piątek, 24 kwietnia 2015

Sezon 2 Rozdział VII

~Rodzinna więź~


Zauroczyłem tą ofiarę i kazałem wrócić do miasta zając się sobą, a my wraz z Loganem pozbieraliśmy zabawki i ruszyliśmy szybko w stronę ołtarza:

Damon:Dam sobie serce przebić ,że Oni już zdążyli znaleźć kolejnego idiotę do poświęcenia
Logan: Jakoś to mnie najmniej martwi w tym momencie -spojrzał na Damona z wyraźnie zmieszanym wyrazem twarzy.
Damon: Nie martw się, nie wierzę by Ją mieli, nawet sensu to nie ma, po co by im była martwa? Nie to musi być pomyłka
Logan: Obyś miał rację, jesteśmy prawie na miejscu..gotowy? -spojrzał na Damona, przeładowując nerwowo broń.
Damon: No dobra ale co chcesz zrobić Rambo? Chcesz tak po prostu wpaść i wszystkich porozwalać?
Logan: A masz inny pomysł? 
Damon: Yy...nie, jednak nie, podoba mi się ten...uwaga 3..2..1...teraz!


Ledwo zdążyłem się dobrze rozpędzić gdy już dotarło do mnie ,że ołtarz jest pusty, dookoła ani wiewiórki. Przyznam ,że byliśmy bardzo zdezorientowani ,a Logan zrobił się cały czerwony z nerwów. Najgorszy był fakt ,że nie mieliśmy zielonego pojęcia gdzie ich szukać i czy już zrobili to co chcieli. Usiedliśmy na ziemi obok ołtarza, Logan wyczarował z plecaka piersiówkę z odrobiną Whiskey ,którą zmoczyliśmy obeschłe usta. Byłem na siebie cholernie zły ,jednocześnie przerażała mnie myśl o tym do czego mogłaby im posłużyć Ava. Siedzenie w jednym miejscu nic nam nie da więc musiałem szybko wpaść na jakiś pomysł. Kazałem czekać Loganowi tutaj ,a ja wróciłem do miasta po tego ,którego uratowaliśmy wcześniej, zauroczyłem go jeszcze raz po czym jak najszybciej wróciłem do Logana wraz z nim.

Logan: I to jest twój plan? Po to siedziałem tutaj tyle czasu? -przeskakiwał wściekłym spojrzeniem z Damona na zahipnotyzowanego faceta oczekując nerwowo wyjaśnień
Damon: Spokojnie, już wyjaśniam. Nasz kolega był tak miły ,że postanowił nam spłacić dług wdzięczności i przekonałem go by wybrał się na polowanie w te rejony ,a gdyby nasz cel się zjawił..zadzwoni, a my w tym czasie wrócimy do domu i dowiemy się czy to prawda co mówił i twoja żona pomoże nam wraz z sabatem zlokalizować kapłanów. Nie mów ,że źle to wykombinowałem bo się załamię, poświęciłem wszystkie szare komórki na ten plan przez co nie kupiłem nic do picia.

-Logan spojrzał na Damona po czym westchnął i wzruszywszy ramionami, zabebrał rzeczy po czym dodał:

Logan: Lepszego nie mam. W drogę bo czasu nie mamy.
Damon: Wiedziałem ,że się spodoba

Zostawiliśmy naszego informatora w lesie i ruszyliśmy do domu, całą drogę licząc na to ,że Ava jest bezpieczna ale to było oczywiste ,że się tylko okłamujemy. Gdy dotarliśmy na miejsce, grób był rozkopany. Udaliśmy się od razu do domu Avy by wyjaśnić sytuację jej mamie ale Ona już wiedziała. Po krótkiej naradzie, Miriam pobiegła wezwać resztę czarownic, a my przygotowywaliśmy rzeczy potrzebne do walki. Szczerze mówiąc, tylko grając w ''kamień.papier'' moglibyśmy dojść do tego kto z nas dwojga jest bardziej wściekły. Logan nerwowo mieszał składniki jakie zostawiła mu żona ale widoczne było gołym okiem ,że ledwo panuje nad emocjami. Widząc to trochę mu zacząłem współczuć co nie jest u mnie codziennością. 



Logan: Ja tylko chcę by była bezpieczna...nie ważne czy wśród nas czy po drugiej stronie. - westchnął załamującym się powoli głosem.
Damon: Wiem stary, też chcę by była bezpieczna.....

Nie mogłem poprzeć w pełni jego zdania, nie chciałem by została tam po drugiej strony dlatego trochę cieszyłem się ,że taka sytuacja zaistniałą, bo może będzie szansa by Ją sprowadzić z powrotem. Wiem ,że to egoistyczne i powiedziałem jej ,że rozumiem, ale kogo Ja chcę oszukiwać, błąkam się już od dawna sam, Katherine już nie odzyskam, Stefan wolał żyć z daleka  ode mnie, a Ona mimo wszelkich moich wad, jakoś mnie akceptuje...nie mogę stracić i jej. Podszedłem do Logana i próbując go uspokoić, położyłem rękę na jego ramieniu

Damon: Daje słowo ,że Ją znajdziemy i odbijemy, będzie bezpieczna...

-Logan odłożył wszystkie rzeczy, spojrzał na mnie, z wymuszonym uśmiechem i odparł:

Logan: Masz rację....dobrze śpieszmy się, Miriam zaraz będzie z sabatem.

Gdy już było wszystko przygotowane, zjawił się sabat wraz z żoną Logana, stanęły dookoła stołu i zaczęły odprawiać te swoje czary mary. Po chwili zobaczyliśmy ten sam las w ,którym byliśmy jednak to nie było dokładnie to samo miejsce. Widocznie skryli się wyżej i przygotowywali. Wtedy zobaczyliśmy ciało Avy. Była bezpieczna jednak obok Niej, leżało również Ciało jakiegoś człowieka i szczątki prawdopodobnie Kiliama. Zauważyłem kilka szczegółów ,które pomogą nam zlokalizować miejsce. Spakowaliśmy się szybko i ruszyliśmy do auta i w tym momencie stało się coś nieoczekiwanego.

Miriam:  Jadę z wami! -powiedziała stanowczym głosem
Damon: Co? Żartujesz?
Logan: Miriam, nie możesz, a nasza młodsza córka?
Miriam: Zostanie z Sabatem, widziałam swoją drugą córkę w rękach tych gnojków, myślisz ,że będę tak sobie siedzieć i czekać, jednocześnie martwiąc się czy z Tobą jest wszystko ok? -spojrzała pewnym siebie, wzrokiem na Logana
Damon: Rozumiemy co czujesz i w ogóle ale...
Logan: Nie...niech jedzie z nami, załatwimy ich we troje, mam już plan.

Przyznam ,że to była jakaś kumulacja niespodzianek, ale nie mogłem już dalej próbować, więc się godziłem. Obawiałem się tylko na co mógł wpaść Logan...


poniedziałek, 5 stycznia 2015

Sezon 2 Rozdział VI

~Powrót~

Odczekaliśmy pewien czas by upewnić się co do pozycji i tego ,że nasz uciążliwy cel dotarł na miejsce, oczywiście nie myliłem się. Logan miał ten głupi wyraz twarzy ,który mówił '' cholera miałeś racje'' co mnie trochę podniosło na duchu. Ruszyłem w stronę ołtarza mając na względzie ,że tam droga się moja zakończy bezpowrotnie bo za cholerę nie miałem pojęcia jak damy radę, Logan może miał broń ale już raz wydawało nam się ,że zabiliśmy Drake'a ,a jednak wierzga i utrudnia nam sytuację już wystarczająco popieprzoną. Dotarłem do ołtarza jednak wpierw chciałem wyłapać odpowiedni moment na moje wejście. Zebrali się wokół ołtarza, a na ołtarzu zdawało się ,że ofiara czekała, prawdopodobnie jakiś niewinny mieszkaniec miasta, a może zagrali na zapałki i poświęcą jednego ze swoich tak czy siak nie było różowo. Z Loganem miałem kontakt tylko na znaki bo tylko Ja go mogłem usłyszeć. Dostrzegłem w końcu wśród nich Drake'a. Zrzucił kaptur z głowy po czym podszedł do stołu ze sztyletem i uniósł go nad nieprzytomnego ochotnika. Myślę ,że innej okazji nie będzie:

Damon: Nie znam się na tym ,ale nie powinieneś zacząć czegoś mamrotać w między czasie gdy reszta powinna podskakiwać dookoła i wykrzykiwać coś do nieba klepiąc się po głowie? Ahh wybacz, pomyliłem to z przywoływaniem deszczu, tyle tych różnych obrządków ,że już nie wiem nawet jak indyka przyrządzać w święto dziękczynienia, pamiętam jak ze Stefanem raz próbowaliśmy haha uśmiejesz się...

Drake: Z każdym spotkaniem coraz bardziej zaczynam dochodzić do wniosku ,że jesteś najgłupszym wampirem jakiego miałem przyjemność spotkać.

Damon: Ejj ja próbuje być tylko miły, nikt nie lubi gburków 

Drake: Heh Ty chyba nie wiesz co robisz skoro przyszedłeś tutaj i stanąłeś na przeciw całego zakonu, wydaje Ci się ,że coś zdziałasz? A gdzie twój kolega, bo chyba miał więcej oleju w głowie i wybrał właściwą decyzję.

Damon: No cóż, nie wszędzie chodzimy razem, fakt władował mi się do łóżka bez randki ,a nawet miły nie był, długa historia, lubi być upierdliwy ale...

*Drake wyciągnął rękę w kierunku Damona ,który upadł na kolana łapiąc się za głowę*

Damon: Aaaa....No wiesz, nawet aghh dokończyć nie mogę aaaa - ból stawał się coraz silniejszy

Drake: Twoje gadanie jest męczące w dodatku przerywasz bardzo ważny moment, za chwilę przywrócę wuja do życia jednocześnie odbierając twoje...

Damononowi mimo wielkiego bólu jaki odczuwał pod wpływem czarów Drake'a dał sygnał Loganowi do strzału. Po chwili rozniósł się tylko huk, po czym czarownik upadł ,a z jego boku zaczęła wyciekać krew. Damon pozbierał się najszybciej jak tylko mógł i rzucił się w stronę zdezorientowanych czarowników. Udało mu się jednemu skręcić kark po czym wyrwał gałąź z drzewa obok niego i cisną z wampirzą siłą w szyje następnego. Szybko nastąpiły kolejne 2 strzały po ,których upadł następny członek zakonu. Wydawało się ,że damy radę niestety po chwili ból wrócił, był nie do zniesienia, okazało się ,że Drake wcale nie zginął. Już myślałem ,że umrę z tego bólu kiedy usłyszałem ciąg strzałów, Logan wpakował w niego chyba z pięć kul ,które znów go na chwilę powaliły. Po chwili usłyszałem głos Logana:

Logan: Damon, nie damy rady, ale mam pomysł, zabierz z ołtarza ciało, to nie jest jeden z nich bo pamiętam z książek Miriam, takie obrzędy wymagają całego zakonu czyli to musi być niewinna ofiara. Pośpiesz się bo mam ostatnie naboje.

Nie wiele myśląc, rzuciłem się w stronę stołu, udało mi się jakoś złapać nieszczęśnika i z wampirzą szybkością ruszyłem w stronę Logana, potem uciekliśmy do chaty w ,której nocowaliśmy. Położyliśmy go na stole, Logan wyjrzał przez okno po czym pobiegł do źródła po wodę. Teraz tylko czekaliśmy aż się przebudzi. Usiadłem w fotelu i zacząłem zastanawiać się na jaki pomysł mógł wpaść Logan. Minęło kilka minut i nasz ocalały nieznajomy doszedł do siebie. Spojrzał po nas po czym ledwo mówiąc, szepnął:

Ocalony mężczyzna: Dz..dziękuje wam, nie wiem kim jesteście ale jestem waszym dłużnikiem.
Logan: Kim jesteś i jakim cudem znalazłeś się w ich rękach? - odparł Logan, oglądając mężczyzna w poszukiwaniu ewentualnych ran.

Ocalony mężczyzna: Mam na imię John, nie wiem jak to się stało, nic nie pamiętam prócz tego ,że niesiono mnie na wpół przytomnego na ołtarz, potem tylko widziałem jak tą dziewczynę przynieśli, ale ona chyba była martwa już...

Oboje byliśmy z Loganem chyba tak samo zaskoczeni jednocześnie i zaintrygowani tymi słowami.

Damon: Chwila...widziałeś tam dziewczynę?

John: Tak, ale ona już była martwa..długo bo była cała blada i taka bez ducha. Szkoda była bardzo młoda i bardzo ładna, ale nie mogłem jej pomóc.

Damon: Długo martwa......pamiętasz może jak wyglądała?

John: Czarne włosy, zdawało się ,że miała latynoską urodę trochę ale pewny nie jestem bo była taka blada...pamiętam ,że na policzku miała takie dziwne znamię ale to wszystko co pamiętam bo straciłem przytomność..

Po tych słowach osłupiałem. Nie wiem czy to możliwe ale to zgadza się z wyglądem Avy, ale nie widziałem w tym żadnego sensu. Logan musiał wpaść na to samo bo nagle zbladł i spojrzał na mnie z wyraźnym przerażeniem. Musieliśmy szybko coś wymyślić i odbić tą dziewczynę tylko wpierw mieliśmy na głowie tą ofiarę losu.


środa, 10 grudnia 2014

Sezon 2 Rozdział V

~Ołtarz~


Nie wiem nawet w ,którym momencie urwał mi się film ,ale spanie na twardym krześle odebrało mi wszelkie chęci na dalszą podróż. W tej chwili  jedyne o czym marzyłem to gorąca kąpiel i masaż. Już zacząłem sobie wyobrażać piękną, długonogą blond dziewczynę ,która powoli od ramion zaczyna wprowadzać mnie w stan.....no i w tym momencie Logan musiał mi przypomnieć ,że od mojego marzenia dzieli mnie kilkuset kilometrowy las. Powoli i ociężale podniosłem się próbując rozciągnąć obolały kręgosłup, rozejrzałem się dookoła i niestety odkryłem ,że to nie jest koszmar. Logan bawił się ze swoją bronią, a ja postanowiłem się rozejrzeć po okolicy. Doszedłem do brzegu strumienia płynącego nieopodal chaty, przykucnąłem i wziąłem głęboki wdech po czym zanurzyłem twarz w lodowatej wodzie. Nie ma nic lepszego niż przemycie twarzy zimną wodą, tylko wydaje mi się ,że to powiedzenie przewiduje czystą wodę w kranie ,a nie syf w lesie, ale jak się nie ma co się lubi. W odbiciu wody zobaczyłem Ave, to poprawiło mi znacznie nastrój:


Damon: Znów podglądasz przy myciu?
Ava: Eeeh. tym razem na nic się nie załapałam- zaśmiała się delikatnie
Damon: Za chwilę ruszamy
Ava: Tak..wiem. Proszę bądźcie ostrożni, nie chcę byście zbyt szybko do mnie dołączyli
Damon: Heh to może Ty dołączysz do nas?
Ava: Damon, już o tym rozmawialiśmy
Damon: Tak wiem....a już miałem dobry humor. No nic, w drogę. Zakończmy to w końcu
Ava: Damon przepraszam...
Damon: Okej rozumiem, zasady...trzymaj kciuki

Udawałem ,że rozumiem lecz wcale tak nie było, ale wciąż nie mogłem jej przekonać.
Wróciłem do chaty po Logana i ruszyliśmy dalej. Wnioskując z mapy, byliśmy już nie daleko.
Minęło pół dnia odkąd ruszyliśmy, nogi wchodziły mi do....leśnego bagna, a po Loganie nie było widać ani trochę by to mu przeszkadzało, wręcz można rzec ,że czół się jak ryba w wodzie.

Damon: Widzę ,że dobrze się bawisz? -westchnąłem, stawiając ociężale krok za krokiem.
Logan: Właściwie....takie wyprawy robiliśmy sobie razem z Avą gdy miała 12 lat. Wybieraliśmy się w długie podróże i po drodze wymyślaliśmy różne historie, czasem udawaliśmy odkrywców...- spojrzał za siebie, tracąc uśmiech


Nie trudno było zauważyć ,że nie pogodził się z decyzją Avy, z resztą nie tylko On...

Damon: Nie wyobrażam sobie Ciebie w roli Kolumba, masz bardzo złą orientacje w terenie, nawet trafienie do celi w piwnicy zajmowało ci sporo czasu...
Logan: To nie była wina orientacji tylko problem ze znalezieniem wspólnego języka ze strażnikami, ale dotarłem na czas.

Wreszcie dotarliśmy na miejsce. przed nami ukazało się duuża pusta przestrzeń, a na środku stał kamienny stół czy ołtarz, jak kto woli. Zniszczenie go chyba nie sprawiłoby wielkiego problemu, gdyby to był zwykły kawałek kamienia na bezludziu, ale gdy spróbowałem się do niego zbliżyć, poczułem jak moja skóra zaczyna płonąc żywym ogniem, a twarz cała parzyła od promieni słońca. Pierścień nic nie dawał, a ołtarz stał w samym środku padającego światła od słońca. Najwyraźniej było zabezpieczone magią. Logan spojrzał na mnie poważnym wzrokiem, po czym ruszył w kierunku ołtarza. Udało mu się do niego podejść ,ale wiedziałem ,że coś jest nie tak, było zdecydowanie za cicho. Nagle Logan upadł i zaczął się dusić ,a dookoła nas pojawiły się jakieś postaci w płaszczach i dziwacznych maskach na twarzy. Mamrotali coś pod nosem, a Logan powoli tracił przytomność. Nie miałem innego wyjścia. Rozpędziłem się, złapałem Logana i wybiegłem z kręgu słońca nim mnie całkiem spaliło, jednak to było wszystko co mogłem zrobić bo gdy próbowałem się z nim oddalić, cały czas wracałem do tego kręgu. Pierwszy raz spotkałem się z czymś takim i szczerze mówiąc za 3 podejściem już miałem dość.


Damon: Dobra, załapałem, nie puścicie nas to może chociaż się ,któryś z was odezwie?
Kapłan: Czego chcecie od ołtarza?
Damon: Wybraliśmy się na mała podróż ,ale byłem już wykończony łażeniem po tym lesie, a zobaczyliśmy ten wygodny kamyk więc stwierdziłem ,że sobie tutaj odpoczniemy
Kapłan: Nie kpij tylko mów czego wampir i łowca może chcieć od ołtarza ofiarnego?

-Niespełna sił, Logan stanął na nogi i powiedział, jednocześnie próbując odzyskać w pełni oddech-

Logan: Pewien czarownik chcę użyć stołu do przywrócenia do życia kogoś kto zabija niewinnych ludzi...
Kapłan: Kiliam...
Damon: Tak! To jeden z nich...byłbyś dobry w teleturniejach..
Kapłan: Nie jest to pierwszy raz gdy Kiliam staje się naszym problemem, ale sądziliśmy ,że udało się nam go usidlić mimo straty wielu naszych bliskich.
Damon: No widzisz, teoretycznie to udało się nam go pozbyć, a praktycznie to jest ktoś kto chcę go przywrócić do życia i podobno ten kamyk ma mu w tym pomóc tak więc...jak go zniszczyć?
Kapłan: Nie możecie go zniszczyć ponieważ jest to nasz święte miejsce dlatego też ktokolwiek chcę z niego skorzystać, nie zrobi tego bez naszej wiedzy i zgody.
Logan: Oni tutaj niebawem dotrą, mamy rozumieć ,że dacie sobie z nimi radę?- spojrzał z niedowierzaniem na kapłana
Kapłan: Tylko Kiliam zbliżył się do tego stołu ale nie zdobył go więc i z tym sobie poradzimy.
Damon: Hmm....Ok, mnie to pasuje, w takim razie nic tutaj po nas, chodź Logan, mam ochotę się przebrać i umyć po tej wycieczce..

-Logan odwrócił głowę i szepnął do Damona-

Logan: Serio wierzysz mu? Wiesz co będzie jeżeli się im nie uda, albo okaże się ,że kłamią i są od niego..
Damon: Tak tak wiem ,że nie możesz pić ale nie martw się, zaopiekuje się Tobą -
spojrzał znaczącym wzrokiem na Logana, dając mu do zrozumienia ,że wie co robi

Odeszliśmy od nich i udało nam się wyjść z tej Rzymskiej pułapki drogowej. Oddaliliśmy się wystarczająco daleko ,że byliśmy bezpieczni jednocześnie mając oko na te teren. Logan podszedł do mnie i mruknął niezadowolony:

Logan: Masz zamiar tutaj spędzić kolejną noc? W dodatku nawet ogniska nie możemy rozpalić nie zdradzając swojej obecności
Damon: Wydaje mi się ,że nie musimy, a nasz czarujący prześladowca już tutaj jest. Nigdy nie spotkałem się z tym by zakon puszczał wolno po odkryciu swojej kryjówki. Najwyraźniej oni dotarli tu przed nami ale nie zdążyli go ukryć więc zablokowali tylko dostęp do niego.
Logan: W takim razie jak chcesz ich pokonać i zapobiec temu?
Damon: Ile masz nabojów do tej broni?

-Logan spojrzał ze zdziwieniem na Damona-

Logan: Około dwadzieścia...co zamierzasz?
Damon: Gdy zaczną się zbierać przy ołtarzu, odciągnę ich uwagę, a Ty się przygotuj..Gdy odkryje się nasz Czarownik, celuj w głowę i serce, resztą postaram się zająć. Jakbym nie dał rady to po prostu wystrzelaj tyle ile zdołasz i zmyj się stąd.


Logan spojrzał na mnie z wyraźnym niezadowoleniem ale nie mieliśmy innego wyjścia i oboje o tym doskonale wiedzieliśmy, teraz zostało nam już tylko modlić się o to by się udało. 

poniedziałek, 10 listopada 2014

Sezon 2 rodział IV

~Polowanie na cień~

Pomijając bardzo niekomfortową sytuację w jakiej się znalazłem i z tego co widzę, raczej nie skończy się szczęśliwie, musiałem szybko wykombinować coś, cokolwiek by chronić Logana. Szczerze mówiąc nie miałem żadnych pomysłów i prawdopodobnie właśnie byłbym w drodze na drugi świat gdyby nie to ,że mój przyjaciel ma bardzo mocny instynkt samozachowawczy i postanowił mnie najwyraźniej śledzić bo usłyszałem tylko odbijające się od ścian zwłoki sługusów Drake'a. Przyznam ,że cieszyłem się jak małe dziecko, ale zastanawiałem się jak mu się uda załatwić czarownika. Po kilku minutach, wypełnionych jękami konających wampirów nastała cisza. Wpatrywałem się z niecierpliwością w drzwi, lecz Logana ani śladu, chwilę później nasz odważny czarownik postanowił samodzielnie zbadać teren oczywiście musiał sobie dodać otuchy odwracając się do mnie i patrząc na mnie tym swoim zabójczo poważnym wzrokiem po czym rzekł:

Drake: Dokończymy nasze sprawy gdy już pozbędę się twojego kolegi- powoli otworzył drzwi, rozglądając się na boki
Damon: Zabawne, twój wujek też był taki pewny siebie, szkoda ,że biedak wącha teraz kwiatki od spodu..
-Drake spojrzał na Damona mściwym wzrokiem po czym ruszył w jego kierunku-
Drake: Załatwię wpierw Ciebie, po co odwlekać nieuniknione..

Tylko tak mogłem wykupić trochę czasu Loganowi, problem w tym ,że nie miałem pewności czy mój wybawiciel wyrobi się na czas, co oznacza ,że chyba nie będzie happy endu. Drake złapał za wiadro z werbeną i wziął rozmach ale w momencie coś go zatrzymało. Nie mam pojęcia z czym walczył ale widać było ,że był w równie wielkim szoku jak Ja. Po chwili zjawił się Logan, ładując mu w plecy 2 strzały z kuszy, a Drake upadł jak kłoda. Ja położyłem się, łapiąc oddech i czekałem aż Logan mnie rozkuje. To było dość dziwne ale domyśliłem się ''co'' ,a raczej ''kto'' Go zatrzymał. Natychmiast gdy Logan mnie wyswobodził, sprawdziliśmy czy nasz ''problem'' żyje, ale nie było tętna ,a z tego co wiem, czarownice i czarownicy nie są nieśmiertelni więc zamknęliśmy na wszelki wypadek cele i uciekliśmy stamtąd. Nie mieliśmy czasu by zniszczyć ciało bo już w korytarzach było słychać nadciągające posiłki. Zatrzymaliśmy się dopiero przy jakiejś opuszczonej chacie leśniczej by złapać oddech i ogarnąć to co się stało. Weszliśmy do chaty, Ja zablokowałem drzwi ,a Logan zajął się oknami, zbliżała się noc ,a my nie byliśmy w stanie walczyć dalej, poza tym nie mieliśmy pojęcia ile ich by się tutaj zwlekło więc postanowiliśmy to przeczekać. Usiadłem sobie przy stoliku, sprawdzając czy oparzenia z werbeny już zniknęły, a Logan z głupim uśmiechem westchnął po czym dorzucił do tego kilka złośliwości:


Logan: Oj Damon, Damon, Damon....
Damon: Jakbym słyszał matkę....zaraz, to by tłumaczyło twoją nadopiekuńczość 
Logan: Nie mów ,że teraz będziesz na to narzekać, uratowałem ci tyłek
Damon: Ja Tobie również ale powiedzmy ,że nie jesteś tego jeszcze świadom....heh dzięki
Logan: Nie ma sprawy,,,, mów lepiej czego chciał -spojrzał z zaciekawieniem
Damon: Szukali mapy i o mały włos by jej nie zdobyli, bawi mnie tylko pewna ironia
Logan: To znaczy?
Damon: Jego staruszek był takim egoistą ,że rzucił na mapę zaklęcie maskujące co uratowało nam obojgu tyłki
Logan: Heh sam sobie utrudnił chciwością, ale co teraz zrobimy?
Damon: Myślałem ,że wiesz mamusiu, jesteś taka przewidująca - zaśmiał się, przeciągając ze zmęczenia

Logan: Bardzo śmieszne... Na mapie nie ma żadnej chaty ,ale po drodze minęliśmy potok. Sugerując się prądem wody, płynie ona z północy co oznacza ,że jesteśmy jakieś 10-15 km od celu.
Damon: Więcej chodzenia po lesie? Ehh czemu to zawsze musi być las? Czy nie mogliby chodź raz, schować czegoś w piwnicy jakiegoś pięknego domu, z oknem wychodzącym na jezioro i mini barem w salonie? -westchnął zawiedziony
Logan: Jesteś strasznie rozpieszczony, teraz wiem czemu widzisz w moim zachowaniu matczyny instynkt

Damon:Hej, ranisz...no dobra, może trochę...Dobra trzeba się przespać przed wielką wyprawą. Trzymaj broń w pogotowiu w razie gdyby ktoś nas postanowił odwiedzić..

Usiadłem sobie w jakimś starym, lekko zniszczonym fotelu i rozłożyłem się na nim wygodnie, Logan wybrał dość ciekawsze miejsce na podłodze przy oknie. Już powoli mi się fajnie zaczynało przysypiać gdy poczułem czyiś wzrok na sobie. Uchyliłem lekko powieki i zobaczyłem Ave uśmiechniętą od ucha do ucha:

Ava: Oddałabym wręcz życie by wiedzieć co spowodowało ,ze zacząłeś się ślinić przez sen haha..
Damon: Heh i pomyśleć ,że duchy mają tak wielkie poczucie humoru i dystans do siebie
Ava: Nie zapominaj ,że jestem jedyna w swoim rodzaju- zaśmiała się znowu
Damon: To Ty mnie ocaliłaś od wiadra wody z werbeną prawda?
Ava: Nie musisz dziękować, spodziewałam się ,że nie można was zostawić samych
Damon: A mogę wiedzieć jak to możliwe?
Ava: W sumie...sama nie wiem, po prostu poczułam ,że muszę Cię ratować i odruchowo chciałam wyrwać mu wiadro i tak jakoś...
Damon: Heh...

Ava: Co się stało? -spojrzała na niego, tracąc powoli uśmiech
Damon: Jutro tam dotrzemy i będzie po wszystkim.....wciąż nie chcesz? ..tak wiem, złote zasady czarownic ale.....ehh nie możesz ten jeden raz zrobić wyjątku? Dla mnie? 

-Ava opuściła wzrok, starając się powstrzymać łzy, które napierały na powieki-

Ava: To nie tak...Ja, chcę ale...zrozum, nie mogę, one...inne czarownice się na to nie zgodzą, to wbrew zasadom.....przykro mi Damon - odwróciła się upuszczając kilka łez
Damon: Chcesz się poddać tylko dlatego ,że ktoś uważa inaczej? Masz prawo być szczęśliwa, to nie był twój czas...to ja powinienem wtedy oberwać! To musi mieć jakieś znaczenie..
Ava: Nie dla nich....Damon Ja.....Ehh Ja muszę już iść, nie mogę w nieskończoność być w takiej postaci....jutro postaram się wam też towarzyszyć.
Damon: Zaczekaj....

-zniknęła zostawiając Damona, złego i smutnego-

Damon: To jest nie fair...Dajcie jej żyć, jakim prawem decydujecie o jej szczęściu....yghh

Usiadłem wściekły w fotelu. Miałem ochotę coś rozwalić. Dobrze ,że Logan wciąż spał. Ahh to jest popieprzone, nie mogę nic zrobić, a w dodatku teraz nie zasnę, heh i nawet nie mam przy sobie ani kropli Bourbonu. To życie jest do dupy, jutro skończymy to wszystko ale co dalej? Ehh to nie może się tak skończyć.


czwartek, 23 października 2014

Sezon 2 Rozdział III

~Zagubieni~

Wszedłem do pokoju, lekko zagubiony w myślach, o Niej. Niestety mój drogi przyjaciel szybko sprowadził mnie na ziemie swoim dość wyszukanym komentarzem:


Logan: Jest jedno łóżko tak więc....którą stronę bierzesz? - parsknął śmiechem, rozkładając pościel
Damon: Jesteś pierwszą osobą ,która bez randki ,ani nawet drinka, włazi mi do łóżka
Logan: Spokojnie przystojniaku, nie gustuje w umarlakach - spojrzał na Damona próbując utrzymać powagę
Damon: Po tej rozmowie będę mieć koszmary....jeżeli dojdzie do tego chrapanie idę spać do auta.

Gdy już położyliśmy się do spania, patrzyłem w sufit, nie mogąc pozbyć się z głowy smutnego wyrazu twarzy Avy, walczyłem w środku sam ze sobą. Byłem jednocześnie na nią zły ,że mając szansę i wiedząc co czuje i co Ona czuje, rezygnuje z tego ale z drugiej strony szanowałem jej zdanie. Moje myśli przerwało pytanie Logana ,które wprawiło mnie w lekkie zakłopotanie:

Logan: Co masz zamiar zrobić gdy już zakończymy tą całą chorą sytuacje? Widzę ,że nie jest Ci łatwo o Niej zapomnieć..

Damon: Nie wiem..nie mam pojęcia co dalej. Chciałbym Ją sprowadzić z powrotem ale Ona tego nie chce.....nie rozumiem dlaczego
Logan: Sam po części tego nie rozumiem ale wdała się w matkę więc nie dziwię się ,że podejmuje właściwe decyzje. To przykre ale jestem Ojcem więc powinienem być z niej dumny.

Słysząc te słowa, spojrzałem na wyraz twarzy Logana. Jedyne co zdążyłem ujrzeć nim się obrócił plecami do mnie, życząc mi dobrej nocy, to łza ,która spłynęła mu po policzku, lądując na poduszce, która wcale jej nie skryła. Wiedziałem ,że jego również bardzo to boli, dlatego byłem podwójnie zły. Po chwili sam zasnąłem, zmęczony emocjami jakie we mnie grały z powodu tej dziewczyny i całej tej chorej sytuacji.
Nazajutrz , spakowaliśmy się szybko do mojego auta, Logan coś przegryzł w między czasie, wypiliśmy po szklance Bourbona na przebudzenie i ruszyliśmy poza miasto. Trasa przed nami była cholernie długa, a Ja nie miałem pomysłów na temat rozmowy ,ale to chyba nie przeszkadzało Loganowi bo całą prawie podróż spędził na oglądaniu świata za szybą.
Zaczęło się ściemniać, a my byliśmy dopiero w połowie drogi, ale praktycznie dotarliśmy do miasta położonego najbliżej punktu na mapie więc postanowiliśmy zrobić tam postój na noc ,a z samego rana ruszyć do celu. Na skraju miasteczka stał niewielki motel więc zatrzymaliśmy się tam, Logan od razu poleciał do pokoju, ale Ja jeszcze nie czułem się zmęczony, więc wybrałem się na mały spacerek w celu obadania terenu. Znalazłem jakąś przytulną knajpkę, w sam raz dla mnie.
Usiadłem przy barze, zamówiłem sobie szklankę whiskey i rozglądałem się po sali. Muszę przyznać ,że jak na tak małe miasteczko, sporo osób okupowało tą miejscówkę. Kończyłem pierwszą szklankę, myśląc o następnej kolejce gdy usłyszałem jakby szept wprost do ucha: '' uciekaj, oni tutaj są...Damon wiej!'' . W tym momencie do baru wpadło kilka typków i ruszyło w moją stronę, a u dwóch z nich, zauważyłem broń. Nie było innej opcji jak ucieczka, przecisnąłem się przez tłum i wbiegłem na zaplecze, w tym momencie oberwałem w nogę drewnianą kulą. Nie byłem w stanie uciekać, banda ,która mnie ścigała musiała być bardzo dobrze przygotowana skoro obstawiła nawet zaplecze. Gdy starałem się dźwignąć z ziemi, przed sobą zobaczyłem jakiegoś faceta w równie gustownym stroju co jego wesoła kompania. Jego twarz mi kogoś przypominała, ale nie byłem pewny dopóki nie nie wypowiedział swojej proroczej gadki:



Nieznajomy: Nie mieliśmy jeszcze przyjemności, ale z tego co wiem, poznałeś już mojego wujka...zdaje się ,że masz jego własność, gdzie jest mapa? -przeleciał wzrokiem po Damonie
Damon: Jeżeli twój wujek to Kiliam, to szczerze współczuje, wasz urok rodzinny jest strasznie irytujący. -uśmiechnął się szyderczo
Nieznajomy: Uznam to za komplement, a teraz mów gdzie mapa..
Damon: To nie był komplement, a mapy nie mam

W między czasie gdy udało mi się go zagadać,powoli usunąłem z nogi, nabój. Czekałem na odpowiedni moment by zaatakować, aż wreszcie nadarzyła się okazja. Gdy jeden z jego ludzi podszedł by coś mu przekazać, bez zastanowienia skoczyłem w kierunku jednego z nich ,który miał broń, wyrwałem mu ją i szybkim ruchem przestrzeliłem szyje kilku z nich, jednak ten plan nie przewidywał ingerencji magii. Poczułem dokładnie ten sam ból jaki lubił mi zadawać Kiliam. Głowa zaczęła płonąć, broń wypadła mi z ręki ,a ja spowrotem wróciłem na ziemie. Jeden z nich, podniósł broń i wycelował we mnie, siostrzeniec Kiliama, spojrzał na mnie wesoły od ucha do ucha i powiedział:

Nieznajomy: Biedny wampirek....widać spotkanie z moim wujkiem niczego Cię nie nauczyło...gwoli ścisłości......Mam na imię Drake. - zaśmiał się po czym odwrócił się i odchodząc położył dłoń na ramieniu swojego sługi i powiedział:
Drake: Możecie się pobawić, tylko ma żyć....jeszcze mi się przyda.

Poczułem tylko jak moje nogi i ręce przeszyło kilka kul, po czym straciłem przytomność. Obudziłem się w jakiejś piwnicy, przykuty tradycyjnie do ściany, a obok stało jakieś wiadro z wodą. Leżałem na ziemi wykończony i potrzebowałem krwi, w tym momencie wszedł Drake z jednym ze swoich sługusów, który podszedł do mnie i dla przyjemności, szarpnął za łańcuchy i uśmiechając się głupio, pomachał mi przed twarzą, torebką z krwią. Drake zmierzył mnie wzrokiem po czym westchnął i powiedział:


Drake: Oj biedaku....przyniosłem ci przekąskę, nie chcemy byś nam zbyt wcześnie skonał, ale musisz nam powiedzieć gdzie jest mapa.
Damon: Taki mag, a kawałka papieru znaleźć nie możesz? -westchnął, przełknąwszy ciężko ślinę
Drake: Heh, widzisz to nie takie proste, ta mapa była tak bardzo ważna ,że mój wujek gdy ją posiadł, rzucił na nią zaklęcie maskujące jej lokalizacje, nie chciał by inni czarownicy ją znaleźli, dlatego będę wdzięczny za współpracę. 
Damon: A kto powiedział ,że będę współpracował?
Drake: No tak...w takim razie uświadomię Cię tylko ,że obok stoi wiadro z werbeną, a Ty ledwo się trzymasz. Jeżeli to wiadro wyląduje na Tobie cuż,......wyschniesz- westchnął ponownie i dodał:
Drake: To jak? Teraz zmienisz zdanie? - spojrzał na Damona oczekując odpowiedzi

Chyba nie było innego wyjścia, teraz potrzebowałem by zjawiła się Ava by jakoś ostrzegła Logana przed nimi, ale nigdzie jej nie widziałem. Ja mam zawsze pecha trafiać na ludzi ,którzy oczekują ode mnie trudnych decyzji...

piątek, 26 września 2014

Sezon 2 Rozdział II

~Tracąc zmysły cz.II~


Nie miałem kompletnie ochoty na ciąg dalszy tych przygód, wystarczyły mi przeżycia z ostatniego tygodnia, ale czemuż to miałby być koniec mojej udręki. Spakowaliśmy z Loganem, najpotrzebniejsze rzeczy do auta i pojechaliśmy wpierw, jak najszybciej w stronę lasu. Gdy już dojeżdżaliśmy, zobaczyliśmy jakichś dwóch typów idących w stronę wejścia do lasu. Nie wyglądali na policjantów ,a las po ostatnim wybuchu, został zamknięty. Spojrzałem na Logana i powiedziałem:

Damon: Daj mi proszę 2 fiolki z werbeną..
Logan: Co chcesz z nimi zrobić?
Damon: Rzucić w nich zanim wylądują na masce auta
Logan: A co jak to zwykli ludzie?
Damon: Właśnie dlatego rzucę wpierw w nich fiolkami, jeżeli to ludzie to najwyżej udam nawalonego i zwalę winę na Ciebie.

Logan podał mi fiolki ,a ja wychyliłem się przez okno i rzuciłem w nich z całej siły, ale nie wampirzej, bo jeśli to ludzie to miałbym na sumieniu dwóch klaunów. Trafiłem tylko jednego ale przeczucie mnie nie myliło, natychmiast po rozbiciu się fiolki na jego plecach, zaczął dymić i wrzeszczeć jak małpa w klatce, co pasowało to jego gustownego stroju. W tym momencie nie zastanawiałem się ani chwili, tylko wcisnąłem gaz i wbiłem się w tą dwójkę. Wyglądnąłem przez okno by tylko upewnić się ,że długo nie wstaną i ruszyłem do lasu. 

Logan: Oby ich było tylko dwóch
Damon: Też mam taką nadzieje, zniszczyli mi lusterko i światło w moim najdroższym autku.
Logan: Czy ty się dobrze czujesz? 
Damon: No co? Jedni mają rozwrzeszczane kobiety, ja mam tą ślicznotkę z ,którą dogaduje się bez słów.
Logan: Im dłużej z Tobą spędzam czas ,tym bardziej czuje ,że na starość zgłupieje.
Damon: To Ty jeszcze nie jesteś stary? Ahh przez tą wampirzą nieśmiertelność, kompletnie nie znam się na procesie starzenia.

Zatrzymaliśmy się dopiero pod samym wejściem do lasu, wysiedliśmy powoli, dobrze rozglądnąwszy się dookoła, Logan wziął broń i poszliśmy w stronę wejścia do jaskini. Wszędzie było pełno rozrzuconych odłamków skał, drewna i zwierzęcych odchodów. Scena jak z filmach o końcu świata. Dotarliśmy do w połowie przysypanego wejścia. Miejsca było nie wiele ale dało się przecisnąć. Kazałem wpierw iść Loganowi, ja chciałem się upewnić ,że nikt za nami nie pójdzie. Porobiłem kilka prostych pułapek z wykorzystaniem kołków z połamanych patyków ,które leżały dookoła. Może to nie zatrzyma ich ale spowolni. Zeszliśmy w dół i ruszyliśmy w stronę miejsca gdzie wcześniej stała maszyna.
 To wszystko wyglądało zupełnie inaczej niż wcześniej co utrudniało trochę zlokalizowanie celu ale jakoś daliśmy radę. Po godzinie spędzonej na odkopywaniu pomieszczenia w ,którym Kiliam trzymał mapę, w końcu ją mieliśmy. Okazało się ,że miejsce w ,którym ma dokonać swojego wielkiego powrotu ,leży nie dość ,że cholernie daleko to jeszcze w górach gdzieś głęboko w lesie. 

Damon: Ja chyba już nigdy nie wejdę do żadnego lasu. Koniec z grzybobraniem
Logan: Heheh ,a czego się spodziewałeś? 
Damon: No nie wiem, ale nie kolejnego lasu. Uwalę wszystkie ciuchy. 
Logan: Serio? Ubraniem się przejmujesz teraz?
Damon: Ej przecież to Ermenegildo
Logan: Że co?
Damon: Jak możesz nie znać tej marki..eh
Logan: Dobra bierzmy się stąd bo przed nami długa droga.

Wróciliśmy do auta i pojechaliśmy do mojego mieszkania w hotelu. Bez sensu było budzić rodzinę Logana, a w dodatku mój hotel był bardziej po drodze. Poszedłem wziąć prysznic. Zdarzały mi się różne sytuacje z dziewczynami w roli głównej ale Ava potrafiła pobić wszystkie normy, wychodząc spod prysznica prawie zawału nie dostałem gdy wyciągnąłem twarz z ręcznika i zobaczyłem ją stojącą przede mną. Oczywiście trudno było nie zauważyć, że przeleciała mnie wzrokiem od góry do dołu. Podszedłem do umywalki i wycierając się do końca spytałem szeptem:


Damon: Co ty robisz? Wiesz ,że jest tutaj twój ojciec.
Ava: Przecież nas nie przyłapie, tylko ty mnie widzisz...a ja Ciebie -zaśmiała się nie ukrywając ekscytacji widokiem nagiego Damona
Damon: W normalnych okolicznościach może bym się ucieszył ale teraz czuję się dziwnie zważywszy ,że jesteś duchem. Tam po drugiej stronie musi być strasznie nudno skoro tak często wracasz, chyba dobrze ,że żyje wiecznie.
Ava: To nie tak, jak tak jakby nie mogę przejść jeszcze na drugą stronę, wiesz nie załatwione sprawy itp.
Damon: Czyli mam rozumieć ,że teraz będziesz mnie codziennie podglądać pod prysznicem tak? 
Ava: Masz coś przeciwko? - zaśmiała się delikatnie
Damon: Hmm...nie, pod warunkiem ,że się zrewanżujesz
Ava: Ehh niestety, dzieli nas śmierć - westchnęła nie przestając się uśmiechać
Damon: To można zmienić, jeżeli zgodzisz się na powrót
Ava: Już ci tłumaczyłam, że nie moge..
Damon: Czemu ty się nimi tak przejmujesz, zwalisz winę na mnie, przecież to ja miałem zginąć, powiedz im ,że kogoś im tam w zamian podeśle.
Ava: Ehh... Co masz zamiar teraz zrobić, macie mapę więc rozumiem ,że jutro wyjeżdżacie?
Damon: No w końcu po to zostałem
Ava: Uważajcie na siebie, nie wiem czy uda mi się wam towarzyszyć.
Damon: Damy radę ale teraz chciałbym się wyspać
( Damon spojrzał na Ave zamieniając uśmiech w powagę )
Damon: Chciałbym móc teraz cię pocałować. To nie fair...
Ava: Dasz radę, taki narcyz i egoista nie poddaje się ludzkim uczuciom co nie?
Damon: Czasami mu się zdarza, ale tylko w wyjątkowych chwilach
( Ava również posmutniała )
Ava: Muszę już iść...zobaczymy się może jeszcze przed wyjazdem ale nie obiecuje.

I zniknęła... Powoli szedłem do pokoju i zastanawiałem się co by było gdyby. Ona na prawdę jest niezwykła i nie chodzi tu o aureolę i jasną poświatę, chciałbym móc zrobić cokolwiek by wróciła.

piątek, 19 września 2014

Sezon 2 rozdział I

~Tracąc zmysły cz.I~

Gdy wróciłem do hotelu, nie było chyba nic czego nie pragnąłbym bardziej niż zimnej szklanki bourbonu. Jeżeli nie schłodzę trochę mózgu to oszaleje, nie wiem co o tym wszystkim myśleć. Dopiero co godziłem się z Jej odejściem ,a teraz będę Ją wszędzie widywał, na dodatek te ostatnie słowa.. Chyba na dziś dość wrażeń, dopije drinka i walnę się w łóżko, a jutro zabieram się stąd zanim zacznę drapać ściany i mówić do siebie.

Nazajutrz, spakowałem się, zszedłem do auta by wrzucić rzec To nie było normalne zważywszy ,że wróciłem autem do domu i wypiłem jedynie ,a potem poszedłem spać. Następnego dnia, spakowałem rzeczy i poszedłem znieść je do auta. Chciałem  jak najszybciej wpakować je do bagażnika i zabrać się już z tego miasta, ale nigdzie nie mogłem znaleźć kluczyków. Myślałem ,że mnie szlak trawi, wszystko ale nie kluczyki od auta. Przeszukałem dom, rzeczy i nic. Klucze nie mogą tak po prostu sobie znikać. Miałem już tego dosyć tego, byłem pewny ,że to sprawka Avy chodź wiem ,że to głupio brzmi. Postanowiłem to zakończyć ale jedyny pomysł jaki przychodził mi do głowy była matka Avy, z resztą miałem Ją ostrzec. Poszedłem w dość nieciekawym nastroju ale musiałem się hamować bo jutro ma odbyć się pogrzeb Avy. Gdy dotarłem pod dom, zobaczyłem Ją znów, tym razem w oknie. Tego było już za wiele, musiałem coś z tym zrobić tylko nie miałem pojęcia jak. Zapukałem do drzwi i szczęśliwym trafem, otwarła Miriam. 

Damon: O dobrze się składa, chyba nie obędzie się bez pani pomocy.
Miriam: Nie rozumiem..
Damon: Pani córka albo chcę bym stał się nałogowym alkoholikiem, albo cholernie chcę czegoś.
Miriam: Powiedz co się stało? Widziałeś ją znów?
Damon: Nie tylko widziałem ale i słyszałem
( Miriam spojrzała na Damona, wyraźnie zaskoczona )
Miriam: Co powiedziała?? 
Damon: To była ,krótka wiadomość i przerwana jej efektywnym zniknięciem. Kazała mi tylko panią ostrzec i dodała coś o Kiliamie..
( Miriam pobiegła do jednego z pokoi i zaczęła gorączkowo przeszukiwać swoją bibliotekę )
Damon: Yyy...mogę spytać czego szukasz?

Miriam: Posłuchaj, Kiliam to potężny czarownik, jeżeli Ava była w stanie przekazać Ci tą informację to możesz domyślić się czego można spodziewać się po Nim. Trzeba znaleźć jego ciało i pozbyć się go, ale przedtem będę zmuszona spróbować przywołać Ave by powiedziała to czego Tobie nie zdążyła inaczej będziemy tylko na ślepo działać.
Damon: Mam rozumieć ,że będziemy się bawić w hokus pokus i wywoływać duchy w kółeczku?
Miriam: Heh, i mówi to chodzący trup narcyza..
Damon: Jednak miałem racje...wasz charakterek jest dziedziczny
Miriam: Mam! Teraz trzeba ściągnąć jak najszybciej Logana i wszystko przygotować. Na wszelki wypadek poproszę moją przyjaciółkę, czarownice by mnie wsparła podczas seansu.
Damon: Dobra to Ty idź po wiedźmę ,a ja poszukam Logana.
Miriam: Jest prawdopodobnie na cmentarzu.

Wychodząc z domu, odruchowo spojrzałem w okno w ,którym widziałem wcześniej Ave, ale  tym razem jej nie było. Poszedłem w kierunku cmentarza, ale nie musiałem na szczęście wlec się tak daleko, zobaczyłem jak Logan wchodzi do baru po drugiej stronie ulicy. Heh przypuszczałem ,że będzie przybity ale nie ,że aż tak. Wszedłem za nim i usiadłem koło niego zamawiając nam dwóm po piwie. Spojrzał tylko na mnie witając się wzrokiem lecz od razu opuścił go, wpatrując się w pusty kieliszek stojący przed nim. Nie wiedziałem nawet jak zacząć, nie chciałem go bardziej dobijać ale nie miałem wyjścia.

Damon: Jak się trzymasz?
Logan: A jak widać? Nie jest łatwo ale trzeba umieć udawać, przecież nie pokaże się tak Miriam i córce. A Ty co tutaj robisz?
Damon: Szukałem Cię. Jest coś co muszę Ci powiedzieć ,a nie wiem jak to zrobić dlatego zastanawiam się czy nie lepiej będzie jak wpierw dopijemy piwo.
Logan: Mów, gorzej być nie może.
Damon: Ava..Widziałem Ją, ale nie tak jak Ci się wydaje, na prawdę, kazała mi bym ostrzegł twoją żonę o jakiś planach Kiliama ale nie wiem o co dokładnie chodzi bo zniknęła w pół zdania.
( Logan spojrzał na Damona poważnym wzrokiem )
Logan: Czy ty zaliczyłeś już dziś wszystkie bary i puby w mieście?
Damon: Ha ha bardzo śmieszne, pogadamy w domu, bo twoja żona wysłała mnie po Ciebie, planuje przywołać Ave i spytać Ją o to co chciała mi powiedzieć,
Logan: Super...w takim stanie mam wrócić do domu?
Damon: Zdążyłeś wypić drinka i piwo, to powinno Cię trochę odstresować, a to w jakim stanie jesteś chyba jest teraz najmniej ważne..
Logan: Masz racje, chodźmy.

Wróciliśmy do domu, Logan poszedł pomóc Miriam, a mnie wysłali do drugiego pokoju po świeczki. Gdy otworzyłem szufladę , obok świeczek leżały moje klucze od auta. Teraz miałem pewność ,że to mi się nie wydawało, w takim razie cokolwiek Ava chcę przekazać, najwyraźniej chcę abym w tym uczestniczył tylko nie wiem w jakim celu. Zaniosłem im świeczki i przeniosłem się do kuchni, nie miałem czego szukać w kręgach czarownic. Gdy wszystko było już gotowe, Miriam i jej koleżanka, stanęły wokół ołtarzyka przygotowanego na przywołanie Avy i zaczęły coś szeptać. Po chwili poczułem Jej obecność.

Ava: Damonie............
( Damon rozgląda się po pokoju )
Ava: Damonie...
( Po chwili Ava pojawia się zaraz obok Damona )
Damon: Wow....Ava?
Ava: Damonie, nie mam wiele czasu, przekaż mamie ,że Kiliam chcę wrócić do żywych wykorzystując inne ciało czarownika ,którego złożą w ofierze. Kiliam także skontaktował się z kimś żyjącym ale nie wiem kto to. Wiem tylko tyle ,że chcą tego dokonać na ołtarzu ,który jest ukryty gdzieś w Indianie. Nie wiem gdzie ale podobno w ,któreś jaskini została mapa z oznaczonym miejscem, ale musicie się śpieszyć bo On już kogoś po Nią wysłał.
Damon: Dlaczego zmusiłaś mnie bym został?
( Ava spojrzała na Damona i uśmiechnęła się )
Ava: Bo chciałam móc zobaczyć Cię jeszcze raz i usłyszeć. Poza tym, moi rodzice sami nie dadzą rady.
Damon: Skoro da istnieje możliwość by On wrócił to może i jest szansa by..
Ava: Nie Damonie, nawet gdyby była, to nie mogę, jestem w połowie czarownicą i są zasady i porządki ,którym nie wolno się sprzeciwiać.


Damon: A od kiedy Ty jesteś taka podporządkowana? Ta śmierć Cię strasznie zmieniła.
( Ava zaśmiała się )
Ava: Heh, nie tylko śmierć....może jeszcze zobaczymy się...mam nadzieje.
Damon: Czekaj! 
Miriam: Z tego co słyszeliśmy, udało się więc mów co wiesz...
Damon: To nie będzie takie proste...Logan, szykuj się. Czeka nas dłuuga droga, ale musimy się śpieszyć, wyjaśnię ci po drodze....byłeś kiedyś w Indianie?
Logan: Gdzie?

Ciąg dalszy nastąpi......