poniedziałek, 5 stycznia 2015

Sezon 2 Rozdział VI

~Powrót~

Odczekaliśmy pewien czas by upewnić się co do pozycji i tego ,że nasz uciążliwy cel dotarł na miejsce, oczywiście nie myliłem się. Logan miał ten głupi wyraz twarzy ,który mówił '' cholera miałeś racje'' co mnie trochę podniosło na duchu. Ruszyłem w stronę ołtarza mając na względzie ,że tam droga się moja zakończy bezpowrotnie bo za cholerę nie miałem pojęcia jak damy radę, Logan może miał broń ale już raz wydawało nam się ,że zabiliśmy Drake'a ,a jednak wierzga i utrudnia nam sytuację już wystarczająco popieprzoną. Dotarłem do ołtarza jednak wpierw chciałem wyłapać odpowiedni moment na moje wejście. Zebrali się wokół ołtarza, a na ołtarzu zdawało się ,że ofiara czekała, prawdopodobnie jakiś niewinny mieszkaniec miasta, a może zagrali na zapałki i poświęcą jednego ze swoich tak czy siak nie było różowo. Z Loganem miałem kontakt tylko na znaki bo tylko Ja go mogłem usłyszeć. Dostrzegłem w końcu wśród nich Drake'a. Zrzucił kaptur z głowy po czym podszedł do stołu ze sztyletem i uniósł go nad nieprzytomnego ochotnika. Myślę ,że innej okazji nie będzie:

Damon: Nie znam się na tym ,ale nie powinieneś zacząć czegoś mamrotać w między czasie gdy reszta powinna podskakiwać dookoła i wykrzykiwać coś do nieba klepiąc się po głowie? Ahh wybacz, pomyliłem to z przywoływaniem deszczu, tyle tych różnych obrządków ,że już nie wiem nawet jak indyka przyrządzać w święto dziękczynienia, pamiętam jak ze Stefanem raz próbowaliśmy haha uśmiejesz się...

Drake: Z każdym spotkaniem coraz bardziej zaczynam dochodzić do wniosku ,że jesteś najgłupszym wampirem jakiego miałem przyjemność spotkać.

Damon: Ejj ja próbuje być tylko miły, nikt nie lubi gburków 

Drake: Heh Ty chyba nie wiesz co robisz skoro przyszedłeś tutaj i stanąłeś na przeciw całego zakonu, wydaje Ci się ,że coś zdziałasz? A gdzie twój kolega, bo chyba miał więcej oleju w głowie i wybrał właściwą decyzję.

Damon: No cóż, nie wszędzie chodzimy razem, fakt władował mi się do łóżka bez randki ,a nawet miły nie był, długa historia, lubi być upierdliwy ale...

*Drake wyciągnął rękę w kierunku Damona ,który upadł na kolana łapiąc się za głowę*

Damon: Aaaa....No wiesz, nawet aghh dokończyć nie mogę aaaa - ból stawał się coraz silniejszy

Drake: Twoje gadanie jest męczące w dodatku przerywasz bardzo ważny moment, za chwilę przywrócę wuja do życia jednocześnie odbierając twoje...

Damononowi mimo wielkiego bólu jaki odczuwał pod wpływem czarów Drake'a dał sygnał Loganowi do strzału. Po chwili rozniósł się tylko huk, po czym czarownik upadł ,a z jego boku zaczęła wyciekać krew. Damon pozbierał się najszybciej jak tylko mógł i rzucił się w stronę zdezorientowanych czarowników. Udało mu się jednemu skręcić kark po czym wyrwał gałąź z drzewa obok niego i cisną z wampirzą siłą w szyje następnego. Szybko nastąpiły kolejne 2 strzały po ,których upadł następny członek zakonu. Wydawało się ,że damy radę niestety po chwili ból wrócił, był nie do zniesienia, okazało się ,że Drake wcale nie zginął. Już myślałem ,że umrę z tego bólu kiedy usłyszałem ciąg strzałów, Logan wpakował w niego chyba z pięć kul ,które znów go na chwilę powaliły. Po chwili usłyszałem głos Logana:

Logan: Damon, nie damy rady, ale mam pomysł, zabierz z ołtarza ciało, to nie jest jeden z nich bo pamiętam z książek Miriam, takie obrzędy wymagają całego zakonu czyli to musi być niewinna ofiara. Pośpiesz się bo mam ostatnie naboje.

Nie wiele myśląc, rzuciłem się w stronę stołu, udało mi się jakoś złapać nieszczęśnika i z wampirzą szybkością ruszyłem w stronę Logana, potem uciekliśmy do chaty w ,której nocowaliśmy. Położyliśmy go na stole, Logan wyjrzał przez okno po czym pobiegł do źródła po wodę. Teraz tylko czekaliśmy aż się przebudzi. Usiadłem w fotelu i zacząłem zastanawiać się na jaki pomysł mógł wpaść Logan. Minęło kilka minut i nasz ocalały nieznajomy doszedł do siebie. Spojrzał po nas po czym ledwo mówiąc, szepnął:

Ocalony mężczyzna: Dz..dziękuje wam, nie wiem kim jesteście ale jestem waszym dłużnikiem.
Logan: Kim jesteś i jakim cudem znalazłeś się w ich rękach? - odparł Logan, oglądając mężczyzna w poszukiwaniu ewentualnych ran.

Ocalony mężczyzna: Mam na imię John, nie wiem jak to się stało, nic nie pamiętam prócz tego ,że niesiono mnie na wpół przytomnego na ołtarz, potem tylko widziałem jak tą dziewczynę przynieśli, ale ona chyba była martwa już...

Oboje byliśmy z Loganem chyba tak samo zaskoczeni jednocześnie i zaintrygowani tymi słowami.

Damon: Chwila...widziałeś tam dziewczynę?

John: Tak, ale ona już była martwa..długo bo była cała blada i taka bez ducha. Szkoda była bardzo młoda i bardzo ładna, ale nie mogłem jej pomóc.

Damon: Długo martwa......pamiętasz może jak wyglądała?

John: Czarne włosy, zdawało się ,że miała latynoską urodę trochę ale pewny nie jestem bo była taka blada...pamiętam ,że na policzku miała takie dziwne znamię ale to wszystko co pamiętam bo straciłem przytomność..

Po tych słowach osłupiałem. Nie wiem czy to możliwe ale to zgadza się z wyglądem Avy, ale nie widziałem w tym żadnego sensu. Logan musiał wpaść na to samo bo nagle zbladł i spojrzał na mnie z wyraźnym przerażeniem. Musieliśmy szybko coś wymyślić i odbić tą dziewczynę tylko wpierw mieliśmy na głowie tą ofiarę losu.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz