za nim i usiadłem koło niego zamawiając nam dwóm po piwie. Spojrzał tylko na mnie witając się wzrokiem lecz od razu opuścił go, wpatrując się w pusty kieliszek stojący przed nim. Nie wiedziałem nawet jak zacząć, nie chciałem go bardziej dobijać ale nie miałem wyjścia.

Damon: Jak się trzymasz?
Logan: A jak widać? Nie jest łatwo ale trzeba umieć udawać, przecież nie pokaże się tak Miriam i córce. A Ty co tutaj robisz?
Damon: Szukałem Cię. Jest coś co muszę Ci powiedzieć ,a nie wiem jak to zrobić dlatego zastanawiam się czy nie lepiej będzie jak wpierw dopijemy piwo.
Logan: Mów, gorzej być nie może.
Damon: Ava..Widziałem Ją, ale nie tak jak Ci się wydaje, na prawdę, kazała mi bym ostrzegł twoją żonę o jakiś planach Kiliama ale nie wiem o co dokładnie chodzi bo zniknęła w pół zdania.
( Logan spojrzał na Damona poważnym wzrokiem )
Logan: Czy ty zaliczyłeś już dziś wszystkie bary i puby w mieście?
Damon: Ha ha bardzo śmieszne, pogadamy w domu, bo twoja żona wysłała mnie po Ciebie, planuje przywołać Ave i spytać Ją o to co chciała mi powiedzieć,
Logan: Super...w takim stanie mam wrócić do domu?
Damon: Zdążyłeś wypić drinka i piwo, to powinno Cię trochę odstresować, a to w jakim stanie jesteś chyba jest teraz najmniej ważne..
Logan: Masz racje, chodźmy.

Wróciliśmy do domu, Logan poszedł pomóc Miriam, a mnie wysłali do drugiego pokoju po świeczki. Gdy otworzyłem szufladę , obok świeczek leżały moje klucze od auta. Teraz miałem pewność ,że to mi się nie wydawało, w takim razie cokolwiek Ava chcę przekazać, najwyraźniej chcę abym w tym uczestniczył tylko nie wiem w jakim celu. Zaniosłem im świeczki i przeniosłem się do kuchni, nie miałem czego szukać w kręgach czarownic. Gdy wszystko było już gotowe, Miriam i jej koleżanka, stanęły wokół ołtarzyka przygotowanego na przywołanie Avy i zaczęły coś szeptać. Po chwili poczułem Jej obecność.

Ava: Damonie............
( Damon rozgląda się po pokoju )
Ava: Damonie...
( Po chwili Ava pojawia się zaraz obok Damona )
Damon: Wow....Ava?
Ava: Damonie, nie mam wiele czasu, przekaż mamie ,że Kiliam chcę wrócić do żywych wykorzystując inne ciało czarownika ,którego złożą w ofierze. Kiliam także skontaktował się z kimś żyjącym ale nie wiem kto to. Wiem tylko tyle ,że chcą tego dokonać na ołtarzu ,który jest ukryty gdzieś w Indianie. Nie wiem gdzie ale podobno w ,któreś jaskini została mapa z oznaczonym miejscem, ale musicie się śpieszyć bo On już kogoś po Nią wysłał.
Damon: Dlaczego zmusiłaś mnie bym został?
( Ava spojrzała na Damona i uśmiechnęła się )
Ava: Bo chciałam móc zobaczyć Cię jeszcze raz i usłyszeć. Poza tym, moi rodzice sami nie dadzą rady.
Damon: Skoro da istnieje możliwość by On wrócił to może i jest szansa by..
Ava: Nie Damonie, nawet gdyby była, to nie mogę, jestem w połowie czarownicą i są zasady i porządki ,którym nie wolno się sprzeciwiać.


Damon: A od kiedy Ty jesteś taka podporządkowana? Ta śmierć Cię strasznie zmieniła.
( Ava zaśmiała się )
Ava: Heh, nie tylko śmierć....może jeszcze zobaczymy się...mam nadzieje.
Damon: Czekaj! 
Miriam: Z tego co słyszeliśmy, udało się więc mów co wiesz...
Damon: To nie będzie takie proste...Logan, szykuj się. Czeka nas dłuuga droga, ale musimy się śpieszyć, wyjaśnię ci po drodze....byłeś kiedyś w Indianie?
Logan: Gdzie?

Ciąg dalszy nastąpi......


niedziela, 14 września 2014

Rozdział XI

~Uśmiech przykryty cierpieniem~

Dojechałem na miejsce. Już z daleka widziałem Matkę i jej siostrę, a także uśmiech na ich twarzach, czułem już ból jaki sprawię im gdy zobaczą Ave. Nie chciałem nawet wysiadać z samochodu, sam ledwo się trzymałem lecz nie było innego wyjścia. Logan podszedł do swojej żony, Ona podbiegła do niego z uśmiechem jednak po chwili zobaczyłem jak uśmiech znika ,a zastępuje go łza i blady odcień na twarzy. Upadła na kolana i zaczęła płakać, jej siostra Avy podeszła powoli do matki i ją przytuliła ,a Logan stał tylko patrząc na nie, nie wiedząc co zrobić, nawet nie przecierał łez ,które płynęły niepohamowanie jedna za drugą. Nie wysiadłem z auta, odwróciłem się tylko i spojrzałem na Ave. Była już całkiem blada, zimna..Całą drogę łudziłem się ,że jeszcze stanie się jakiś cud i przebudzi się lecz nic z tego. Położyłem dłoń na jej zimnym policzku i po prostu mówiłem:

Damon: Dlaczego? Dlaczego im to zrobiłaś? Przecież Oni Ciebie potrzebowali, na Mnie nikt nie czeka. Co mam teraz zrobić?
( Damon uronił łzę ,która spłynęła wprost na dłoń Avy )

Wystraszyłem się gdy Logan zapukał w szybę drzwi. Szybko przetarłem twarz i przybrałem poważny wyraz twarzy. Wysiadłem powoli z auta, starając się jak najrzadziej spoglądać im w oczy. Zaskoczyło mnie to co powiedział Logan.

Logan: Damon, dziękuje Ci za wszystko..
Damon: Ale przecież nie ochroniłem jej, nie powinieneś mi dziękować.
Logan: Źle na to patrzysz. Uratowałeś Ją i to nie raz, uratowałeś Ją od bólu w jakim żyła, odzyskałeś jej uśmiech i chęć życia, a dodatkowo dzięki Tobie, moja żona i druga córka są ze mną. Zrobiłeś więcej niż prosiłem.
Damon: Ale Ava.....
( Matka Avy złapała Damona za ramie )
Miriam: Damonie....Ava to zrobiła dla Ciebie, nie mogłeś nic poradzić, dokonała wyboru. My to rozumiemy mimo iż to boli ,że jej nie ma. Jestem czarownicą i wiem ,że jest bezpieczna. 
( Damon opuścił wzrok )
Damon: To co macie zamiar zrobić?
Logan: Pragniemy Ją pochować, mam nadzieje ,że będziesz z Nami i pomożesz Mi lecz nie nalegam.
Damon: Pomogę...
Miriam: Dziękujemy.


Wróciliśmy do domu Avy, zostawiłem ich i pojechałem do hotelu by odpocząć jednak wiedziałem ,że siedząc w nim zwariuje więc wziąłem prysznic, przebrałem się i poszedłem do najbliższego baru. Zamawiałem drink za drinkiem, nie patrzyłem nawet w dno szklanki, po prostu piłem i starałem się wsłuchać w muzykę by nie myśleć. 

Po piątym, zrobiłem na chwilę przerwę i rozejrzałem się po lokalu. Zobaczyłem dziewczynę w tłumie ,która spoglądała na mnie, dopiero po chwili dotarło do mnie ,że widzę Ave....to nie było możliwe, to musiał być efekt tych drinków jednak nie mogłem przestać patrzeć. Ona uśmiechała się, zakładając jedną ręką włosy za ucho odsłaniając znamię na policzku na ,którym nigdy tak na prawdę się nie skupiłem, dopiero teraz dostrzegłem ,że ma ono kształt księżyca. Odwróciła się i wyszła z baru. Odepchnąłem od siebie kieliszek i wybiegłem za Nią jednak gdy wyszedłem, Jej nigdzie nie było. Przetarłem twarz i wróciłem. Zapłaciłem za drinki, biorąc ze sobą całą butelkę i wróciłem do hotelu. Całą noc wyrywały mnie ze snu dziwne uczucia jakby Ona była gdzieś blisko. Kiedy już udawało mi się zasnąć, poczułem dłoń na ramieniu, odwróciłem się ,a Ona leżała na przeciw mnie, Patrzyła mi w oczy, lecz Nic nie mówiła. Ja sam nie potrafiłem nic powiedzieć.


Damon: Jakim cudem tutaj jesteś? Przecież Ty nie żyjesz...Śnie prawda?
( Dziewczyna uśmiechnęła się, wstała z łóżka i weszła do łazienki )

Powoli wszedłem zaraz za Nią lecz znów zniknęła. Już wiedziałem ,że zwariowałem. Musiałem pogadać jak najszybciej z matką Avy zanim całkowicie stracę głowę. Nazajutrz od razu pojechałem do Logana. Wszedłem do środka i nie tracąc czasu spytałem:

Damon: Jest Miriam?
Logan: Damon, co się stało? Wyglądasz na przestraszonego, to do Ciebie nie podobne..
Damon: Musze porozmawiać z Miram
Logan: Powiesz chociaż co się dzieje?

Damon: Muszę wpierw sam się dowiedzieć
Logan: Jest na cmentarzu, przygotowuje ze znajomymi czarownicami, pogrzeb
( Damon wybiegł kierując się na cmentarz )

Starałem się dotrzeć tam jak najszybciej. Będąc na miejscu, zobaczyłem na prawdę wiele osób lecz nie widziałem nigdzie Miriam. Przebiegłem cały cmentarz ,aż w końcu znalazłem ją nad strumieniem zaraz za nim. Podszedłem powoli do niej i spytałem:

Damon: Miriam, potrzebuje twojej pomocy
Miriam: Damonie, pomogę Ci ale potrzebuje teraz trochę czasu dla Siebie..
Damon: Wczoraj zobaczyłem Ave....kilka razy, a nawet była u mnie. Nie wiem co się dzieje..
( Miriam spojrzała na Damona uśmiechając się )
Miriam: My też nie możemy o Niej zapomnieć, nie dziwie Ci się.
Damon: Ale Ona w nocy, pojawiła się obok mnie w łóżku, to nie wyglądało na wytwór wyobraźni.
( Miriam spojrzała w zadumie na płynący strumień )
Miriam: Nie, to by raczej nie było możliwe...chociaż....
Damon: Mów od razu, bo nie trzymam się najlepiej, a podtrzymywanie tajemniczego nastroju teraz jest nie na miejscu.
Miriam: Duchy czasami próbują się kontaktować z żyjącymi, próbują tego tak rozpaczliwie ,że czasem zdarza się ,że żywi mają okazje zobaczyć ich, a nawet usłyszeć. Ale to są zazwyczaj osoby ,które uniknęły śmierci.
Damon: Nie wiem czy można zaliczyć do tego wampiryzm bo teoretycznie tego nie uniknąłem ale wygląda na to ,że też mi się poszczęściło tylko nie wiem dlaczego.
Miriam: Widać Ava, za Tobą tęskni tak bardzo ,że chce się z Tobą skontaktować.
Damon: Rozumiem.....w takim razie, nie zajmuję więcej czasu. Wrócę się przygotować i przyjadę pomóc.

Powoli poszedłem w kierunku auta.. nie miałem pojęcia ,że takie coś jest możliwe...To co powiedziała Miriam, zaskoczyło mnie. Nie chcę by tak było przez wieczność bo zwariuje. Wsiadłem do auta, lecz nie zapalałem go na chwile, patrzyłem przed siebie. Po chwili, poczułem znów to samo uczucie, obecności Avy i gdy się obróciłem, ujrzałem Ją obok na siedzeniu. Jednak teraz przybrało to inny obrót zdarzeń. Złapała mnie za dłoń po czym spojrzała mi w oczy i powiedziała:

Ava: Damonie ostrzeż moją matkę, Kiliam chce...
( Nagle duch Avy zniknął )
Damon: Co? Ava! Co Kiliam chce? Ava!!!


Rozglądałem się wszędzie, lecz nigdzie jej nie widziałem. Wysiadłem, próbując ją znaleźć, skupiałem się ale to na nic.....To co powiedziała, przyprawiło mnie o dreszcz. Czyżby to nie koniec niespodzianek Kiliama.....



Ciąg dalszy Nastąpi................. 

czwartek, 11 września 2014

Rozdział X

~Obietnica~

Nie potrafię uwierzyć w to wszystko co się dzieje. To takie.. takie dziwne, nie mogę się w tym odnaleźć. Wszystko wokół zdaje się żyć innym życiem, jakbym na chwilę był w równoległej rzeczywistości, mimo iż staram się uratować sytuację, nie mogę powstrzymać się od regularnego spoglądania na Ave, przyznaje...boję się samego siebie teraz. Serce mi bije tak szybko ,że dziwie się ,że jeszcze moja klatka piersiowa nie otwiera się jak bagażnik. Udało mi się dotrzeć do źródła maszyny, ale nie jestem w stanie włożyć tam ręki, wszystko jest zabezpieczone magią i werbeną. Przypiąłem ładunek zaraz pod miejscem gdzie zamocowany jest kamień. Teraz pozostaje tylko ulotnić się jak najszybciej. Zeskoczyłem z maszyny ale przede mną nagle wyrosła zgraja Kiliama.
Pozostało tylko walczyć, to nie było trudne, pozbierał samych pierwszaków. Kierowałem się w stronę Avy i Logana, z daleka widać było ,że radzą sobie o wiele lepiej niż ja. W pewnym momencie zobaczyłem jak Logan upada, łapiąc się za głowę. Już wiedziałem co się dzieje, ale musiałem ich ratować. Niestety to nie było takie proste, z daleka mogłem jedynie usłyszeć rozmowę Kiliama z Loganem:

Kiliam: A więc wolałeś mnie zdradzić..zawiodłeś mnie, ale jeszcze nic straconego.
Logan: Aaghaghaaaaa! 
Ava: Zostaw go! Puść go proszę!
Kiliam: Twój ojciec mnie zawiódł, ale jeżeli chcesz by żył, dokończysz jego zadanie.
Logan: Ava, uciekajcie! Aaghaaahga!
(Logan zwija się z bólu, zaciskając dłonie na głowie)
Ava: Dobrze...
Damon: NIE! Puść ich, ja to zrobię..

Ava: Damon nie możesz...
Damon: Spokojnie, nie raz robiłem coś czego nie powinienem. Nie ma innego wyjścia. Kiliam puść ich, zabije wszystkich ,którzy jeszcze oddychają.
Kiliam: Hmm...Czy mi się wydaje czy między młodą łowczynią ,a wampirem pojawiło się coś ludzkiego i wbrew naturze? Teraz to dopiero mnie zaskoczyłeś.
Damon: Puść ich do cholery, powiedziałem ,że to zrobię, im daj po prostu żyć.
Kiliam: Dobrze...ale nie wiem czy jeszcze ci mogę zaufać dlatego wypuszczę Ojca, ale Ava zostanie jako zabezpieczenie.

Tego nie przewidziałem, detonacja jest ustawiona na za dziesięć minut, w sam raz by dotrzeć do wyjścia poza miasto. Nie jestem w stanie obskoczyć całego lasu by mogła stąd uciec. Nie wiem co robić, na dodatek nie potrafię się skupić, wciąż patrzę w jej oczy. Pozostało mi tylko dać jej jakoś znać byśmy wspólnie go zaatakowali i uciekli stąd. Spojrzałem jej jeszcze raz w oczy. Mam nadzieje tylko ,że domyśli się o co mi chodzi..

Damon: Dobrze, niech tak będzie chodź przyznam ,że to mi zajmie ''cholernie'' dużo czasu, ale ''Ava'' nie martw się, przecież póki co ''razem'' sobie dawaliśmy radę prawda?
( Ava spojrzała na Damona, lekko skinąwszy głową na znak ,że rozumie )
Ava: W takim razie nie ma na co czekać prawda? Ruszaj..

Ava gwałtownie odskoczyła za plecy Kiliama, pociągając go za ramie dzięki czemu zwróciła go plecami do mnie, nie mogłem nie zdążyć. Użyłem wampirzej szybkości i błyskawicznie ruszyłem w Kiliama, wycelowałem rękę w jego serce. Moja dłoń przeszła szybko, wyrywając przodem serce na zewnątrz ,które zostało mi w dłoni. Szybko ją wyciągnąłem i ruszyłem do Logana, podniosłem go z ziemi i skierowałem się ku wyjściu. Myślałem ,że Ava jest wciąż zaraz za mną ale gdy dobiegłem do wyjścia z jaskini, Logan krzyknął:

Logan: Damon stój! Ava!!!!!!!!!!!!


Odwróciłem się i zobaczyłem jak z kącików ust spływają dwa cieniutkie strumyki krwi. Postawiłem Logana przy ścianie i ruszyłem do niej. Zdążyłem złapać ją w ostatnim momencie zanim upadła. W jej plecach były wbite ze dwa, trzy drewniane kołki, wyrwane z części maszyny. Zrozumiałem ,że one musiały być wymierzone we mnie, a Ona..... osłoniła mnie. Ava spojrzała na mnie, a ja nie wiedziałem co robić, Widziałem tylko jak krztusi się krwią ,a płomień w jej oczach powoli gaśnie.  

Damon: Ava do cholery coś Ty zrobiła!!! Dlaczego??
Ava: T..tt.tera.teraz jesteśmy kwita heh...
Damon: Co Ty gadasz?? Nie możesz umrzeć, musisz wypić moją krew!
( Damon przegryza delikatnie swój nadgarstek, upuszczając troszkę krwi )
Ava: Ni..nie Damonie...Dziękuje Ci ale nie mogę, nie chcę zostać wampirem. Podjęłam decyzję i nie żałuje jej.
Damon: A ja? Pomyślałaś o mnie?

( Ava delikatnie uśmiechnęła się, chodź ból gwałtownie przerwał go wywołując grymas na twarzy )
Ava: Heh..D..Damon, czy zawsze musi wszystko być jak Ty chcesz? Dziękuje ci za wszystko, cieszę się ,że Cię spotkałam, nie żałuje niczego...może jednej rzeczy. Żałuje ,że nie spędziliśmy tego czasu w innych...ahhaagh...w in..innych okolicznościach.
( Z oka Damona spłynęła łza )
Damon: Musiałaś nawet teraz postawić na swoim?
Ava: Przecież to Ci się we mnie spodobało prawda? Damon, zabierz stąd mojego Ojca i obiecaj mi jedną rzecz..
Damon: Jaką?
Ava: Że jeżeli znów poczujesz coś, nie powstrzymuj tego, nie walcz z tym. Jeżeli stwierdzisz ,że jest tego warta....agh...jeżeli będzie tego warta....walcz o Nią,,obiecujesz?
( Ava, resztkami sił dotknęła twarzy Damona po czym powoli zamknęła oczy )


Złapałem jej opadającą dłoń. Cały się trząsłem. Nie byłem w stanie zatrzymać łez. Byłem wściekły, a jednocześnie zagubiony. Jej oczy zamknęły się, a Głowa opadła mi na klatkę piersiową bezwładnie. Miałem na sobie jej krew, mimo to nie czułem głodu. Czułem ból, cholerny ból. Położyłem ostatni raz jej dłoń na mojej twarzy ,po czym wstałem i ruszyłem w stronę Logana, niosąc Ją na rękach. Logan mimo iż był ogłuszony, także nie był w stanie powstrzymać łez. Spojrzał tylko na jej twarz i pocałował ją w policzek, po czym ruszyliśmy w stronę wyjścia. Nie miałem pojęcia ,że to będzie aż tak boleć. Straciłem coś co dopiero co zyskałem. Żałuję ,że tak długo rozpatrywałem to w głowie zamiast wykonać również jakiś krok. Nienawidzę siebie i tego życia. Całą drogę spoglądałem na jej powoli blednące usta. 

Wydostaliśmy się na zewnątrz równo z wybuchem. Ziemia zasypała się w miejscu maszyny, dogrzebując ją na zawsze wraz z Kiliamem. Położyłem ją w tym samym miejscu gdzie ją zostawiłem. Obmyłem jej tylko kąciki ust od krwi i wyciągnąłem kołki. Chciałem by jej mama i siostra nie zobaczyła ją w takim stanie. Niech przynajmniej pożegnają się z nią zapamiętując Ją jako piękną dziewczynę. Oddałem ją w ręce Logana i kazałem mu iść w stronę wyjścia z lasu, a ja pobiegłem do auta. Gdy usiadłem za kierownicą, nie byłem w stanie opanować łez. Powoli odpaliłem auto i ruszyłem. Zabrałem Logana i pojechałem z Loganem i Avą po jej Mamę i siostrę. Logan siedział z tyłu trzymając na kolanach głowę Avy i wpatrywał się w jej twarz ,która powoli traciła swój promienny kolor. Ja tylko co jakiś czas spoglądałem w lusterko lecz nie byłem w stanie nic powiedzieć.

wtorek, 9 września 2014

Rozdział IX

~Zaufaj sercu~

Muszę przyznać ,że ostatnio coś szczęście się mnie trzyma, zdążyłem w samą porę. Schowałem się za głazem stojącym zaraz obok wejścia do jaskini w ,której Kiliam przygotowywał na nowo maszynę. Przed samym Kilianem zebrały się jego kukiełki i słuchały jak ich nauczyciel wygłaszał przemowę. To była moja doskonała okazja na zbliżenie się do maszyny. Minąłem kilku bez problemu, za to ciężej będzie wejść na górę, nie ściągając na siebie uwagi. Ehh uwielbiam takie sytuacje. Wróciłem się do jaskini i korzystając z zabawek Logana, zrobiłem małą pułapkę ,która mam nadzieje odciągnie na chwilę ich uwagę. Niestety nie spodziewałem się ,że nawinie się jeden ze strażników, złapałem go i właściwie już miałem skręcić kark ale wpadłem na lepszy pomysł. Biedak posłuży mi jako zahipnotyzowany ląd. Wmówiłem mu by powoli szedł w kierunku pułapki tak by stanął na lince, a ja wreszcie ruszyłem ku celu. Szło idealnie, byłem już prawie u celu, pozostał mi tylko minąć ten punkt ,który wcześniej mi utrudnił robotę i koniec. Czekałem teraz już tylko na boom. Zabawne, bo boom nie było i zastanawiałem się co się dzieje. Nagle usłyszałem donośny głos Kiliama:

Kiliam: Zdaje się ,że mamy gościa specjalnego.
Damon: Dlaczego mam dziwne wrażenie ,że chodzi o mnie.
Kiliam: Widzę ,że naprawdę chcesz poznać moją maszynę. Problem w tym ,że już zbliża się wschód ,a widownia zapewne już dotarła.
Damon: Ohh jaka szkoda...No nic to może przesuniesz pokaz ,a ja sobie ją tutaj oglądnę? 
Kiliam: Wampir z poczuciem humoru...wciąż mnie zaskakujecie. Dobra koniec tego wychwalania..
( Kiliam wysunął dłoń w kierunku Damona poczym zaczął wypowiadać zaklęcie )
Damon: To chyba znaczy ,że nie dostanę VIP'a...aahagha!!
(Damon chwyta się za głowę, puszczając rusztowanie maszyny i spada )


Ból oczywiście był jak za pierwszym razem z tą różnicą ,że tym razem doszedł do tego upadek z wysokości. Przez chwilę nie czułem płuc i nie wiedziałem co się dzieje. Kilka wampirów chwyciło mnie i zaciągnęło pod dziwną ścianę jakby osobisty salon tortur. Nie byłem w stanie się w żaden sposób oprzeć im. Wyglądało na to ,że to koniec, w tym momencie nie wiedziałem czy być zły na siebie czy się cieszyć z podjętej decyzji o ratowaniu Avy. Chyba to już teraz nie ma większego znaczenia, Przypięli mnie do cholernie zimnej ściany i jakby mi było mało, polali wodą z werbeną. 

Damon: Ehh...huh....widzę ,a raczej czuje ,że strasznie lubisz się znęcać nad wampirami.
Kiliam: Widzisz, współczucie to paskudna cecha. Nie pozwala czasem postępować słusznie, to morale itp. rozumiesz..
Damon: Taa.....boleśnie.
Kiliam: No nic, czas zaczynać.
(Maszyna zaczęła powoli się podnosić)

Tak, teraz już na pewno nie zdążę, Przynajmniej się nie spalę od razu bo inteligent nie połapał się ,że chroni mnie pierścień. Sufit już powoli wypełniał się promieniami słońca. Nagle z powierzchni dobiegły wrzaski. Zapewne pierwsze ofiary słońca, a ja mogłem tylko słuchać i zastanawiać się czy przypadkiem nie ma tam kogoś ,kogo nie chętnie bym chciał zobaczyć pod postacią proszku. Jak zwykle nawaliłem, nie miałem nawet pojęcia jak się wyswobodzić z tych łańcuchów. Opuściłem głowę z bezsilności. Mogłem tylko czekać i słuchać tych wrzasków. Po chwili mój wampirzy słuch wychwycił zupełnie inny dźwięk, z wyjścia jaskini poleciał tylko nieduży kłąb dymu i posypały się drobne kamyki. Już wiedziałem co to ,a raczej kto to może być ,ale udawałem ,że nic nie usłyszałem bo z tego co się zdążyłem zorientować to żaden tępak tego nie zauważył, ale trudno się dziwić, wrzaski były ogłuszające. Nie podnosiłem głowy, nie byłem w stanie, mogłem tylko sobie wyobrazić co się dzieje, wszędzie było w momencie słychać świst kul, wybuchające bombki z werbeną i jęczące wampiry ,które padały jak muchy. To mógł być tylko Logan w swojej popisowej roli. Zastanawiało mnie tylko dlaczego zostawił dla mnie Ave ,która nie była w pełni sił gdy ruszałem tutaj. Byłem słaby, nie byłem w stanie dokładnie się skupić, przez co widok jaki pojawił mi się przed oczami gdy obca dłoń uniosła moją głowę, w pewnym stopniu mnie ocucił. 
Moje oczy spotkały się z oczami Avy po raz pierwszy w takiej odległości. Przez lekko rozmazany obraz ujrzałem tylko jej uśmiech po czym puściła delikatnie mój podbródek i zajęła się łańcuchami. 


Nie mam pojęcia dlaczego, ani jakim cudem udało się jej przekonać Logana do tego, przecież On by chyba aż tak nie zaryzykował.
 

Damon: D..dlacz..dlaczego?
Ava: Spokojnie, nie mów nic. Zaraz Cię wydostaniemy.
Damon: Zwariowaliście? Agh..uciekajcie stąd.
Ava: Nie zostawimy Cię! Zrobiłeś dla nas..dla Mnie tak wiele..za kogo Ty mnie masz?
Damon: Za samobójczynie?! Przecież nie dacie rady Czarownikowi na takim poziomie!
Ava: Mamy plan, nie ty jeden potrafisz go stworzyć.

Ava o dziwo była w stanie mnie udźwignąć, przeniosła mnie bliżej wyjścia, oparła o ścianę i wyciągnęła nadgarstek, odsłaniając go i podsuwając mi pod usta. Myślałem, że mi oczy wypadną jak zobaczyłem to, spojrzałem na nią z zaskoczeniem. Na jej twarzy nie pisał się nawet leciutki strach, stanowczym wzrokiem dawała mi do zrozumienia ,że mam się pożywić. 

Damon: Ava..co Ty robisz?
Ava: Pij!
Damon: Nie ma mowy, nie zrobię tego, poradzę sobie sam.
Ava: Powiedziałam pij!
( Po policzku Avy spłynęła łza )
Ava: Masz to wypić i mi pomóc, sami nie damy rady ,a nie będę Cię dźwigać całą drogę
( Damon pochylił się delikatnie i gwałtownie zatopił kły w nadgarstku Avy )

Nie wierzę w to co się teraz stało. Może mi się to tylko śni, nie potrafię ogarnąć tego. Na szczęście byłem w stanie się powstrzymać. Widziałem ,że to ją troszkę osłabiło ale ta łza....Nawet nie wiem dlaczego się pojawiła. Zrobiło mi się tak, tak dziwnie. Spojrzałem na nią i poczułem ,że muszę otrzeć jej policzek z tej łzy. To było takie nienormalne. Położyłem na jej twarzy dłoń, zmieszany spojrzałem jej w oczy i jedyne na co byłem w stanie się odważyć to właśnie to spojrzenie. Poczułem po raz pierwszy od baardzo dawna, bicie własnego serca. Wstałem podając jej rękę i szukając wzrokiem Logana, osłoniłem odruchowo Ave.

Damon: Mam nadzieje ,że macie dobry plan.
Ava: Oto się nie martw, ja idę pomóc ojcu ,a Ty bierz się za maszynę i wynośmy się stąd.
Damon: Dobra..
Ava: Damon....

Nie zdążyłem nawet spojrzeć na nią, poczułem tylko jej usta na moich i dłonie ,które były lekko zaciśnięte na moich policzkach. Zniknął wszelki ból, przestałem słyszeć krzyki, poczułem jakby na chwilę wszystko wokół zamilkło, W końcu puściła mnie i powiedziała:

Ava: To na wszelki wypadek.. masz uważać, drugi raz nie będę Cię karmić.

I pobiegła w kierunku Logana. Ja nie mogłem skupiać się na tym co się przed chwilą wydarzyło ,a nawet gdyby to nie byłem w stanie. W mojej głowie była istna pustka. Ruszyłem ku maszynie i liczyłem ,że zdążymy kogokolwiek uratować. To co się wydarzyło....poczułem własne serce. Jak mocno bym się nie wypierał, zaprzeczał to wszystko dzieje się wbrew mnie. Chyba pora przyznać ,że coś poczułem..

sobota, 6 września 2014

Rozdział VIII

~Przewrotny los~


Cała noc nie przespana, wpatrywałem się w lekko oszronione okno wychodzące na ulicę przed domem i rozmyślałem nad tym co powiedział ojciec Avy. Przyjechałem tutaj nie spełna 3 dni temu, a w tak ,krótkim czasie moje życie obróciło się o trzysta sześćdziesiąt stopni. Nawet nie wiem jak to opisać...zmieszanie? zagubienie? Co ja w ogóle plotę? Przecież to nie jestem zupełnie Ja. Energicznym ruchem skierowałem się ku łazience by zamoczyć tą zmęczoną gębę w zimnej wodzie by pobudzić trochę szarych komórek do działania, najwyraźniej tutejszy klimat nie służy zimnokrwistym wampirom. Poszedłem obudzić Logana by w przygotować jakiś plan.


Damon: Psst..
Logan: Co się dzieje?
Damon: Nic, spokojnie, czuwałem całą noc ale trzeba w końcu coś zrobić, nie mamy wiele czasu.
( Mężczyzna zerwał się z łóżka i ruszył w stronę łazienki )
Logan: Ja się ogarnę ,a ty idź zajrzyj do 3 książki od lewej na 3 segmencie.
Damon: Że co?
Logan: W tej książce jest mapa z rozrysowaną siecią tuneli pod lasem.
Damon: Teraz rozumiem twój spokojny sen.
Logan: To nie wszystko, a to że mamy plan, wcale nie ułatwia nam wszystkiego. On tam jest już na tyle długo ,że zdążył zabezpieczyć dobrze wszystko. Prawie wszystko..
Damon: Co masz na myśli mówiąc: ''prawie wszystko..''
Logan: Gdy opuszczałem kryjówkę, oczyściłem jedną jaskinię ,która kieruje się do wyjścia poza miasto, by w razie komplikacji móc wrócić. Wybacz ale wtedy Cię nie znałem i liczyłem ,że skopie ci...
Damon: Tak, tak rozumiem... idź zrobić siu siu, odświeżyć i tak dalej ,a ja przeglądnę tą mapę.

Przyznam ,że tych tuneli jest na prawdę dużo jednak nie tylko Ava była celem tej misji, musiałem sobie znaleźć też dostęp do maszyny. Zrobiłem zdjęcie i na telefonie wyrysowałem drogę najbliższą do maszyny, po czym gdy Logan wrócił, obmyśliliśmy jak wejść i niezauważeni uwolnić Ave..jeżeli będzie to możliwe.
Pomogłem szybko spakować rodzinkę i wsadziliśmy je do auta, Logan kazał im by wyjechały poza miasto i czekały w umówionym miejscu ,a my ruszyliśmy. Zbliżając się do lasu, rozważałem wszelkie możliwości w głowie jak szalony. Nie mam pojęcia co tak na prawdę dzieje się wewnątrz mnie i jestem zły. Jestem zły bo nie wiem do czego te emocje doprowadzą, nie mam ochoty wpakować się w coś co zepsuje mi podróż na dłuugi czas. Poszliśmy okrężną drogą by nie natrafić na ,którąś marionetkę Kiliana, chodź przy tych emocjach ,które mną szarpały, przyznam ,że z chęcią urwałbym komuś łeb. Dotarliśmy do starego wodospadu, na obrzeżu lasu po drugiej stronie. Stanąłem na chwilę i zapatrzyłem się w płynącą wodę ,która odbijała promienie wschodzącego słońca. Myślałem ,że wyłączę się na chwilę, odświeżę swoje myśli, uspokoję się i podejdę do tego wszystkiego inaczej. Niestety.. coś się we mnie zmieniło, coś czego prawdopodobnie nie poznałem lub moje Ja już dawno zapomniało. Ocuciło mnie gwałtowne zerwanie się stada ptaków ,które osiadły drzewa dookoła. Nie było wyjścia, jedyny sposób na przekonanie się co zwiastują te zmiany, było stawienie im czoła. To nie strach, to niechęć ,która tkwiła we mnie tak mocno ,że niszczyła wszystko co ludzkie. Przez ten czas gdy stałem, zamknięty we własnych myślach, Logan już zdążył zejść do podziemi.
Logan: Damon co z Tobą, ruszaj się!
Damon: Słyszę, słyszę.. nie wydzieraj się tak bo dorzucisz niepotrzebnego ognia.
Logan: To nie stój jak kołek i złaź.
Damon: Żeby Ci ten kołek zaraz nie zrobił niemiłej niespodzianki..
Logan: Obiecanki.....słyszałeś?
Damon: Co? Miałeś objawienie?
Logan: Ktoś jest w tych tunelach.
Damon: Tak...robaki, nietoperze, twoja upierdliwość..
Logan: Patrz...


Zobaczyliśmy jak dwóch kolesi przechodzi przez jaskinię....Właściwie to ułatwili nam tylko robotę. doprowadzą nas do celu szybciej. Poszliśmy powoli za nimi, utrzymując dystans. Dotarliśmy w końcu do rozwidlenia. Jeden z nich poszedł w kierunku ,który według mojego oznaczenia na telefonie wskazywał drogę do maszyny, a drugi do miejsca gdzie prawdopodobnie przetrzymywali Ave. Logan spojrzał na mnie wzrokiem jakby sprawdzał mnie, co zrobię. Przyznam ,że część mnie chciała pójść w stronę maszyny jednak......nie mogłem. Myśl o Avie była zbyt mocna, skierowaliśmy się w stronę drugiego wampira. Gdy dotarliśmy na miejsce, przed oczami mieliśmy może z 20 cel, a przy nich roiło się od sługusów Kiriama. Nie było innego wyjścia jak w możliwie jak najszybszy sposób, zabić ich wszystkich i błyskawicznie wydostać Ave. Spojrzeliśmy na siebie z Loganem po czym ruszyliśmy. Wydawało mi się ,że To ja będę mieć przyjemność wytępić większą cześć ale zawiodłem się gdy zobaczyłem jak Ojciec Avy, niczym Herkules, zabija jednego po drugim ze spokojem wypisanym na twarzy, Chyba zaprzyjaźnienie się z nim było dobrym pomysłem. Znaleźliśmy celę lecz Ava była kompletnie wykończona. Logan zajął się kratami, a ja natychmiast wszedłem, próbując Ją jakoś ocucić i zabrać jak najdalej od tego lochu. Dotarliśmy do wyjścia. Położyłem Ją na miękkiej trawie, blisko źródła i uniosłem jej głowę, próbując ją napoić. Gdy zobaczyłem jak uchyla oczy, poczułem spokój. Oddałem ją w ręce Logana po czym wstałem, zabrałem kilka zabawek od niego i zacząłem się przygotowywać do drugiej części zadania.
Przyznaje, tak na prawdę miałem jeszcze trochę czasu ale przyznam ,że głównym powodem mojego pośpiechu było zniknąć zanim Ava dojdzie do siebie. Chciałem uniknąć rozmowy z nią i tym samym wyjścia na świat moich ''uczuć''. Nerwowo wiązałem linę w pasie, jednocześnie w myślach, sprawdzając cały plan i sprzęt, gdy już miałem schodzić, stało się to czego nie chciałem:

Ava: Damon...czekaj.
(Damon stojąc plecami do Avy, opuścił głowę, luzując zaciśnięte dłonie na linach)
Damon: Szybko się pozbierałaś, nie jestem zaskoczony, w końcu silna z ciebie kobieta.
Ava: Chcę ci podziękować, pomogłeś mojej rodzinie mimo..
Damon: Nie pora teraz na to. Mam niewiele czasu, a Kiliam już pewnie wie o twojej ucieczce. Uciekajcie stąd i ukryjcie się, pogadamy jak pozbędę się jego zabawki.
Ava: Chcę iść z Tobą!

Damon: Hahah nie ma mowy! Nie po to Cię ratowaliśmy, a poza Tym jesteś wykończona, utrudnisz mi tylko. Nie ma czasu, lecę..do potem.
Ava: Damon, uważaj na siebie!

Wiedziałem ,że tak będzie dlatego musiałem szybko się zmyć. Już czułem to czego nie powinienem. Teraz muszę się skupić bo Kiliam to nie byle iluzjonista za piątaka. Mam nie wiele czasu i obym zdążył...


poniedziałek, 1 września 2014

Rozdział VII

~Niechciane wspomnienia~


W barku znalazłem ostatnią butelkę jakiegoś wina. To nie było spełnienie moich marzeń ale na chwilę obecną nie byłem w stanie wybrzydzać. Złapałem za szklankę i usiadłem w pokoju obok. Jak się okazało, był to pokój Avy, wszędzie wisiały jej zdjęcia z rodziną, ze znajomymi. Przechadzając się tak po jej pokoju, zauważyłem ,że na półce jedno ze zdjęć było położone w taki sposób jakby ktoś nie chciał na nie patrzeć, zwrócone na spód. Podniosłem je ,a na nim ujrzałem uśmiechniętą Ave, wtuloną w jakiegoś chłopaka.
Widać była bardzo z nim szczęśliwa, nie wiem co tak na prawdę się wydarzyło ale patrząc na te wszystkie zdjęcia i na obecną Ave, dochodzę do wniosku ,że chyba śmierć jej chłopaka ją tak zmieniła. Głupio to przyznać ale...rozumiałem co czuje, gdyby nie Stefan zapewne całkiem bym się stoczył. Mimo moich durnych pomysłów, zawsze wiedziałem ,że mam na kogo liczyć.

Damon: To chyba to ,że rozumiem jej zachowanie, sprawia ,że czuje coś co wydawało mi się ,że mogę czuć tylko do jednej osoby, jednak to pod żadnym względem ani nie jest możliwe ,ani zapewne prawdziwe ,a nawet gdyby to nic by z tego nie było....po prostu słabość wynikająca z podobnych przeżyć..........tak to na pewno to. 

Nawet nie zorientowałem się ,że gadam sam do siebie. Przez to całe rozmyślanie, nie zauważyłem jak wszedł ojciec Avy. Podszedł do mnie, podniósł zdjęcie, spojrzał na nie, westchnął po czym powiedział:

Logan: Wiesz...Ona na prawdę wtedy była z nim szczęśliwa, po tym jak ten chłopak został zaatakowany, zabroniłem Avie ,go odwiedzać. Ja wiedziałem co się z nim stało jednak Ava jeszcze nie znała tego świata. Była na mnie wściekła, nie odzywała się do mnie w ogóle. Pewnego dnia, chłopak przyszedł do nas wieczorem, prosząc o pozwolenie na rozmowę z Avą. Za bardzo się bałem, On zapewniał mnie ,że jej nie skrzywdzi, jednak Ja znałem te wszystkie historie o wampirach i ich naturze, nie byłem w stanie wyobrazić sobie ,że ktoś kto staje się wampirem może się pohamować.

Logan odłożył zdjęcie, przerywając na chwilę. Wyglądało na to ,że zżerało go to od środka. Nalałem do kieliszka wina i podałem mu. Jednym łykiem opróżnił kieliszek, złapał oddech po czym zaczął mówić dalej:

Logan: Staliśmy w drzwiach, nie zaprosiłem go. Chłopak błagał mnie, zarzekał się na wszystko. Po chwili usłyszałem Ave ,która zbiegała po schodach  i biegła wprost do drzwi. Kazałem jej się zatrzymać, ale ona nie słuchała, wtedy żałowałem ,że nie wytłumaczyłem jej wcześniej co się stało, może po prostu inaczej by się to wszystko wydarzyło. Zaczęliśmy się szarpać, Ava wpadła na stolik na ,któym leżało coś ostrego i skaleczyła się. To była dosłownie chwila, Ava nieświadoma sytuacji zaprosiła go do domu ,a On ruszył w jej kierunku ,a ja zobaczyłem tylko jego oczy. Zdążyłem złapać parasolkę ,która stała obok mnie, wyłamać drewnianą rączkę i odwróciłem się szybko, wbijając mu ją w serce. Spanikowałem. Chłopak upadł ,powoli tracąc życie. Ava doskoczyła do niego i uniosła mu głowę. Młodzieniec zdołał wyszeptać te same słowa ,które powiedział mi w drzwiach: '' Nigdy nie zrobiłbym jej krzywdy'' i umarł. Minęło może z 5 lat, Ava dopiero po 3 latach zaczęła się do mnie odzywać, Ja jej wytłumaczyłem wszystko ,a Ona chyba próbowała to jakoś zrozumieć jednak wciąż spoglądała na mnie zimnym spojrzeniem. 

Damon: Ja to rozumiem..do mnie po mojej przemianie i mojego brata, strzelali najbliżsi i polowali na nas. Nie jestem inni niż reszta, tak samo zabijałem i żywiłem się ludźmi, znienawidziłem człowieczeństwo, ale mój brat nigdy taki nie chciał być. Mimo wszystko zawsze utrzymywał się na powierzchni, odmówił żywienia się ludźmi i szukał wyjść z sytuacji, Ja tak nie potrafię, nienawidzę ludzi dlatego nie jestem lepszy niż reszta wampirów.

Logan: Przeciwnie...widzisz, zanim pojawiłeś się, wciąż polowałem na wampiry nawet na początku nie ufałem Ci ale gdy zobaczyłem jak Ava zachowuje się w stosunku do Ciebie i jak patrzy.... znów pojawiła się w jej oczach iskra. Wiedziałem ,że musiała zobaczyć w Tobie coś co sprawiło ,że zechciała Ci pomóc. Ona przez te lata jedynie dla kogo była w stanie się poświęcić to jej matka i siostra. Cokolwiek zobaczyła w Tobie, musi być bardzo dobre......zrozumiałem ,że wszyscy mają prawo i możliwość się zmienić i podjąć własną decyzję ,która wcale nie musi być oczywista. Nie chcę drugi raz popełnić tego samego błędu i Ja zranić. To by ją zniszczyło.

Logan spojrzał na mnie z uśmiechem i położył dłoń na ramieniu. Poczułem się strasznie dziwacznie ale z drugiej strony nikt tego nigdy nie zrobił prócz Stefana. Nie wiedziałem co zrobić. Logan odwrócił się i wychodząc z pokoju dodał:

Logan: Damonie, dziękuje Ci za to co zrobiłeś dla mojej rodziny. Pokazałeś mi ,że nikt nie jest do końca zły..nawet jeżeli jest blady, ma kły i głupie poczucie humoru heheh......Proszę, nie zrań jej, nawet jeżeli nie zależy Ci na niej w żaden sposób, po prostu jej nie zawiedź. Wiem ,że to może i nawet za wiele o co proszę ale wiem ,że nie urodziłeś się wampirem i mimo ,że nienawidzisz swojego człowieczeństwa i przeszłości, gdzieś w głębi ducha wciąż jesteś człowiekiem, dlatego dbasz o swojego brata.

Logan miał racje mimo ,że wcale nie chciałem się z nią zgodzić, ale nie powiedziałem tego głośno, po prostu przemilczałem to, dolewając sobie wina. Logan tylko nadmienił by się przygotować na jutro i poszedł do drugiego pokoju, ja natomiast usiadłem blisko okna i zacząłem rozmyślać nad jego słowami w tle mając obraz Avy.