środa, 27 sierpnia 2014

Rozdział I

~ W podróży... ~



Gdy za dużo czasu spędzę ze swoim braciszkiem, zawsze potem mi coś odbije, tym razem z nudów zacząłem próbować pisać pamiętnik. Dobrze ,że nikt mnie nie widzi bo chyba sam bym sobie ze wstydu wbił kołek w serce. Może jednak w trakcie tych podróży będzie to dobre zajęcie. Przynajmniej jak rano wstanę po kacu, będę pamiętał co robiłem.
Dear diary....
Ehh udaje nawet przed kartką papieru, dobra będę po raz pierwszy szczery, od rozstania ,a właściwie przymusowego porzucenia brata na stacji kolejowej minęło sporo czasu. Powinienem się nim opiekować ,a ja zabawiam się po barach z jakimiś idiotkami ,które wpadają mi do łóżka po kilku spojrzeniach i kieliszku whiskey. Wiem ,że On sobie zawsze radzi, w przeciwieństwie do mnie lecz...przyznaje, brakuje mi go i martwię się.
Przejechałem już z dobre kilkaset mil i jedyne co rozwiało tą nudę ,była guma chwycona na wlocie do Kansas. Przyznam ,że wojna chyba bardziej by mi umiliła czas. To łatwe zabijanie łapiąc ludzi na ''Dziękuje za pomoc, myślałem ,że umrę..'' już mi się znudziło, a nawet nie mam pomysłów na inne kwestie.Swoją drogą przyznam ,że ostatniej ofiary mi było szkoda, gdy tak uciekała w pewnym momencie nie wiedziałem czy wpierw ją zabić czy może po prostu zauroczyć i skorzystać z przyjemności jakie niosły jej wdzięki. Tak, jednak wygrał głód.
Ehh to głupie, dopisze to potem, właściwie to przyznam ,że nie wiem jak prowadzi się coś takiego więc zrobię to po swojemu, mój braciszek zawsze był poukładany ,a ja...hmm cóż określę się jako ''oryginalny'' . Żyjąc tyle czasu już na prawdę robię głupie rzeczy dla zabicia czasu. 


Wjechałem właśnie do miasta i liczę ,że znajdzie się wreszcie jakiś bar bo cały zapas na podróż mi wyszedł, zarówno krwi jak i burbon'u. Nie mogłem mieć większego farta, piątkowy wieczór to nic innego jak początek dobrze spędzonego weekendu jeżeli trafi się w odpowiednie miejsce ,a ja już z daleka widzę dwie panienki kołyszące się od krawężnika do ściany sklepu.
Oby tylko szło się z nimi dogadać...podszedłem do, właściwie do obu bo na ten moment były nie rozłączne, jedna drugiej robiła za poduszkę powietrzną w razie upadku.

Damon: Witam urocze panie...
Jessica: Hej przystojniaku, te drinki musiały być na prawdę mocne bo widzę przed sobą anioła.
Damon: Ujawniłaby może ,któraś z pań, aniołkowi gdzie znajdzie gospodę w ,której będę mógł także się zabawić?
Alice: To może chodź z nami, my cię chętnie obsłużymy hahah..
Damon: Hmm...
Alice: No nie daj się prosić!
Damon: W sumie....czemu nie.

Poszliśmy do jak się okazało, motelu w ,którym się zatrzymały owe damy. Wydawałoby się ,że szczęście nie tylko klei się do Stefana, ale szybko musiał to zburzyć jakiś idiota ,który jak mi się przez chwilę wydawało, był strasznie nawalony jednak....tylko mi się wydawało.
Nie mam pojęcia skąd wziął się tutaj wampir na głodzie, jednak nie miałem czasu na zastanawianie się. Wyrwałem mu serce na oczach tych dziewczyn ale nie przejmowałem się zbytnio, w końcu były tak nawalone ,że nie były w stanie uciekać, serce nieszczęśnika było i tak zniszczone ale nie raz powtarzam ''jeżeli to co sprawia ci przyjemność, stanie się nałogiem...''właściwie to patrząc na to z innej perspektywy, umierasz szczęśliwy. Nie ważne, złapałem dziewczyny i zauroczyłem je, zostawiając na pięć minut na ławce, a ja poszedłem wywalić naszego gościa wieczoru.

Nie przejąłem się zbytnio tym ,że w takim zadupiu trafiłem na wampira, jedynie lekko mi zepsuł humor. Zabrałem dziewczyny i poszliśmy do hotelu jednak było to dość dziwne...

3 komentarze:

  1. Masz u mnie dużego plusa za Damona :)
    Tak jak już Ci napisałam na asku bardzo dobrze wczuwasz się jego rolę!
    Informuj mnie o kolejnych rozdziałach, bo już nie mogę się doczekać ;)
    Zapraszam do siebie klaroline-tvdfamily.blogspot.com

    Mrs. Salvatore ♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuje :3 Postaram dodawać na bieżąco i odwiedzać także twój ;)

      Usuń
  2. Genialne ! ♥ Nie wiem jak to robisz ale postać Damona jest zupełnie taka sama jak w serialu. A w dodatku 0 błędów :)

    OdpowiedzUsuń