niedziela, 14 września 2014

Rozdział XI

~Uśmiech przykryty cierpieniem~

Dojechałem na miejsce. Już z daleka widziałem Matkę i jej siostrę, a także uśmiech na ich twarzach, czułem już ból jaki sprawię im gdy zobaczą Ave. Nie chciałem nawet wysiadać z samochodu, sam ledwo się trzymałem lecz nie było innego wyjścia. Logan podszedł do swojej żony, Ona podbiegła do niego z uśmiechem jednak po chwili zobaczyłem jak uśmiech znika ,a zastępuje go łza i blady odcień na twarzy. Upadła na kolana i zaczęła płakać, jej siostra Avy podeszła powoli do matki i ją przytuliła ,a Logan stał tylko patrząc na nie, nie wiedząc co zrobić, nawet nie przecierał łez ,które płynęły niepohamowanie jedna za drugą. Nie wysiadłem z auta, odwróciłem się tylko i spojrzałem na Ave. Była już całkiem blada, zimna..Całą drogę łudziłem się ,że jeszcze stanie się jakiś cud i przebudzi się lecz nic z tego. Położyłem dłoń na jej zimnym policzku i po prostu mówiłem:

Damon: Dlaczego? Dlaczego im to zrobiłaś? Przecież Oni Ciebie potrzebowali, na Mnie nikt nie czeka. Co mam teraz zrobić?
( Damon uronił łzę ,która spłynęła wprost na dłoń Avy )

Wystraszyłem się gdy Logan zapukał w szybę drzwi. Szybko przetarłem twarz i przybrałem poważny wyraz twarzy. Wysiadłem powoli z auta, starając się jak najrzadziej spoglądać im w oczy. Zaskoczyło mnie to co powiedział Logan.

Logan: Damon, dziękuje Ci za wszystko..
Damon: Ale przecież nie ochroniłem jej, nie powinieneś mi dziękować.
Logan: Źle na to patrzysz. Uratowałeś Ją i to nie raz, uratowałeś Ją od bólu w jakim żyła, odzyskałeś jej uśmiech i chęć życia, a dodatkowo dzięki Tobie, moja żona i druga córka są ze mną. Zrobiłeś więcej niż prosiłem.
Damon: Ale Ava.....
( Matka Avy złapała Damona za ramie )
Miriam: Damonie....Ava to zrobiła dla Ciebie, nie mogłeś nic poradzić, dokonała wyboru. My to rozumiemy mimo iż to boli ,że jej nie ma. Jestem czarownicą i wiem ,że jest bezpieczna. 
( Damon opuścił wzrok )
Damon: To co macie zamiar zrobić?
Logan: Pragniemy Ją pochować, mam nadzieje ,że będziesz z Nami i pomożesz Mi lecz nie nalegam.
Damon: Pomogę...
Miriam: Dziękujemy.


Wróciliśmy do domu Avy, zostawiłem ich i pojechałem do hotelu by odpocząć jednak wiedziałem ,że siedząc w nim zwariuje więc wziąłem prysznic, przebrałem się i poszedłem do najbliższego baru. Zamawiałem drink za drinkiem, nie patrzyłem nawet w dno szklanki, po prostu piłem i starałem się wsłuchać w muzykę by nie myśleć. 

Po piątym, zrobiłem na chwilę przerwę i rozejrzałem się po lokalu. Zobaczyłem dziewczynę w tłumie ,która spoglądała na mnie, dopiero po chwili dotarło do mnie ,że widzę Ave....to nie było możliwe, to musiał być efekt tych drinków jednak nie mogłem przestać patrzeć. Ona uśmiechała się, zakładając jedną ręką włosy za ucho odsłaniając znamię na policzku na ,którym nigdy tak na prawdę się nie skupiłem, dopiero teraz dostrzegłem ,że ma ono kształt księżyca. Odwróciła się i wyszła z baru. Odepchnąłem od siebie kieliszek i wybiegłem za Nią jednak gdy wyszedłem, Jej nigdzie nie było. Przetarłem twarz i wróciłem. Zapłaciłem za drinki, biorąc ze sobą całą butelkę i wróciłem do hotelu. Całą noc wyrywały mnie ze snu dziwne uczucia jakby Ona była gdzieś blisko. Kiedy już udawało mi się zasnąć, poczułem dłoń na ramieniu, odwróciłem się ,a Ona leżała na przeciw mnie, Patrzyła mi w oczy, lecz Nic nie mówiła. Ja sam nie potrafiłem nic powiedzieć.


