~Tracąc zmysły cz.II~
Nie miałem kompletnie ochoty na ciąg dalszy tych przygód, wystarczyły mi przeżycia z ostatniego tygodnia, ale czemuż to miałby być koniec mojej udręki. Spakowaliśmy z Loganem, najpotrzebniejsze rzeczy do auta i pojechaliśmy wpierw, jak najszybciej w stronę lasu. Gdy już dojeżdżaliśmy, zobaczyliśmy jakichś dwóch typów idących w stronę wejścia do lasu. Nie wyglądali na policjantów ,a las po ostatnim wybuchu, został zamknięty. Spojrzałem na Logana i powiedziałem:
Damon: Daj mi proszę 2 fiolki z werbeną..
Logan: Co chcesz z nimi zrobić?
Damon: Rzucić w nich zanim wylądują na masce auta
Logan: A co jak to zwykli ludzie?
Damon: Właśnie dlatego rzucę wpierw w nich fiolkami, jeżeli to ludzie to najwyżej udam nawalonego i zwalę winę na Ciebie.
Logan podał mi fiolki ,a ja wychyliłem się przez okno i rzuciłem w nich z całej siły, ale nie wampirzej, bo jeśli to ludzie to miałbym na sumieniu dwóch klaunów. Trafiłem tylko jednego ale przeczucie mnie nie myliło, natychmiast po rozbiciu się fiolki na jego plecach, zaczął dymić i wrzeszczeć jak małpa w klatce, co pasowało to jego gustownego stroju. W tym momencie nie zastanawiałem się ani chwili, tylko wcisnąłem gaz i wbiłem się w tą dwójkę. Wyglądnąłem przez okno by tylko upewnić się ,że długo nie wstaną i ruszyłem do lasu.
Logan: Oby ich było tylko dwóch
Damon: Też mam taką nadzieje, zniszczyli mi lusterko i światło w moim najdroższym autku.
Logan: Czy ty się dobrze czujesz?
Damon: No co? Jedni mają rozwrzeszczane kobiety, ja mam tą ślicznotkę z ,którą dogaduje się bez słów.
Logan: Im dłużej z Tobą spędzam czas ,tym bardziej czuje ,że na starość zgłupieje.
Damon: To Ty jeszcze nie jesteś stary? Ahh przez tą wampirzą nieśmiertelność, kompletnie nie znam się na procesie starzenia.
Zatrzymaliśmy się dopiero pod samym wejściem do lasu, wysiedliśmy powoli, dobrze rozglądnąwszy się dookoła, Logan wziął broń i poszliśmy w stronę wejścia do jaskini. Wszędzie było pełno rozrzuconych odłamków skał, drewna i zwierzęcych odchodów. Scena jak z filmach o końcu świata. Dotarliśmy do w połowie przysypanego wejścia. Miejsca było nie wiele ale dało się przecisnąć. Kazałem wpierw iść Loganowi, ja chciałem się upewnić ,że nikt za nami nie pójdzie. Porobiłem kilka prostych pułapek z wykorzystaniem kołków z połamanych patyków ,które leżały dookoła. Może to nie zatrzyma ich ale spowolni. Zeszliśmy w dół i ruszyliśmy w stronę miejsca gdzie wcześniej stała maszyna.
To wszystko wyglądało zupełnie inaczej niż wcześniej co utrudniało trochę zlokalizowanie celu ale jakoś daliśmy radę. Po godzinie spędzonej na odkopywaniu pomieszczenia w ,którym Kiliam trzymał mapę, w końcu ją mieliśmy. Okazało się ,że miejsce w ,którym ma dokonać swojego wielkiego powrotu ,leży nie dość ,że cholernie daleko to jeszcze w górach gdzieś głęboko w lesie.
Damon: Ja chyba już nigdy nie wejdę do żadnego lasu. Koniec z grzybobraniem
Logan: Heheh ,a czego się spodziewałeś?
Damon: No nie wiem, ale nie kolejnego lasu. Uwalę wszystkie ciuchy.
Logan: Serio? Ubraniem się przejmujesz teraz?
Damon: Ej przecież to Ermenegildo
Logan: Że co?
Damon: Jak możesz nie znać tej marki..eh
Logan: Dobra bierzmy się stąd bo przed nami długa droga.
Wróciliśmy do auta i pojechaliśmy do mojego mieszkania w hotelu. Bez sensu było budzić rodzinę Logana, a w dodatku mój hotel był bardziej po drodze. Poszedłem wziąć prysznic. Zdarzały mi się różne sytuacje z dziewczynami w roli głównej ale Ava potrafiła pobić wszystkie normy, wychodząc spod prysznica prawie zawału nie dostałem gdy wyciągnąłem twarz z ręcznika i zobaczyłem ją stojącą przede mną. Oczywiście trudno było nie zauważyć, że przeleciała mnie wzrokiem od góry do dołu. Podszedłem do umywalki i wycierając się do końca spytałem szeptem:
Damon: Co ty robisz? Wiesz ,że jest tutaj twój ojciec.
Ava: Przecież nas nie przyłapie, tylko ty mnie widzisz...a ja Ciebie -zaśmiała się nie ukrywając ekscytacji widokiem nagiego Damona
Damon: W normalnych okolicznościach może bym się ucieszył ale teraz czuję się dziwnie zważywszy ,że jesteś duchem. Tam po drugiej stronie musi być strasznie nudno skoro tak często wracasz, chyba dobrze ,że żyje wiecznie.
Ava: To nie tak, jak tak jakby nie mogę przejść jeszcze na drugą stronę, wiesz nie załatwione sprawy itp.
Damon: Czyli mam rozumieć ,że teraz będziesz mnie codziennie podglądać pod prysznicem tak?
Ava: Masz coś przeciwko? - zaśmiała się delikatnie
Damon: Hmm...nie, pod warunkiem ,że się zrewanżujesz
Ava: Ehh niestety, dzieli nas śmierć - westchnęła nie przestając się uśmiechać
Damon: To można zmienić, jeżeli zgodzisz się na powrót
Ava: Już ci tłumaczyłam, że nie moge..
Damon: Czemu ty się nimi tak przejmujesz, zwalisz winę na mnie, przecież to ja miałem zginąć, powiedz im ,że kogoś im tam w zamian podeśle.
Ava: Ehh... Co masz zamiar teraz zrobić, macie mapę więc rozumiem ,że jutro wyjeżdżacie?
Damon: No w końcu po to zostałem
Ava: Uważajcie na siebie, nie wiem czy uda mi się wam towarzyszyć.
Damon: Damy radę ale teraz chciałbym się wyspać
( Damon spojrzał na Ave zamieniając uśmiech w powagę )
Damon: Chciałbym móc teraz cię pocałować. To nie fair...
Ava: Dasz radę, taki narcyz i egoista nie poddaje się ludzkim uczuciom co nie?
Damon: Czasami mu się zdarza, ale tylko w wyjątkowych chwilach
( Ava również posmutniała )
Ava: Muszę już iść...zobaczymy się może jeszcze przed wyjazdem ale nie obiecuje.
I zniknęła... Powoli szedłem do pokoju i zastanawiałem się co by było gdyby. Ona na prawdę jest niezwykła i nie chodzi tu o aureolę i jasną poświatę, chciałbym móc zrobić cokolwiek by wróciła.



Ava to szczęściara... zobaczyć nagiego Damona, haha ;D
OdpowiedzUsuńSuper! Czekam na dalszy ciąg :*
Najbardziej rozbroił mnie fragment z prysznicem xd / LivSbx3
OdpowiedzUsuń