poniedziałek, 10 listopada 2014

Sezon 2 rodział IV

~Polowanie na cień~

Pomijając bardzo niekomfortową sytuację w jakiej się znalazłem i z tego co widzę, raczej nie skończy się szczęśliwie, musiałem szybko wykombinować coś, cokolwiek by chronić Logana. Szczerze mówiąc nie miałem żadnych pomysłów i prawdopodobnie właśnie byłbym w drodze na drugi świat gdyby nie to ,że mój przyjaciel ma bardzo mocny instynkt samozachowawczy i postanowił mnie najwyraźniej śledzić bo usłyszałem tylko odbijające się od ścian zwłoki sługusów Drake'a. Przyznam ,że cieszyłem się jak małe dziecko, ale zastanawiałem się jak mu się uda załatwić czarownika. Po kilku minutach, wypełnionych jękami konających wampirów nastała cisza. Wpatrywałem się z niecierpliwością w drzwi, lecz Logana ani śladu, chwilę później nasz odważny czarownik postanowił samodzielnie zbadać teren oczywiście musiał sobie dodać otuchy odwracając się do mnie i patrząc na mnie tym swoim zabójczo poważnym wzrokiem po czym rzekł:

Drake: Dokończymy nasze sprawy gdy już pozbędę się twojego kolegi- powoli otworzył drzwi, rozglądając się na boki
Damon: Zabawne, twój wujek też był taki pewny siebie, szkoda ,że biedak wącha teraz kwiatki od spodu..
-Drake spojrzał na Damona mściwym wzrokiem po czym ruszył w jego kierunku-
Drake: Załatwię wpierw Ciebie, po co odwlekać nieuniknione..

Tylko tak mogłem wykupić trochę czasu Loganowi, problem w tym ,że nie miałem pewności czy mój wybawiciel wyrobi się na czas, co oznacza ,że chyba nie będzie happy endu. Drake złapał za wiadro z werbeną i wziął rozmach ale w momencie coś go zatrzymało. Nie mam pojęcia z czym walczył ale widać było ,że był w równie wielkim szoku jak Ja. Po chwili zjawił się Logan, ładując mu w plecy 2 strzały z kuszy, a Drake upadł jak kłoda. Ja położyłem się, łapiąc oddech i czekałem aż Logan mnie rozkuje. To było dość dziwne ale domyśliłem się ''co'' ,a raczej ''kto'' Go zatrzymał. Natychmiast gdy Logan mnie wyswobodził, sprawdziliśmy czy nasz ''problem'' żyje, ale nie było tętna ,a z tego co wiem, czarownice i czarownicy nie są nieśmiertelni więc zamknęliśmy na wszelki wypadek cele i uciekliśmy stamtąd. Nie mieliśmy czasu by zniszczyć ciało bo już w korytarzach było słychać nadciągające posiłki. Zatrzymaliśmy się dopiero przy jakiejś opuszczonej chacie leśniczej by złapać oddech i ogarnąć to co się stało. Weszliśmy do chaty, Ja zablokowałem drzwi ,a Logan zajął się oknami, zbliżała się noc ,a my nie byliśmy w stanie walczyć dalej, poza tym nie mieliśmy pojęcia ile ich by się tutaj zwlekło więc postanowiliśmy to przeczekać. Usiadłem sobie przy stoliku, sprawdzając czy oparzenia z werbeny już zniknęły, a Logan z głupim uśmiechem westchnął po czym dorzucił do tego kilka złośliwości:


Logan: Oj Damon, Damon, Damon....
Damon: Jakbym słyszał matkę....zaraz, to by tłumaczyło twoją nadopiekuńczość 
Logan: Nie mów ,że teraz będziesz na to narzekać, uratowałem ci tyłek
Damon: Ja Tobie również ale powiedzmy ,że nie jesteś tego jeszcze świadom....heh dzięki
Logan: Nie ma sprawy,,,, mów lepiej czego chciał -spojrzał z zaciekawieniem
Damon: Szukali mapy i o mały włos by jej nie zdobyli, bawi mnie tylko pewna ironia
Logan: To znaczy?
Damon: Jego staruszek był takim egoistą ,że rzucił na mapę zaklęcie maskujące co uratowało nam obojgu tyłki
Logan: Heh sam sobie utrudnił chciwością, ale co teraz zrobimy?
Damon: Myślałem ,że wiesz mamusiu, jesteś taka przewidująca - zaśmiał się, przeciągając ze zmęczenia

Logan: Bardzo śmieszne... Na mapie nie ma żadnej chaty ,ale po drodze minęliśmy potok. Sugerując się prądem wody, płynie ona z północy co oznacza ,że jesteśmy jakieś 10-15 km od celu.
Damon: Więcej chodzenia po lesie? Ehh czemu to zawsze musi być las? Czy nie mogliby chodź raz, schować czegoś w piwnicy jakiegoś pięknego domu, z oknem wychodzącym na jezioro i mini barem w salonie? -westchnął zawiedziony
Logan: Jesteś strasznie rozpieszczony, teraz wiem czemu widzisz w moim zachowaniu matczyny instynkt

Damon:Hej, ranisz...no dobra, może trochę...Dobra trzeba się przespać przed wielką wyprawą. Trzymaj broń w pogotowiu w razie gdyby ktoś nas postanowił odwiedzić..

Usiadłem sobie w jakimś starym, lekko zniszczonym fotelu i rozłożyłem się na nim wygodnie, Logan wybrał dość ciekawsze miejsce na podłodze przy oknie. Już powoli mi się fajnie zaczynało przysypiać gdy poczułem czyiś wzrok na sobie. Uchyliłem lekko powieki i zobaczyłem Ave uśmiechniętą od ucha do ucha:

Ava: Oddałabym wręcz życie by wiedzieć co spowodowało ,ze zacząłeś się ślinić przez sen haha..
Damon: Heh i pomyśleć ,że duchy mają tak wielkie poczucie humoru i dystans do siebie
Ava: Nie zapominaj ,że jestem jedyna w swoim rodzaju- zaśmiała się znowu
Damon: To Ty mnie ocaliłaś od wiadra wody z werbeną prawda?
Ava: Nie musisz dziękować, spodziewałam się ,że nie można was zostawić samych
Damon: A mogę wiedzieć jak to możliwe?
Ava: W sumie...sama nie wiem, po prostu poczułam ,że muszę Cię ratować i odruchowo chciałam wyrwać mu wiadro i tak jakoś...
Damon: Heh...

Ava: Co się stało? -spojrzała na niego, tracąc powoli uśmiech
Damon: Jutro tam dotrzemy i będzie po wszystkim.....wciąż nie chcesz? ..tak wiem, złote zasady czarownic ale.....ehh nie możesz ten jeden raz zrobić wyjątku? Dla mnie? 

-Ava opuściła wzrok, starając się powstrzymać łzy, które napierały na powieki-

Ava: To nie tak...Ja, chcę ale...zrozum, nie mogę, one...inne czarownice się na to nie zgodzą, to wbrew zasadom.....przykro mi Damon - odwróciła się upuszczając kilka łez
Damon: Chcesz się poddać tylko dlatego ,że ktoś uważa inaczej? Masz prawo być szczęśliwa, to nie był twój czas...to ja powinienem wtedy oberwać! To musi mieć jakieś znaczenie..
Ava: Nie dla nich....Damon Ja.....Ehh Ja muszę już iść, nie mogę w nieskończoność być w takiej postaci....jutro postaram się wam też towarzyszyć.
Damon: Zaczekaj....

-zniknęła zostawiając Damona, złego i smutnego-

Damon: To jest nie fair...Dajcie jej żyć, jakim prawem decydujecie o jej szczęściu....yghh

Usiadłem wściekły w fotelu. Miałem ochotę coś rozwalić. Dobrze ,że Logan wciąż spał. Ahh to jest popieprzone, nie mogę nic zrobić, a w dodatku teraz nie zasnę, heh i nawet nie mam przy sobie ani kropli Bourbonu. To życie jest do dupy, jutro skończymy to wszystko ale co dalej? Ehh to nie może się tak skończyć.


1 komentarz:

  1. Świetny blog *-* rozdział bardzo fajny, czekam na kolejny! :3
    Zapraszam do mnie :) - http://itsnoteasydear.blogspot.com/#_=_

    OdpowiedzUsuń