Damon: Jakim cudem tutaj jesteś? Przecież Ty nie żyjesz...Śnie prawda?
( Dziewczyna uśmiechnęła się, wstała z łóżka i weszła do łazienki )

Powoli wszedłem zaraz za Nią lecz znów zniknęła. Już wiedziałem ,że zwariowałem. Musiałem pogadać jak najszybciej z matką Avy zanim całkowicie stracę głowę. Nazajutrz od razu pojechałem do Logana. Wszedłem do środka i nie tracąc czasu spytałem:

Damon: Jest Miriam?
Logan: Damon, co się stało? Wyglądasz na przestraszonego, to do Ciebie nie podobne..
Damon: Musze porozmawiać z Miram
Logan: Powiesz chociaż co się dzieje?

Damon: Muszę wpierw sam się dowiedzieć
Logan: Jest na cmentarzu, przygotowuje ze znajomymi czarownicami, pogrzeb
( Damon wybiegł kierując się na cmentarz )

Starałem się dotrzeć tam jak najszybciej. Będąc na miejscu, zobaczyłem na prawdę wiele osób lecz nie widziałem nigdzie Miriam. Przebiegłem cały cmentarz ,aż w końcu znalazłem ją nad strumieniem zaraz za nim. Podszedłem powoli do niej i spytałem:

Damon: Miriam, potrzebuje twojej pomocy
Miriam: Damonie, pomogę Ci ale potrzebuje teraz trochę czasu dla Siebie..
Damon: Wczoraj zobaczyłem Ave....kilka razy, a nawet była u mnie. Nie wiem co się dzieje..
( Miriam spojrzała na Damona uśmiechając się )
Miriam: My też nie możemy o Niej zapomnieć, nie dziwie Ci się.
Damon: Ale Ona w nocy, pojawiła się obok mnie w łóżku, to nie wyglądało na wytwór wyobraźni.
( Miriam spojrzała w zadumie na płynący strumień )
Miriam: Nie, to by raczej nie było możliwe...chociaż....
Damon: Mów od razu, bo nie trzymam się najlepiej, a podtrzymywanie tajemniczego nastroju teraz jest nie na miejscu.
Miriam: Duchy czasami próbują się kontaktować z żyjącymi, próbują tego tak rozpaczliwie ,że czasem zdarza się ,że żywi mają okazje zobaczyć ich, a nawet usłyszeć. Ale to są zazwyczaj osoby ,które uniknęły śmierci.
Damon: Nie wiem czy można zaliczyć do tego wampiryzm bo teoretycznie tego nie uniknąłem ale wygląda na to ,że też mi się poszczęściło tylko nie wiem dlaczego.
Miriam: Widać Ava, za Tobą tęskni tak bardzo ,że chce się z Tobą skontaktować.
Damon: Rozumiem.....w takim razie, nie zajmuję więcej czasu. Wrócę się przygotować i przyjadę pomóc.

Powoli poszedłem w kierunku auta.. nie miałem pojęcia ,że takie coś jest możliwe...To co powiedziała Miriam, zaskoczyło mnie. Nie chcę by tak było przez wieczność bo zwariuje. Wsiadłem do auta, lecz nie zapalałem go na chwile, patrzyłem przed siebie. Po chwili, poczułem znów to samo uczucie, obecności Avy i gdy się obróciłem, ujrzałem Ją obok na siedzeniu. Jednak teraz przybrało to inny obrót zdarzeń. Złapała mnie za dłoń po czym spojrzała mi w oczy i powiedziała:

Ava: Damonie ostrzeż moją matkę, Kiliam chce...
( Nagle duch Avy zniknął )
Damon: Co? Ava! Co Kiliam chce? Ava!!!


Rozglądałem się wszędzie, lecz nigdzie jej nie widziałem. Wysiadłem, próbując ją znaleźć, skupiałem się ale to na nic.....To co powiedziała, przyprawiło mnie o dreszcz. Czyżby to nie koniec niespodzianek Kiliama.....



Ciąg dalszy Nastąpi................. 

2 komentarze: